wtorek, 3 kwietnia 2007

Kaliska. w bibliotece


Kaliska, biblioteka szkolna. Coraz piękniejsze i ciekawsze książki, własne kody kreskowe na okładkach, usprawniające wypożyczanie, mnóstwo rozmaitych działań pań bibliotekarek, jakie mają zaprzyjaźnić ucznia z książką, Koło Przyjaciół Biblioteki... To z jednej strony. A z drugiej? Odnosisz wrażenie, że już niedługo książka będzie interesowała tyko jednostki



Żeby w ogóle przyszedł czytelnik

Szkoła w Kaliskach budzi zdumienie swoimi rozmiarami. Ogromne, wyłożone parkietem korytarze, wielkie okna duże sale. Zbudowana na początku lat pięćdziesiątych jest chyba klasycznym przykładem socrealizmu w architekturze, a być może i obiektu, który w każdej chwili miał pełnić funkcję wojskowego szpitala. Biblioteka mieści się w sali na piętrze. Na regałach stoi ponad 10 tysięcy książek.

Płakałam nad losami Indian

- Kiedy chodziłam do tej szkoły jako uczeń - mówi bibliotekarka Sylwia Pasterka - nosiła nazwę Wielkiej Rewolucji Październikowej. Teraz nie ma imienia... Biblioteka była tu od zawsze, w różnych miejscach w szkole. Teraz można do niej zapraszać i się nie wstydzić.
Lustrujemy (to dzisiaj modne zajęcie) półki. Są pierwsze powojenne wydania Coopera, między innymi "Ostatni Mohikanin", są powieści Karol Maya - też jedne z pierwszych powojennych wydań.
- Jako uczennica czytałam Maya - zaskakuje nas Sylwia (Indianie i Dziki Zachód - przecież to raczej "męska" tematyka). - Czytałam też wszystkie części Tomka Wilmowskiego, bohatera książkowej serii Alfreda Szklarskiego.

-Może dlatego, że nie było wówczas romansideł?
- Nie. Po prostu w dzieciństwie interesowałam się kulturą Indian. Płakałam nad ich losami. Wtedy, w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, książki się czytało i kochało. Pamiętam do dzisiaj, jak dostałam na gwiazdkę "Tomka na tropach yeti" Szklarskiego. To było wzruszenie.

Nie ma miejsca dla Timura

Na półkach biblioteki stoi 11 500 wolumenów. Byłoby więcej, gdyby sporo książek nie zostało wycofanych. Panie zrobiły ostrą selekcję.
- Wiele tytułów się zdezaktualizowało. Poza tym ciągle zmienia się lista lektur. Na stare lektury, powiedzmy "Timura i jego drużynę", nie ma miejsca. Tym bardziej, że tych starych lektur było po około 30 egzemplarzy, po jednej książce dla każdego ucznia w klasie.
No tak, jak się rozejrzeć po bibliotece, to rzeczywiście widać, że ciasno, tyle tych książek. Brakuje miejsca nawet na maleńką czytelnię. Nie ma też metrów na tradycyjne katalogi. Ale to już z innych względów niż tłok książek. Tę rolę przejął komputer.

Era komputera

Wszystko zaczęło się od chwili, kiedy biblioteka otrzymała pierwszy komputer "z odzysku" z banku. Był bardzo wolny. Ale można było zacząć tworzyć bazę danych. Teraz sprzęt jest nowoczesny, szkoła dba o swoją placówkę.
- Nie ma katalogów kartkowych. Są w komputerach - alfabetyczne, przedmiotowe, z podziałem na książki dla podstawówki i gimnazjum. Praca nad stworzeniem komputerowej bazy danych trwała około 6 lat. Trzeba było wpisać tytuł, nazwisko, ilość stron itp. Potem, mając już tę elektroniczną bazę danych, zamówiłyśmy kody kreskowe. Każda książka ma swój kod. Wypożyczamy za pomocą czytników. Proces wypożyczania trwa sekundy.
Oglądamy to w praktyce. Uczeń oddaje książkę, jedna z dziewczyn z prężnie działającego Koła Przyjaciół Biblioteki przejeżdża czytnikiem po kodzie, komputer rejestruje, że uczeń taki i taki ją oddał w jego elektronicznej karcie. Podobnie z wypożyczaniem. Bibliotekarka odszukuje w komputerze jego nazwisko, a potem przejeżdża czytnikiem po książce i komputer też rejestruje.
- Zaczęłyśmy komputeryzować zasoby biblioteki w 1994 roku, a teraz wpisujemy już książki na bieżąco. Mamy też statystykę w komputerze. Ostatni element komputeryzacji to było wprowadzenie kodu kreskowego. Wprowadzałyśmy go przez kilka miesięcy. Zamówiłyśmy te kody, żeby zrezygnować z kart bibliotecznych. Uczniowie ich nie mają. Nie ma też już kart książki. Przez to zyskałyśmy godzinę dziennie, bo co najmniej tyle czasu "przed komputerem" zajmowało przeliczenie i ułożenie kart wypożyczonych i oddanych książek w przegródkach.

Zapaleńcy to rzadkość

-Trochę to wszystko bezduszne. Komputery wypożyczają książki...
- Bo my nie mamy czasu na wypożyczanie. My zajmujemy się bardzo dziś ważną promocją czytelnictwa. To jest nasze główne zadanie. Tak, tak, teraz trzeba się napracować, żeby zachęcić do czytelnictwa. My zachęcamy, żeby czytelnik w ogóle do nas przyszedł.
-Jest aż tak źle? Tak duży spadek liczby wypożyczeń?
- My mamy wzrost, ale dzięki ciężkiej pracy. Mogę w komputerze pokazać, jak w zeszłym roku wzrosło czytelnictwo. Mamy 11,5 tys. wolumenów, 600 uczniów w szkole. Średnio na dzień wypożyczano 71 pozycji. A obecnie przychodzi ponad 100 wypożyczających dziennie. To chyba dobry wynik. Ale robimy imprezy czytelnicze. Zapaleńcy, którzy sami przyszliby do biblioteki, bo interesuje ich książka, to rzadkość. A uczniowie wiedzący, co chcieliby przeczytać, to już wielka rzadkość (mamy taka dziewczynę, Aleksandrę Stosik - regularnie czyta, teraz chodzi do I klasy gimnazjum, jest wyjątkiem). Na ogół to my podsuwamy książki, rozmawiamy o nich, polecamy nowości. Ale jest coraz trudniej. I na dodatek im są starsi, tym mniej czytają.

Walka o czytelnika

-Jak w praktyce wygląda ta promocja czytelnictwa?
- Jeśli chcemy promować baśnie, to organizujemy imprezy, na przykład wystawy w bibliotece. W zeszłym rok - Roku Andersena - w bibliotece uczniowie dowiadywali się o jego życiu i twórczości. Zorganizowałyśmy także dwugodzinny konkurs w sali gimnastycznej. Realizujemy trwające kilka miesięcy projekty. Teraz realizowaliśmy projekt pod nazwą "Historia książki i bibliotek". Uczestniczyli w nim uczniowie klas szóstych. Na koniec odbyła się prezentacja. Mamy ten materiał nawet na płycie CD... Tak trzeba dzisiaj działać, bo ten temat nikogo nie interesuje... Co roku 23 października przez cały dzień całą szkołą obchodzimy Święto Bibliotek Szkolnych. Z ostatnim świętem była powiązana wystawa fotografii "Zaczytani" (pokazaliśmy zaczytanych pracowników szkoły). Tego dnia od godziny 8 rzeczywiście cała szkoła czyta dzieciom. W tym też dniu wychodzi gazetka okolicznościowa pod tytułem "Biblioteczne Wieści". Co jeszcze... Co miesiąc idę do klas. Mobilizuję czytelników.
Oglądamy zdjęcia "zaczytanych". Robiła je Sylwia. Od razu widać, że ma artystyczne oko.
-Jeszcze chwilkę powspominajmy. Pani biegała do biblioteki po kolejny tom Karola Maya czy Szklarskiego, nikt pani nie gonił. Bibliotekarz wtedy był bibliotekarzem. Wówczas mieliśmy naturalne czytelnictwo. Teraz, jak tak pani opowiada, odnoszę wrażenie - proszę mi wybaczyć za określenie - że mamy do czynienia ze sztucznym utrzymywaniem czytelnika przy życiu. Przy pomocy najbardziej wyszukanych metod i technologii... A co jeszcze niektóre dzieci czytają?
- "Oskara i Panią Różę", oczywiście Harry Pottera, książki z serii "Straszna historia", "Monstrualna erudycja", "Szkoła przy cmentarzu", "Opowieści z Narni", "Dzieci z Bullerbyn"... Potem popularnonaukowe, lubią też horrory. Przeglądają komiksy, czytają fantasy, np. Tolkiena,
-Czyli czary-mary. A jest tu "Kod Leonarda da Vinci"?
- Nie mamy.
-A co pani kiedyś czytała? - z tym pytaniem zwracamy się do Barbary Płonki, która akurat wróciła z lekcji.
- Astrid Lindgren, wszystkie części Ani, Marry Popins, całą babcię Rodziewiczówną, ale i Remarque"a. Teraz czytam książki poradnikowe, o życiu, o kobietach.
-A Masłowska?
- Próbowałam, ale nie mogę jej czytać.
-Ja przeczytałam jej pierwszą książkę - dodaje pani Pasterska - ale "Pazia królowej" jakoś nie mogę skończyć.
-No i - wracając do tematu czytelnictwa - widzicie panie. Coś się skończyło. Coś romantycznego. Książka potrzebuje komputerowego i innego wspomagania. Ja powiedziałbym do uczniów: nie chcecie czytać, to nie czytajcie. Może tak byłoby lepiej: nie czytać, jak się nie chce.
- Czytać! - mówią stanowczo panie.


1. Barbara Płonka wraz z uczniami wydała dwa numery pisemka pod tytułem "Reaktywacja". Powstał zespolik redakcyjny. Być może będzie wydawał "Reaktywację" albo jakieś inne pisemko regularnie. Fot. Tadeusz Majewski



2. Sylwia Pasterska i uczniowie z Koła Przyjaciół Biblioteki. Fot. Tadeusz Majewski



3. Czytnikiem po kodzie kreskowym książki. Fot. Tadeusz Majewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz