środa, 21 listopada 2007

Pani Gertruda naprawia błąd zaniechania

Bytonia, gm. Zblewo. Kociewiak na emeryturze dochodzi do siebie i... rusza do pracy








Pani Gertruda naprawia błąd zaniechania

Gertruda Stanowska (59 l.) po Liceum Pedagogicznym w Tczewie w 1966 r. zdecydowała się na szkołę w Bytoni. Przyjmował ją do pracy Edmund Dywelski (obecnie ma 97 l. i mieszka w Kolinczu). Uczyli wtedy: Józef Ossowski, Stafan Murawski, Teresa i Henryk Wałaszewscy oraz Janina i Edmund Dywelscy (pani Janina przeszła akurat na emeryturę, ale miała kilka godzin). W kolejnych latach zaczęły pracę moje serdeczne przyjaciółki: Czesława Susek i Elżbieta Szramka. Liczebność klas była różna, od kilku do dwudziestu kilku uczniów, np. pani Gertruda miała 18-osobową. W szkole zawsze było w granicach 130 uczniów. Jedna sala, dla klas I i II, mieściła się w budynku przedszkola, (dawnej szkole ewangelickiej, gdyż w Bytoni ludność niemiecka liczyła ok. 20%), reszta w starym budynku przy "berlince", zbudowanym w trzech rzutach: najstarsza część pochodzi z ok. 1880 r., druga powstała na przełomie XIX i XX w., najmłodszą część, od strony boiska, zbudowano krótko przed I wojną światową. Dlatego budynek miał trzy wejścia. Była też szkoła ewangelicka (ok. 20 procent ewangelików). Te szkoły to dowód na to, że wieś się wówczas dynamicznie rozwijała...

Po reformie poszliśmy "w świat"
Po SN i WSP Bydgoszczy Gertruda Stanowska uczyła historii i przedmiotu zbliżonego.
- W 1973 r., kiedy powstały zbiorcze szkoły gminne - mówi nauczycielka - w Bytoni została szkoła I - IV. Zostało trzech nauczycieli, a pozostali poszli w świat. Ja do Zblewa. Uczyłam tam historii i byłam Komendantem Gminnego Związku Drużyn Harcerskich . Zawsze miałam do tego smykałkę. Do Pinczyna trafiłam w 1981 r. już na stanowisko dyrektorskie. Tam byłam do 1990 roku.

Łaziłyśmy po strychach i piwnicach
To właśnie w Pinczynie pani Gertruda zaczęła organizować "zgodnie z zainteresowaniami i predyspozycjami" izbę regionalną.
- Z koleżanką Teresą Krzyżyńską jeździliśmy po Pinczynie, Pałubinku, Białachowie. Łaziliśmy po strychach, drewutniach, piwnicach, stodołach... Izba w Pinczynie powstawała wcześnie, może nawet jako pierwsza w powiecie, więc w domach było jeszcze sporo starych przedmiotów. Kiedy zaczęłyśmy je zbierać, nie magazynowałyśmy, bo nie było miejsca. Szły od razu do izby, za szybę. A dzieci: "A proszę pani, a u mnie też to jest". W izbie odbywały się spotkania rodziców i dziadków dzieci i oni reagowali tak samo. Umawiałyśmy się z nimi na wizytę i penetrację.

Dzieci muszą poznać swoją miejscowość
W 1990 r. Gertruda Stanowska wróciła do Bytoni, gdzie przecież cały czas mieszkała w budynku szkolnym. I przez 14 lat prowadziła tu szkoły jako dyrektor (szkoły, bo potem również nową). I oczywiście też założyła izbę regionalną.
- W Bytoni zaczęłam zbierać eksponaty jako nauczyciel historii. Szczególnie w IV klasie, kiedy na lekcjach jest dużo elementów najbliższej historii: miejscowości, rodziny. To w tej klasie dzieci krok po kroku muszą poznać swoją miejscowość. Wiedzą na przykład, że przez Bytonię biegnie "betonówka". To dla nich naturalne, ale od kiedy ona biegnie? Albo co to za kawałek bruku idzie obok? Dowiadują się, że to dawny trakt. Izbę zakładałyśmy z koleżanką Ewą Jędrzejewską. Przepenetrowałyśmy już po śmierci pana Walczaka jego dom. Dużo mamy eksponatów od państwa Ottów, Sommerfeldów, Piechowskich, Kruszewskich, kołyskę od pani Dembek. Ta izba znacznie różni się od tej w Pinczynie. Tam jest więcej różnorodnych przedmiotów dawnych, ponadto obecni opiekunowie nadali jej już swój charakter. Najciekawsze eksponaty w Pinczynie? Mieliśmy na przykład dwojaczki, mogło być łóżko ze szlabanem, ale nie się mieściło w świetlicy. Takie przydało by się tu, w Bytoni. Niestety, w tej okolicy się nie doszukałyśmy. Tu mamy więcej przedmiotów higieny osobistej, dotyczącej zachowania czystości. Pralki, tarki, magielnice, przedmioty domowego użytku, sprzęty gospodarcze. Natomiast nie ma naczyń, typowych z glinki. Zachowały się na szczęście kaflowe odlewy, by w Bytoni funkcjonowała na początku XX wieku cegielnia. By przybliżyć dzieciakom historię wsi, mówiłam im, żeby rozmawiali z rodzicami, prosili o zdjęcia. To było zadanie domowe. Przynosiły stare zdjęcia, pamiątki. Wynikała z tego dwojaka korzyść. One, angażując całą rodzinę, dowiadywały się, jak miała na imię babcia, skąd pochodziła, gdzie wojował dziadek, a ja przy okazji dowiedziałam się, gdzie są stare fotografie i dokumenty.

Nie bagatelizuj urlopu dla poratowania zdrowia
Pani Stanowska jest już czwarty rok na emeryturze, ale skończyła pracować rok później.
- Nigdy nie korzystałam z rocznego urlopu dla nauczycieli dla poratowania zdrowia. Kiedy skończyłam pracę, zrozumiałam, jak bardzo ważny jest taki rok odpoczynku. Myślę, że mnie potrzeba było dwóch lat, nie rok. Dopiero w tym roku wracam do swoich normalnych sił witalnych.
I pani Gertruda ma zamiar pracować dalej. Mówi o "grzechu zaniechania".
- To nie będzie typową monografią Bytoni, czyli historią od "a" do "z". To będzie publikacja o Bytoni i jej mieszkańcach na podstawie materiałów, jakie mamy. Czy pan wie, że przed I rozbiorem Bytonia była wsią o dwóch sołectwach? W Bytoni i najprawdopodobniej Dąbrowie Bytońskiej. Dzisiaj Bytonia i Dąbrowa to dwa sołectwa w dwóch gminach.
To pani Gertruda chce robić na emeryturze. I to być może powinni robić nauczyciele historii, pod warunkiem, że mieszkają we wsi, gdzie jest szkoła. Tak na ogół było do reformy w 1973 roku.
- Tu się mieszkało, tu się spotykało z ludźmi - wspomina nauczycielka. - Tu nauczyciele tworzyli jedną całość z mieszkańcami. Nic dziwnego, że w Bytoni co roku w okresie karnawału wystawiano jakąś sztukę teatralną. Przygotowywali ją kolejno nauczyciele, żeby nie obciążać jednego. Ostatnim przedstawieniem było "Wesele kociewskie" Sychty, przygotowane przeze mnie w 1974 r. i wyjątkowo wystawione tydzień po Świętach Wielkiej Nocy ze względu na specyfikę. Ale wtedy było to łatwe, ponieważ w tamtych latach dzieci nie mówiły jeszcze czystym językiem literackim. Miały gwarę w uchu. Z muzyką i przyśpiewkami też nie było problemów. Marian Rząska dobrze grał z nut, a u Sychty są nuty, przyśpiewki, opisy tańców. Cały, bardzo liczny zespół młodzieży miał wielką satysfakcję występując z "Weselem Kociewskim" nie tylko w Bytoni, a także w Lubikach i Lipach. Takie dzieła tworzyła Gertruda Stanowska. I chce jeszcze tworzyć. Na przykład książkę o Bytoni. A gdyby było miejsce na gminne muzeum (szkoda, że ta trójczęściowa, stara szkoła w Bytoni została sprzedana), bez wahania przyjęłaby stanowisko kustosza.

Może jachtem dookoła świata?
Dyskutujemy. Mówię, że w USA rozwinęła się ogromna usługowa branża, która ma zapewnić emerytom przyjemne spędzanie czasu. Na przykład niektórzy emeryci wyruszą super jachtem w roczny rejs dookoła świata. Robi się wszystko, żeby emeryt dał sobie spokój z pracą... Jacht - marzenie dla naszego emeryta...
- Nauczycieli nie stać na wielkie wojaże - mówi pani Gertruda, bynajmniej nie mając na uwadze podróży dookoła świata. - W 1966 r. moja pensja wynosiła 1150 zł. A jedna nadgodzina 36 zł miesięcznie (o dziwo - podobne liczby do tych dzisiejszych). To było niewiele, ale mimo wszystko w tamtym czasie, ze względu na inny układ cen (węgiel był bardzo drogi - ok. 500 zł, drogie ubrania), stać nas było na wczasy, wycieczki. Polskę zwiedziłam właśnie wtedy. Byłam też wtedy na wczasach. Od połowy lat 80. jeździłam prywatnie w Sudety. Dziś można by wziąć pożyczkę, ze 4 tys. złotych, pojechać, ale potem trzeba by przez dwa lata spłacać.
Tadeusz Majewski
PS. 29 września 2002 r. w Bytoni otwarto nową szkołę. Teraz, 25 listopada, odbędzie się uroczystośc 5-lecia. W programie jest uroczysta akademia, występy artystyczne uczniów i zespołu "Ciężko było, będzie lżej". Przy tej okazji zostaną w nowej szkole wyeksponowane starocie, z taką pasja gromadzone przez panią Gertrudę i panią Ewę Jędrzejewską.


Bytonia, dnia 23 lutego 1971 r. Klasa I, stan 19. Z dołu od lewej: Danusia Beyer, Bożenka Oller, Jola Urban, Hania Marczak, Ania Neumann, Beata Szwedowska, Bogusia Pietruszka, Jola Brzoskowska; rząd środkowy od lewej: Boguś Czapski, Mirka Szarmach, Ala Wałaszewska, Judyta Kruger, Hania Stanek, Kazik Rambowski; rząd górny od lewej: Adaś Ługowski, Genio Bieliński, Pawełek Sommerfeld, Darek Begier, Stasia Eliasz. A pani nauczycielka? Oczywiście Gertruda Stanowska. Repr. Tadeusz Majewski


Gertruda Stanowska jako jedna z pierwszych (jeżeli nie pierwsza) w powiecie zaczęła tworzyć izbę regionalną. Teraz chce napisać książkę o Bytoni, która stanie w jej sporej domowej biblioteczce. Fot. Tadeusz Majewski

Za piątkowym wydaniem Dziennika Bałtyckiego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz