niedziela, 5 grudnia 2010

Recenzja książki Andrzeja Grzyba "Z fiordów sięgając nieba"

Zdjęcia posiadają tę cudowną właściwość, że potrafią zatrzymać to co ulotne i piękne na chwilę, która możne trwać wiecznie, a przynajmniej do czasu, kiedy zdjęcie nie ulegnie zniszczeniu. Zdjęcia potrafią nas wzruszać, zadziwiać, zaciekawiać a nawet irytować - szczególnie kiedy ze zdjęcia na świat spoglądają nasze oczy. Zawsze jednak fotografie opowiadają mniej lub bardziej ciekawą historię. Są nawet na tyle łaskawe, że pozwalają nam stać się jej częścią..




" Fotografia jest tym, czym ją uczyni fotograf: dziełem sztuki lub przedmiotem handlu", mawiał William Howe Downes. Nie sztuką jest także zrobić zdjęcie, które będzie po prostu ładne. Prawdziwą sztuką jest sprawić, aby pozostało ono na dłużej w naszej wyobraźni, wciąż nie do końca odkryte i tajemnicze, za każdym razem kiedy po nie sięgamy…inne. .


Andrzej Grzyb, autor książki "Z fiordu sięgając nieba", zdążył już przyzwyczaić nas do corocznych podróży grupy przyjaciół w krainę trolli - Norwegię. I tym razem zaprasza on na wyprawę Drogą Orłów i Drabiną Trolli. Cyprian Kamil Norwid mawiał, że odpocząć to "Począć na nowo". Może słowa te wyjaśniają, dlaczego ludzie wracają czasem do tych samych miejsc, by nabrać nowej życiodajnej energii i zacząć wszystko raz jeszcze? Miejsca takie są różne, jak różni są ludzie, czasem bliskie, niekiedy odległe, choć jakby oswojone i zachwycające swą innością.

Opowieść wzbogacają subtelne retrospekcje z podróży do Kanady, Armenii i Rosji. - Ni na jawie, ni we śnie podróżnik-poeta porywa czytelnika w drogę przez świat, w zakątki nie tyle odległe lądem, co kulturą, gdzie w Armenii zadziwia pewien staruszek, który z dziada pradziada pobiera opłatę za przejazd "swoją" drogą.

Norwegia widziana oczyma Autora książki zdaje się nie przypominać tej surowej, opisywanej przez innych autorów, czasami nawet nieprzyjemnej, północnej krainy. Kraj ten pozwala się oswoić Autorowi, ukazując swoje piękno i zaklętą w trzepocie skrzydeł ptaków i szumie wody łagodność. Tylko gdzieniegdzie pogrzmiewa odgłos poirytowanego ludzką bezradnością wodospadu:

"Niebo płacze. Mocno. Góry pochlipują lawinami strumieni. Świerkowy las ocieka deszczem. Wodospad okryty przeźroczystymi pelerynami mgieł grzmi między skałami, pomnażając swój wiecznie zły humor.

Spomiędzy szklistych spódnic utkanych z miliardów kropli prześwietlonych światłem wpadającym kaskadą spomiędzy ołowianych chmur wybłyska zawiązana w dziwną kokardę między niebem, rzeką a skałą tęcza".


Opisy otaczającej przyrody, wzbogacone zostały zdjęciami autorstwa uczestników wyprawy. Każde ze zdjęć zdaje się opowiadać własną historię.

Przedwcześnie, by zdradzać, jakie miejsce znalazły sobie wróble w opowieści Andrzeja Grzyba, ale ukradkiem poćwierkują na kolejnych kartach książki. Nie powiem też, dlaczego szczególnie w Norwegii owce paść się powinny na łańcuchach mocno przytwierdzonych do pali... Karmienie orłów, podstępy Neptuna, rozmyślania o człowieku - to tylko zapowiedź tego, co znalazło się w "chropowatym" dzienniku z podróży. Słowo pisane przeplata się tu z fotorelacją i otwiera odbiorcy pole do nieskończenie wielu interpretacji.

P.H.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz