poniedziałek, 1 kwietnia 2002

Spłacili Balcerowicza

Wyleczeni

Starostami tegorocznych dożynek będą dwa małżeństwa - Wanda i Janusz Gniewkowscy oraz Irena i Tadeusz Homowie z Laików. "Tygodnik" odwiedził pierwszych. Pana Janusza dosłownie "ściągnęliśmy" z pola, w gospodarstwie Gniewkowskich jeszcze trwają żniwa, ale nie ma się co dziwić, skoro gospodarują na 102 hektarach - 79 własnych, resztę dzierżawią.
Duże gospodarstwo. Niestety - jak w całym rolnictwie - nie oznacza to, że gospodarzom jest łatwo. Dopiero w kwietniu tego roku udało im się spłacić ostatnie raty "balcerowiczowskich" kredytów. Może spłaciliby je wcześniej, lecz specjalnie nie było z czego.

- Balcerowicz wyleczył nas całkowicie z kredytów — mówi pani Wanda. - Dopiero odbijamy się od dna, dlatego już nigdy żadnego kredytu nie weźmiemy.
Obecnie pp. Gniewkowscy nastawili się na produkcję roślinną. Z powodu zbyt niskich cen całkowicie zrezygnowali z hodowli, a rocznie odstawiali i 500 tuczników. Teraz okrąglaki stoją puste, lecz ambitni rolnicy myślą o powrocie do hodowli. Uczynią tak tylko wtedy, gdy będą mieli na to własne pieniądze, a hodowla będzie się opłacała. Premier Balcerowicz rzeczywiście całkowicie wyleczył ich z kredytów.

Dla siebie

Nawet w produkcji roślinnej musieli się przestawić. Kiedyś byli potentatami w produkcji ziemniaków, obsiewając nimi nawet 16 hektarów. To także przestało się opłacać. Taka rzeczywistość. Pani Wanda coś tam hoduje, chociaż tylko na swoje potrzeby. W rodzinie szczególnie lubią jeść drób, stąd zdarza im się trzymać po 120 sztuk kurcząt, rocznie około 240.

- Nie lubimy tłustego mięsa - zdradza pani Wanda. - hodujemy tylko dla siebie, dziewczyny w mieście też lubią kurczaki.

Trzy córki, Ksymena, Joanna i Patrycja wyprowadziły się do miasta. Troszeczkę nawet z przymusu, Patrycja jest uczulona na pyły zbożowe. Co zaskakujące, pan Janusz również, ale jakoś sobie z tym radzi.
Gniewkowscy jeszcze wierzą, że dla rolników nadejdą lepsze czasy. Inaczej nie dokupywaliby stale ziemi, a zaczynali tylko z 21 hektarami po dziadkach pana Janusza. Lecz jest im trudno. Pan Janusz nawet mówi, że nie oczekuje, by któreś z dzieci przejęło po nich gospodarkę.
- Zrobiłbym mu krzywdę...

Słabe efekty

Tak do końca na obecną sytuację w rolnictwie nie narzekają, kiedy tylko przypomną sobie dawne czasy. Pan Janusz - zanim został wyłącznie rolnikiem - pracował 6 lat jako kolejarz. Ówczesny naczelnik gminy nie chciał nawet dać mu talonu na ciągnik, dopóki nie zrezygnuje z pracy na kolei.
- Ale naprawdę dzisiaj można się zaorać i nie widać efektów pracy - lekko żali się pan Janusz. - Miesiąc temu skończyłem 50 lat, więc mam doświadczenie. Dlatego nie chcę, by któreś z dzieci przejęło gospodarkę. Jakoś sobie radzimy, gdyż mamy maszyny. Ale gdybyśmy mieli dzisiaj kupić nowe, nie byłoby nas stać. Bizon kosztuje 2 miliardy, mój jest warty 500 min zł. Gdzie jest reszta? Gdzie się podziało 1,5 miliarda? Skąd wziąć pieniądze na nowy sprzęt? Za naszą pracę przecież nikt nam nie płaci.
- Jakoś staramy się jednak przeżyć — dodaje pani Wanda, która jest również radną gminną. - Chcę dla tej swojej wsi coś zrobić.

Szczególnie marzy jej się budowa drogi. Chce coś zrobić również z jakością wody. Oni mają własną studnię głębinową, ale we wsi ludzie korzystają z wodociągu, tymczasem jakość wody nie jest najlepsza.

- Chciałbym także salkę w szkole wykorzystać na świetlicę wiejską. I chciałabym, żeby ludzie byli troszeczkę bardziej aktywni w poszukiwaniu pracy. Nie wolno tylko narzekać i liczyć na pomoc społeczną. Co prawda u nas pracę daje tylko Beton-Bruk, lecz można jej szukać w innych miejscowościach.

Na wsi żyje się ciężko. Zapewne więc gospodarstwo — jeżeli w rolnictwie nie nastąpi wyraźna poprawa - zostanie równo podzielone między czworo dzieci, dzisiaj już dorosłych. Z rodzicami mieszka tylko najmłodszy, 17-letni syn Andrzej. Jeszcze się uczy w Technikum Żywienia, ale on także nie wykazuje zainteresowania prze-jęciem gospodarki. Pan Janusz nie byłby nawet zły, gdyby dzieci sprzedały ziemię. Takie czasy.

Podział

W rolniczej rodzinie Gniewkowskich podział ról jest bardzo czytelny. Pani Wanda w polu nie pracuje, jej domeną jest dom i otoczenie. Szczególnie lubi pracę w ogrodzie. Z satysfakcją pokazuje wyhodowane przez siebie kwiaty.
- W domu zawsze jest co robić, zaczynając od przygotowania chłopakom śniadania - mówi z uśmiechem pani Wanda.

Tak ma w zwyczaju mówić o mężu i synu, a oni wcale nie protestują. I na wsi się nie nudzą. PP. Gniewkowscy, jeżeli tylko przyjdzie im na to ochota, potrafią i o godzinie 22.00 pojechać w gościnę do brata, który mieszka 40 km od nich.

- Posiedzimy dwie godziny, porozmawiamy, wypijemy kawę i wracamy. Co za problem? — mówią zgodnie. -Dzisiaj na wsi żyje się tak samo, jak w mieście.

Dożynki

3 września na dożynkach powiatowo - gminnych pp. Gniewkowscy będą nieśli chleb - symbol efektów rolniczej pracy. Państwo Homowie zapewne wieniec. Honorami trzeba się także umieć podzielić. Pan Janusz ubierze garnitur, lubi w nim chodzić, pani Wanda również się wystroi, chociaż na co dzień woli chodzić na sportowo, ale to będzie przecież ich święto. Zresztą wszystkich rolników.

(jac)

Na podstawie Tygodnika Kociewiak 2002 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz