sobota, 28 stycznia 2012

CZARNA WODA. Stąd wyjechało nas prawie trzystu

OTO NASZA ROZMOWA Z MAJA 2008 R. CIEKAWE, ILU WRÓCIŁO. WRÓCIŁ ROZMÓWCA. JEST TERAZ BURMISTRZEM CZARNEJ WODY.

Czarna Woda, w byłej galerii sztuki "Ostoja", która już na dniach otworzy podwoje jako restauracja z galerią.
- Żadnych zdjęć, żadnych nazwisk - mówi rozmówca. Ma w sobie jakąś zadrę? Do kogo?













- Ukończyłem nauki polityczne w Bydgoszczy w 1998 r. To był ciężki okres. Wróciłem do Czarnej Wody, próbowałem znaleźć pracę.

- Byłeś młody, zbuntowany...

- Jak facetowi mówią na studiach, co daje wyższe wykształcenie, a potem on wychodzi i widzi, że nie ma nic, 20 czy 25 procent bezrobocia, jak złoży z 500 podań bez odzewu, to trudno nie być zbuntowanym.

- I wyjechałeś...
- 4 kwietnia 2004 r. zdecydowałem się na wyjazd do Irlandii, dokładnie na miesiąc przed wejściem do UE. Kazik śpiewał taką piosenkę o ambasadzie amerykańskiej, o urzędnikach - automatach. Jak przepłynęliśmy przez kanał, to przesłuchiwał mnie właśnie taki automat... Tak świat jest urządzony... Jestem tam już 3 lata, w hrabstwie i teraz mieście Limierick... Tu nie chodzi o to, żeby pisać o mnie, a o Polakach. Jest tam ich mnóstwo.

- Pozwolisz - zapiszę, potem ułożę, będzie o Polakach... Często wracasz tutaj?
- Kocham Kociewie, więc przyjeżdżam, jak tylko mogę. Tu mam tu kumpli, kocham las, rzekę, jezioro Wygonin. To są piękne rzeczy, tego nie znajdziesz gdzie indziej w Europie, zresztą też pięknej. Wracam co 3 - 4 miesiące. Do Gdańska leci się 3 godziny.

- Sporo jest tam osób z Kociewia?
- Stosunkowo najwięcej. Byliśmy największą grupą Polaków rok po wejściu Polski do UE. Ludzie ze Starogardu, Pelplina i Tczewa stanowili największą grupę Polaków w Limerick. Z Czarnej Wody wyjechało prawie 300 osób, z mojego bloku - siedem. Dlatego tu rzadko spotyka się młodych. Obecnie przyjeżdża dużo poznaniaków.

- Ilu jest tam Polaków?
- W Irlandii - republice liczącej 82 tys. km2 - mieszka, według ubiegłorocznego spisu, 4,2 mln osób, z czego około 400 tys. to obcokrajowcy. Te dane oczywiście można podważyć. Twierdzą, że jest 60 tys. Polaków, a inne badania mówią o ponad 200 tys. W samym Dublinie jest ich ponad 60 tys., a kto wie, czy nie 100 tysięcy. Dublin to jedyne duże miasto, liczące ponad 1 mln mieszkańców. Potem są trzy drugorzędne centra, liczące 150 tys. mieszkańców. Hrabstwo Limerick liczy około 100 tysięcy. Samo Limerick, wcale nie większe od Starogardu, to trzecie miasto pod względem liczebności.

- To dziwne, że są takie rozbieżności co do liczby Polaków.
- Widocznie nie wypełnili kwestionariusza. Ale każdy jest zameldowany. W tym kraju Polacy pracują legalnie, może oprócz 5 - 10 procent. To nie jest tak, jak wyjazdy do Niemiec... Przez pierwsze dwa lata przyjeżdżali przede wszystkim młodzi, między 20. a 25. rokiem życia. Teraz widać coraz więcej siwych głów. Młodzi sprowadzają rodziców, syn pracuje na budowie, ojciec też, matki wykonują funkcje opiekunek do dzieci.

- Znasz tam kogoś z Kociewia?
- Oczywiście. Pojechało nas z Kociewia 14 osób. Czterech trzyma się razem. Z tej 14 powróciła jedynie Patrycja. Pracowała w urzędzie miasta w wydziale promocji regionu, nawet na rzecz zbliżenia Starogardu i Limerick.

- Są jakieś umowy...
- W 2006 r. podpisano umowę pomiędzy hrabstwem a miastem powiatem Starogard i gminą Starogard. Została resygnowana w ubiegłym roku. "Nagrywał" to Stefan Górski. Od niego się zaczęło. Od tamtego czasu były jakieś kontakty na poziomie urzędników... O tych kontaktach myśmy nie wiedzieli. Ja do tej tych informacji dotarłem, bo interesują mnie sprawy społeczne w regionie. A dowiedziałem się, bo mam kumpli tu, w starostwie. Niedawno, bo przez długi czas byłem zwykłym robolem. Teraz, po 3 latach i kilku semestrach w szkole, już się jakoś komunikuję po angielsku. Po tamtej stronie jest instytucja Polsko-Irlandzkie Stowarzyszenie Biznesu i Kultury. Działa w niej sporo młodych ludzi z Polski, którzy próbują pokazać polską kulturę. W różny sposób. Na ostatniego świętego Patryka, kiedy są parady, zrobili wawelskiego smoka. W tym stowarzyszeniu poznałem faceta, który ma 60 lat, ale jest bardzo aktywnym biznesmenem. Zna Limerick, zna podstawy funkcjonowania życia społecznego w Irlandii. Jest prezesem stowarzyszenia, ale pewnie przy okazji załatwia swoje interesy. Sporo pomaga stowarzyszeniu. Wyjeżdża do Polski, organizuje comiesięczne spotkania.

- Zanim będziemy mówić o ewentualnej współpracy, pytanie: czy zamierzacie wrócić?
- Według ich badań nie chce wrócić tylko 18 procent Polaków.

- Oni robią za nas badania... A my o Polakach w Irlandii tak niewiele wiemy. Nie ma w naszej telewizji porządnych materiałów na ten temat. Nic nie ma. W prasie też.
- Badania zrobiła firma z Polski, tylko jej szefem jest Irlandczyk... To prawda, z tym brakiem wiedzy. Trzeba tę rzeczywistość opisać. I czym prędzej trzeba się tego nauczyć, ich języka, kultury, wykorzystać to, że są sympatycznie do nas nastawieni. Tam nigdy nie działy się takie numery, jak we Włoszech. Generalnie większość pracodawców jest z nas zadowolona - pracujemy dobrze, ciężko, jesteśmy wydajni, odpowiedzialni i tani, to przede wszystkim. Pracujemy za najniższe stawki, 8 z kawałkiem euro, i po godzinach. Czasami się śmiejemy, że Irlandczycy nie potrafią naprawić samochodu. Jedynym problemem jest bariera językowa. Są też oczywiście bardzo słabo wykształceni i albo im się nie chce pracować, albo nie potrafią. Co jeszcze... Polacy mieszkają razem. W rodzinach albo w grupach. Czasem tworzą sobie getta. Zamiast szukać możliwości zamieszkania z Irlandczykami, Niemcami, Hiszpanami, Słowakami czy Litwinami. Jednak to zależy od znajomości języka.

- Działasz więc w stowarzyszeniu. Chcecie zrobić coś kociewsko-irlandzkiego?
- Tak. Spotkałem Stefana Galińskiego, który z jednej strony jest urzędnikiem, z drugiej prezesuje stowarzyszeniu Kultura Kociewia. Zaproponował, żeby zaprosić Irlandczyków 4 sierpnia na Międzynarodowy Festiwal Instrumentów Unikatowych. Z drugiej strony mocno zaangażował się w sprawę kontaktów nauczyciel, który uczy w szkole, w której ja się uczyłem. Widzi, że jest tak dużo Polaków. Powiedziałem mu o tej umowie. To było dla niego jak paliwo. Przyjedzie... Może przy tej okazji zrobimy się ze Stefanem nową imprezę - grillowanie.

- Grillowanie?
- Tak, oni tam robią. Grillowanie na wolnym powietrzu. Przyjeżdża kilkadziesiąt drużyn z całego świata i grillują. Idea jest taka, żeby podnosić atrakcyjność Limerick, a druga taka, żeby Irlandia zrobiła się multikulturowa. Organizatorzy chcą pokazać Irlandczykom, że można się poznać, mieszkając obok siebie. Polacy, Czesi, Niemcy, ale też faceci z Konga czy z Filipin, bo też jest ich tam sporo. Pomyślałem, dlaczego nie zrobić tego tutaj. Porozmawiałem ze Stefan, "sprzedał" to staroście, starosta powiedział "tak". Grillowanie - najlepiej na Rynku. Ustawiamy z 50 czy 100 grillów, będzie scena, żeby ktoś przygrywał i ludzie zaczną grillować - ludzie z różnych krajów, Czarni, skośnoocy itp. Wiadomo, do człowieka najlepiej trafić przez muzykę albo przez żarcie. Szukałem ze Stefanem pieniędzy. Poznałem dziewczynę z fundacji Imprez Niemożliwych, przy okazji trafiłem na projekt. Trzeba napisać: "tolerancja, demokracja" - takie ble, ble, ble. I to by się w to wpisywało. Myślę, że grillowanie wypali w Starogardzie w przyszłym roku. Spotkaliśmy się w starostwie, z promocją kultury. Będziemy na tym pracować.

- Mówiliśmy o powrotach. Jak wiedzę, ty próbujesz wrócić w szczególny sposób, stając się ambasadorem.
- O to właśnie chodzi. Chciałbym, żeby eksportowały tam kociewskie firmy, może oni coś tu też.

- Tyle się mówi o kontaktach, a tu nie ma nawet irlandzkiego pubu.
- Chłopaki przyjadą i zrobią. Z irlandzką muzyką. Jak tylko będzie popyt na "Guinnessa".

- Kiedy przyjadą? Kiedy zacznie wracać te 82 procent?
- Jeszcze 2 - 3 lata. Niektórzy już kupują tu domy, inwestują. Ja szukam działki, ładnej, nad rzeką. Kaliska - Czarna Woda - Osieczna to jest mój trójkąt. Tu są moje lasy, moje drzewa.

- Czy Polska jest dla Irlandczyków ciekawa?
- Mogę zawieźć Irlandczyka w Tatry, do Białowieży lub w Bory Tucholskie i on się tym zachwyci. Zabiorę Polaka na klify - i też się zachwyci. Irlandia jest krajem najmniejszej lesistości, ma piękne klify. Oczywiście tam na ogół pada, ale jak zaświeci słońce, to jest najpiękniejsze na świecie... Co do Polski. Prezes stowarzyszenia spędził noc w Czarnej Wodzie i powiedział, że macie łóżka do d., takie twarde. Zawieźli go do hotelu w Czersku. Rzekł, że ten hotel jest OK. Zna się, jest hotelarzem i restauratorem.

- Czy ty nie widzisz w tym wszystkim dramatu Polaków? Mówisz - wyjechało 300 ludzi z Czarnej Wody...
- Pewnie, że są dramaty. Tym bardziej, że jest zainteresowanie Polkami. Są ładne, zgrabne i dobrze gotują.

- Ale mi idzie o dramat pokolenia, które wyjechało i będzie teraz mówić - "za 2 - 3 lata wrócimy". I tak będzie powtarzać. Ludzie żyjący między - między.
- Nie mam do nikogo pretensji. Mamy szczęście, że możemy co 3 miesiące tu przyjechać. To istotne z punktu widzenia naszej tożsamości. Niektórzy oczywiście się obrazili. Dostali tutaj... to moje pokolenie (jestem rocznik 74.) dostało tutaj po tyłku.

- Nie tylko twoje...
- Przede wszystkim, bo wyście mieli robotę. Masz 50 lat, to sobie człowieku trochę pożyłeś, a to mały fiat, a to wycieczka do Bułgarii... A my co? Spałem na granicy w 30-stopniowym mrozie w ciężarówce... Nie mówmy o tym.

- Kto miał malucha, ten miał... Nie mówmy o tym.
- Chcę pokazać, że Polacy i Irlandczycy mogą robić biznes. Tamto zostawiamy, nich sobie leży głęboko. I pomówmy o przyszłości. Chciałbym na przykład, żeby dzieci w Polsce chodziły do podstawówki i mówiły płynnie po angielsku. Chciałbym zachęcić Irlandczyków do podejmowania pracy w szkole w Polsce. Wiem, co to znaczy, źle się uczyć języka. Na studiach miałem 14 lektorów angielskiego. W Irlandii biegłem po robocie na wykłady. Nie wszystkim się chce. 10 - 12 procent Polaków to kierowcy. Chciałbym promować Kociewie. Jest tego warte. Z rzeką, z lasem. Idealne miejsce dla starszych Irlandczyków, którzy chcą odpocząć. Po co mają kupować ziemię w Bułgarii, jak mogą na Kociewiu?

- A media ciebie nie ciągną? Próbowałeś u mnie w gazecie...
- Powstaje strona www.limerick24.eu. Miałbym tam pisać o rzeczywistości w Limerick, oczywiście o Polakach.
Rozmawiał Tadeusz Majewski


1. "Kaliska - Czarna Woda - Osieczna to jest mój trójkąt. Tu są moje lasy, moje drzewa..." Na zdjęciu uroczo położone ogródki w Czarnej Wodzie nad rzeką Wdą. Fot. Tadeusz Majewski
Maj 2008

Zdjęcie - 2014 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz