czwartek, 30 sierpnia 2007

Bryczki – półka jeszcze nie dla nas?

Szlachta, gm. Osieczna. Rzemiosło przetrwa? Tak, ale artystyczne i niszowe

Bryczki - półka jeszcze nie dla nas?

Szlachta, Mistrzostwa Świata w Kapele. Piękne konie rasy fryzyjskiej holenderskiej i piękne powozy. Obok elegancka dama i "westernowy" pan. Od czasu do czasu biorą do powozu gromadkę dzieci i obwożą je dookoła stadionu. Za darmo. Co roku, od pięciu lat.
- Jesteśmy z Okonin - mówi Joanna Swinarska. - A tu, na tej imprezie (Mistrzostwa Świata w Kapele) jesteśmy od jej początku. Mamy z mężem zakład w Szlachcie. Firma tutaj, a siedziba w województwie kujawsko-pomorskim. Dwa województwa, ale niedaleko. Stąd do domu jadę konno ze dwie godziny. A mąż bryczką.
Bryczki - to nietypowa działalność. Od kiedy ją prowadzicie?
- W Szlachcie od 1997 roku, ale w tej branży istniejemy już 20 lat.
Zatrudniacie tu jakichś ludzi?
- Dwanaście osób na etatach.
Jak na firmę rzemieślniczą - całkiem sporo. Musicie robić dużo bryczek.
- My nie produkujemy. My restaurujemy. Nowe bryczki, repliki, robimy tylko na zamówienie i tylko na eksport. Warto tu przy okazji dodać - nowe łatwiej zrobić niż odrestaurować. Restauracja starych powozów wymaga sporych umiejętności i wiedzy. Każda bryczka jest inna. Pracownicy mimo doświadczenia robią błędy.
Dlaczego robicie tylko na eksport? Czy ten nasz rynek kupujących jest aż tak biedny?
- W Polsce są tylko trzy nasze bryczki. Tutaj jesteśmy za drodzy. Mąż jedzie do Niemiec, pokazują mu bryczkę do renowacji, negocjuje cenę. Mówi, że to będzie kosztować 5 tysięcy euro. Klient musi się z tym przespać.
To faktycznie drogo, ale zapewne nasze firmy zajmujące się renowacją, są tańsze niż niemieckie..
- Możliwe. Kiedy zaczynaliśmy, w Niemczech było z dziesięciu takich jak my. Teraz na całe Niemcy został tylko jeden. A my, Polska, staliśmy się zagłębiem bryczkowym. Dużo firm jest w Gostyniu.
Skąd wziął się pomysł na taki biznes?
- Przypadek. Mąż mieszkał w Niemczech. Chociaż z wykształcenia jest handlowcem, robił więźby dachowe. Pewnego dnia ktoś chciał bryczkę z Niemiec. Mąż ją znalazł i odrestaurował. Potem pojawili się następni klienci. Przywozili bryczki do renowacji z Niemiec, Holandii, Austrii, Szwajcarii.
Dwanaście etatów... Ile bryczek restaurujecie miesięcznie?
- W porywach trzy.
To są rzeczywiście stare bryczki?
- Najstarszy powóz był zrobiony w 1870 roku. Wiemy dokładnie, z jakiego roku, bo w tych najstarszych w siedzeniach powkładano gazety, które oczywiście mają daty.
A pani lubi jeździć jakim powozem?
- Dla siebie mamy bryczkę szwajcarską.
Jeździ pani w tych stronach też konno. Czy ma pani jakąś ulubioną ścieżkę konną? Pytamy, bo sporo dziś się mówi o wytyczaniu szlaków konnych.
- Nikt nie widzi sensu tworzenia takich szlaków. Jest nas, koniarzy, za mało. Wieś na takie nowinki jest zamknięta. Obecnie ludzie kupują konie po to, by sobie pojeździć dla przyjemności. Natomiast na samej jeździe konnej nikt interesu nie zrobi. Podobnie jest w Niemczech. Tam ludzie mają jakiś turystyczny biznes, a konie są przy okazji. A bryczki to już wyższa półka.
Milczymy przez chwilę. Trochę ta "wyższa półka" boli. Inna sprawa, że z 15 lat temu producenci tzw. programów ogrodowych mówili, że robią to na Zachód, też dla "wyższej półki". A dzisiaj?
Jeszcze uzupełnienie. Na stronie www.victoria.strefa.pl czytamy dodatkowe informacje o dokonaniach firmy. Na przykład, że zbudowała rzymski rydwan bojowy na podstawie filmu "Ben Hur"oraz repliki trzech pojazdów konnych z czasów rzymskich. Do muzeum archeologicznego w Xanten. Tu też mamy nadzieję, że zbuduje jakiś pojazd kociewski np. dla Muzeum Ziemi Kociewskiej. Może. Kiedyś.
Tadeusz Majewski

1. Państwo Swinarscy odjeżdżają sląskim powiozem parkowym z Hamburga ze stadionu w Szlachcie. Fot. Beata Włoch
2. Pojazd myśliwski z Holandii. Fot. Tadeusz Majewski

Za piątkowym wydaniem Dziennika Bałtyckiego



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz