środa, 25 lipca 2007

Poszukiwacze smaku


Festyn Kociewski w Zblewie. Dwaj młodzi ludzie z dziwnym błyskiem w oku obchodzili stoiska KGW z regionalnymi przysmakami


Poszukiwacze Smaku są wśród nas

Stoisk KGW
było kilka. Między innymi z Osówka, gmina Osieczna. Prowadziły je powiatowe mistrzynie regionalnych kulinariów. Dwaj młodzi ludzie podeszli do pań, przeglądali menu, coś smakowali. Jednym z nich był Artur Michna, dziś współwłaściciel szkoły "Poliglota", niegdyś dziennikarz obdarzony specyficznym humorem, który potrafił świetnie wyrazić słowem pisanym. To on bodajże w 1996 r. na 1 kwietnia napisał reportaż o pierwszym kursie szynobusu na trasie Starogard - Borówno - Skarszewy. Materiał był bardzo sugestywny. Po jego publikacji do redakcji dzwonili poważni samorządowcy i pytali, czy rzeczywiście ten szynobus ruszył. Tłumaczyliśmy, że to prima aprilis i że... już dawno rozebrano tory.
- Musimy się spotkać - rzekł do mnie Artur.
- Oczywiście. W sprawie?
- Współpracy w Internecie. My też mamy portal.
- Lokalny?
- Tak. Lokalny.
- No to rzeczywiście musimy się spotkać... Co tutaj robicie?
- Szukamy smaku. Jesteśmy Poszukiwaczami Smaku. Mamy stronę www.poszukiwaczesmaku.pl.
Usiadłem z boku, ukradkiem zapisałem nazwę (ukradkiem, bo a nuż w swoim stylu sobie ze mnie żartował).

Impreza nabierała
rumieńców. Na scenie występował zespół "Rodzina", potem "Quatros". Oba ze Zblewa. Z boku toczył się turniej sołectw. Wygrało Radziejewo. Niepocieszony był Mirosław Ćwikliński - siłacz nad siłaczami z Pinczyna, którego nie dopuszczono do pinczyńskiego zespołu. Regulamin jasno mówił, że mogą startować tylko ci, którzy biorą udział we wszystkich konkurencjach. Trochę szkoda, że tak mówił regulamin. Chyba jednak w różnych konkurencjach powinni startować różni przedstawiciele sołectw: w konkurencjach siłowych - najwięksi wiejscy siłacze, biegowych - naszybsi w nogach we wsi, w jedzeniu albo piciu na czas - największe wiesjkie żarłoki. Szkoda Ćwiklińskiego. Ten siłacz, bardzo podobny do "Pudziana", pewnie samojeden przeciągnałby pozostałe reprezentacje.

O regionalnych kulinariach
i o kulinarnym narodowym dziedzictwie mówiło się sporo. Referowała nawet ze sceny Dagmara Mazurek, tym razem jako prezeska pomorskiego stowarzyszenia kulinarnego.
Mijała godzina za godziną. Stojący z odpowiednim urządzeniem obok stoiska Osiecznej Artur Czapla kręcił koloryzowaną watę cukrową.
- Wie pan, przez trzy lata wybudowałem w Dąbrówce dom - powiedział z dumą.
- Wiem. Byłem u ciebie, jak budowałeś. Gratuluję. Co teraz robisz?
- Mam tam, w Dąbrówce, sklep.
- A jak idzie wata cukrowa?
- Dobrze.
Artur w myślach podliczał już chyba pieniadze. Zamykał kram, bo czas dzieci na imprezie już minął. Hmmm... Wata cukrowa. Na czym właściwie polega jej fenomen? Zmieniają się ustroje, a ona ciągle smakuje.

Przedwieczerz. Obok
stoiska Osiecznej zwinał się "Miód z Borów Tucholskich". Mieli duże stoisko, chyba nie szło.
Przy stoiskach KGW też mały ruch. Za to obok, na części boiska, gdzie wdarł się - umownie mówiąc - zglobalizowany świat, mnóstwo ludzi. Jedni oglądali wystawione tu samochody Forda, inni zjeżdżali z kolorowej wieży, jeszcze inni czekali w długiej kolejce przed wielką przyczepą - sklepem z Coca Colą i tymi wszystkimi potrawami, jakie dostaniesz w każdym cywilizowanym miejscu na świecie, może w tylko troszeczkę innej postaci (kiełbaska na taczce z musztardą, kebab itd.). W innym miejscu kolejka stała przy grillu.
Panie z KGW spoglądały na to z odrobiną zazdrości. One tutaj przyrządziły wspaniałe ludowe wyroby, a tam... Ech, szkoda gadać.

Późnym wieczorem
zasiadłem do komputera, wlazałem do sieci i z odrobiną niepwności wpisałem: www.poszukiwaczesmaku.pl Otworzyła się strona. Dowcipna. Z wizerunkiem Artura Michny z wielkim widelcem (?) w dłoni. Rozdziały: Wydarzenia, Mapa smaku, Forum smaku, Dawne smaki, O smaku, Z kamerą. Obok kilka uszegółowień - na temat szynki w cieście, zaklepki ze śledzia itd. I O nas: "(...) Zadaniem Poszukiwaczy Smaku jest nieustanne poszukiwanie dróg do kulinarnej doskonałości i propagowanie idei dobrego smaku (...).
Wszedłem w "mapę smaku". Kaszuby i Kociewie. Doskonały pomysł. Mapa z naznaczonymi miejscami, które warto odwiedzić dla smaku. W naszym powiecie na razie mało. Karczma "Pod Wygodą" w Suminie i w Zabagnie (na granicy powiatów tczewskiego i starogardzkiego) "U Jana". Przeczytałem z przyjemnością. I przypomniało mi się, że Artur Michna świetnie pisał też o kulinariach - tak jak tu świetnie napisał o "U Jana".

"Zajazd U Jana"
to miejsce specyficzne, bo nie jest owocem przemyślanych posunięć dekoratora wnętrz, ale jednak serwuje najlepsze ryby w okolicy. I to wystarczy, żeby tłumnie zatrzymywali się tutaj zarówno śpieszący berlinką tirowcy, jak i eleganccy panowie w trzewikach z krokodylej skóry.
Do Jana wchodzi się przez skrzypiące dwuskrzydłowe drzwi, trochę jak w westernowym saloonie. Po przekroczeniu progu wyłania się spory kontuar, po lewej stronie kominek, niestety nierozpalany. Za ladą stoją półki z artykułami spożywczymi pierwszej potrzeby. Zajazd pełni bowiem również funkcję lokalnego sklepu. Jest też miejscem spotkań okolicznych mieszkańców, dzięki czemu nabiera swoistego i niepowtarzalnego charakteru. Dlatego jest on jednym z tych nielicznych miejsc, w których nie zwracam uwagi na szklanki z nietłukącej się masy, kawę rozpuszczalną, przydymione oświetlenie i ogólną aurę rozgardiaszu.
Karta wisi tuż za kontuarem i jest wcale bogata. Oprócz ryb zawiera także pozycje mięsne, ale te lepiej od razu sobie podarować. Przemysłowość mrożonych kotletów i zawijanych zrazów przekłada się na ich bezsmak i ogólną gumowatość. Natomiast ryby można zamawiać w ciemno. Wszystkie podaje się tu z patelni, są należycie wysmażone i przyprawione, w większości przyrządzone ze świeżych tuszek, bowiem Jan ma na tyłach rybny staw, z którego na bieżąco wyławia potrzebne okazy. W błogo niskiej cenie (2,50-5 zł za 10 dkg) można zamówić porcję szczupaka, okonia, lina, karpia, siei, sielawy albo łososia czy halibuta. Od osobistych preferencji zależy, co wybierzemy, choć rozsądek podpowiada, żeby skupić się na rybach słodkowodnych z lokalnych jezior lub stawów. Do ryby można domówić frytki (2,50 zł) i sałatkę z białej kapusty (1,50 zł). Czasem zdarza się trafić na inne warzywne urozmaicenie. Hitem zajazdu jest jednak niepozorna zupa rybna mistrza Jana (tylko 2,50). W pełnym, esencjonalnym i lekko kwaskowym rybim wywarze, zaciągniętym śmietaną i odrobiną mąki, pływają apetyczne rybie kawałki. Tajemnica tej zupy polega na tym, że gotowana jest z wielu gatunków ryb, dzięki czemu jej smak jest za każdym razem niepowtarzalny.
Wspomnieć też trzeba o rybim garmażu. Od czasu do czasu pojawiają się u Jana ryby w galarecie albo w octowej zalewie (3-5 zł za porcję). Bywają też wędzone węgorze (70 zł/kg) i łososie. Ale szczególna uwaga należy się aromatycznym wędzonym pstrągom z zaprzyjaźnionej wędzarni (22 zł/kg). Przy odrobinie szczęścia można trafić na świeżą dostawę, gdy ryby są jeszcze ciepłe. Powiadam: nie ma nic lepszego niż świeżo uwędzony, pachnący dymem pstrąg u Jana zjedzony z kawałkiem chrupiącego chleba.
Widziałem tutaj damy raczące się aromatycznymi kąskami jesiotra, widziałem tirowców w skupieniu pałaszujących dorsze. Widziałem przedstawicieli handlowych w wymiętych garniturach śpiesznie łykających sielawki. Widziałem wreszcie okolicznych rolników głośno komentujących aktualne wydarzenia przy piwie. I to wszystko składa się na swojskość tego miejsca, jego niepowtarzalność. Dlatego tak chętnie tu zajeżdżam. Zresztą nie tylko ja."

Hej, Poszukiwacze
Smaku. Świetny pomysł, świetna strona, z forum, gdzie wreszcie bez ogródek będzie można wyrażać swoje opinie na temat jadła. Podlinkuję ją oczywiście do swojego portalu. A o szczegółach współpracy porozmawiamy w Szlachcie, na Mistrzostwach Świata w Kapele. Tam dają świetne potrawy ludowe. I porozmawiamy, czy jest szansa, żeby te potrawy powalczyły ze zglobalizowanym żarciem.
Tadeusz Majewski



Dwaj młodzi ludzie z dziwnym błyskiem w oku na stoisku pań z KGW Osówek. Fot. Tadeusz Majewski


Na innych stoiskach też regionalne pyszności. Fot. Tadeusz Majewski


Migawka z festynu. Przeciąganie liny - wyjątkowo widowiskowe. Fot. Tadeusz Majewski


W tym wozie - sklepie jest wszystko, co dostaniesz w każdym miejscu cywilizowanego świata. Fot. Tadeusz Majewski


Mirosław Ćwikliński, wykapany "Pudzian", był rozżalony, że nie mógł brać udziału w przeciąganiu liny. Fot. Tadeusz Majewski

Za piątkowym wydaniem Dziennika Bałtyckiego, Wirtualne Kociewie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz