poniedziałek, 27 stycznia 2014

POGÓDKI. Jak sprzedano przepływowe jeziora Stawek i Staruch

Ta historia jest już historią, ale warto ja przypomnieć. Chyba

POGÓDKI, GM. SKARSZEWY. Wieś nie popuści. Przepływowe jeziora (nie można takich sprzedawać - Prawo wodne), które zostały sprzedane dr Sametowi przez Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa, chce mieć z powrotem jako swoje. O tym, jak przebiega sprawa, w innych artykułach. Tutaj nasza wizja lokalna. Zresztą nie pierwsza.





















Płynie woda, płynie

Na początku pejzażyk. Ładny. Z góry, z szosy - ulicy Piotra Szturmowskiego. W dole ogród z ujściem rury o bardzo dużym przekroju. Akurat kiedy robimy zdjęcie, woda leje się mniej więcej w jednej czwartej przepustowości. Non stop. Do otwartego kanału. Stąd wędruje do rzeki Wierzycy. Dalej rozciąga się ogród. Za wielkim trawnikiem dwa połączone z sobą budynki. Jeden o konstrukcji szachulcowej - z cegłami wypełniającymi drewniany stelaż, drugi pobielony. Brakuje tylko młyńskiego koła i krzątających się ludzi, żeby wyglądało to jak obrazek holenderskiego mistrza.

Zjeżdżamy z szosy na ulicę Staromłyńską - pod numer 3. Od tej strony jest wejście do owego pobielonego domu. Mieszka w nim Stefania Żur i rodzina Katarzyny i Wiesława Gdańców.
Pani Katarzyna oprowadza nas po ogródku. Oglądamy betonowe płyty, zakrywające obecnie nieczynny kanał. Ileś tam lat temu tym właśnie kanałem woda szła do młyna i oddawała mu swoją energię. Teraz idzie innym podziemnym kanałem - rurą wkopaną w okresie PRL-u. Rura - zaznaczmy - też przechodzi przez ogródek Gdańców.








Wiesława Gdaniec chętnie zaprasza do środka. Tutaj, w Pogódkach, wszyscy z wielkim zainteresowaniem śledzą zdarzenia dotyczące jezior.
- Wprowadziliśmy się do tego domu w 1981 roku - mówi gospodyni. - W 1980 roku kupiliśmy to, te dwa budynki, od osoby prywatnej. To była ruina. Przez minione lata doprowadziliśmy ja do przyzwoitego stanu, ale tylko część mieszkalną.
Oglądamy wnętrze. Przytulnie, ładnie.

A sucho jest?
- Tak. Tylko kiedy była powódź, zalało piwnice.

No tak, jest sucho, bo idzie rura, a wcześniej kanał. Rura odprowadza wodę z jezior. To bardzo stary dom. Ma mocne fundamenty?
- Z kamienia. Tamta część, gdzie był młyn, służy za magazynek. Też ma solidne fundamenty i piwnice.

Przez państwa posesję idzie woda z jeziora Stawek, a raczej z trzech kolejnych jezior. Jak ona wędruje?
- Tak, przez nasz ogród biegnie rura przelotową od strony jeziora Stawek i jeziora Staruch. Pierwsze jezioro jest blisko, ze 300 metrów. Kiedyś tym kanałem, który pokazywałam, wpływała do młyna i dalej do rowu. Z tej rury wpływa do kanału otwartego, a z niego do Wierzycy w samej wsi. Było już tak, jak myśmy się tu wprowadzili.

Były tu jakieś speckomisje, które analizowały jeziora i doszły do wniosku, że to stawy. Czyli że żadna woda według nich nie leci. To ci byli "fachowcy". Mocno leci?
- Niekiedy leci całą rurą, całym jej przekrojem - włącza się do rozmowy Stefania Żur, mama pani Wiesławy. - Wyżej jest spiętrzenie. Prawdopodobnie regulują poziom i od czasu do czasu dają wodzie upust.

Wieś walczy o odzyskanie jezior z rąk prywatnych. Chce mieć tutaj plażę. A ty, Błażej - zwracamy się do syna pani Wiesławy, którego imię poznaliśmy wcześniej - kąpałeś się w tym jeziorze?
- Kapałem się. Jest dzika plaża.

A woda jaka?
- Nie za bardzo. Ale wieś chce z pomocą burmistrza Skalskiego i pod kierunkiem sołtysa Marcelego Bałachowskiego pobudować pomost i zorganizować plażę z prawdziwego zdarzenia. I będzie dbała nią - z przekonaniem mówi pani Stefania. - Zainteresowanie wsi tą sprawą jest bardzo duże. Bo Pogódki to kiedyś była turystyczna wieś. Od 1961 roku pracowałam tutaj w kiosku RUCHU. Widać było po obrotach, ilu przyjeżdżało osób z zewnątrz. Sporo dzieciaków. Nocowali w szkole. A ile zarabiali mieszkańcy. Rodziny wynajmowały pokoje. Był bar.

Teraz też jest bar.
- No tak, od niedawna. Tu na pewno coś ruszy. Na początek będzie można zrobić pole namiotowe, później coś więcej.

Przed mieszkańcami Pogódek jeszcze długa droga, zanim odkręci się bzdury. Jedno już wszakże pewne - jeżeli ktoś z urzędników albo fachowców jeszcze raz tu przyjedzie i będzie udowadniał, że jeziora są stawami, a rurą nic nie płynie, powinien robić poważniejsze badania, choćby dotyczące stanu swojej niekompetencji. Lepsze to niż stwierdzenie - czego nie śmiemy sugerować - że ktoś był kompetentny, a w rurze "nie dostrzegł" wody, bo po prostu wziął w łapę.

Tadeusz Majewski - "Tygodnik Kociewski" 2002 r.

Wieś nie odzyskała jezior (styczeń 2014 r.)
Zdjęcia - styczeń 2014



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz