poniedziałek, 3 marca 2014

STANISŁAW SIERKO. Codzienne, nocne rozmowy z Weną w drodze do piekła

Codzienne, nocne rozmowy z Weną w drodze do piekła
nowy tom poezji

Codzienne, nocne rozmowy z Weną w drodze do piekła



Przedjesień


wypłaszczona

przed niezawysokim progiem

zielona wycieraczka zżółkła

czyżby to sentymentalna gra

kolorowych symboli


a w dwóch stromych oknach

opuszczone jak powieki

czarne kiry rolet

czyżby to także smutna gra

kolorowych symboli


przez wpół uchyloną bramę

cicho skrada się

do równo skoszonego ogrodu

przedjesienne więdnienie


mama wdowa z bukietem chryzantem

idzie powoli na cmentarz



Grzyby w niebie


podobno

w niebie nie ma grzybów

wikary zrobił głupią minę

a proboszcz

właśnie szedł z pogrzebem

więc nie spytałem

i wciąż nie wiem

czy w niebie będzie

jesień grzybna

czy las tam będzie

pajęczyny

czarne jagody

i maliny

czy będę mógł nasładzać oczy

romantycznymi zachodami

oraz

sierpniowym gwiazd spadaniem

perseidami


podobno

grzybów nie ma w niebie

i mnie tam nie ma

i nie ma Ciebie


i ... może Ciebie to rozśmieszy

lecz

wcale TAM mi się nie spieszy.


Przed amen


kiedy wykocham już wszystkie kochania

tak do cna

tak na amen


kiedy kamieniem się stanę

i pustym dzbanem

do dna opróżnionym

z win


kiedy dzwon farny przywoła mnie

ostatnim dzyń

kiedy w kwiaciarniach zabraknie

wieńców i szarf


kiedy czerń będzie najważniejszą

z barw


kiedy delikatnie w niebyt się zanurzę

i poszybuję wysoko TAM

niczym na chmurze


wtedy

uśmiechnę się wierszem ostatni raz

nierealnym jak niebo

nierealnym jak niebieskie róże.



Sączenie wierszy


ciemno amarantowa

nalewka z aronii

na starogardzkim spirytusie

słodko gorzka

jak noc za oknem na Chojnickiej

idealna do wierszowania

pe-gazowania

przed sennym namarzaniem


sączę więc zmiażdżone grona słów

ciemno amarantowe

z butelki w kształcie półksiężyca

słowa krople same się w wiersz układają

niczym zaokienne gwiazdozbiory

już druga na ranem

prawie dzień dobry


Sposób na bezsenność


raz dwa trzy

białe barany


cztery pięć sześć

z białej wełny

będę wiersz senny

pleść


siedem osiem dziewięć

dla Ciebie


dziesięć jedenaście

tak właśnie


dwanaście trzynaście

będę pleść

aż zaśniesz


czternaście piętnaście

i kołysankę zanucę

szesnaście siedemnaście osiemnaście

wierszem odsmucę


dziewiętnaście dwadzieścia

dwadzieścia jeden

udało się

no widzisz

już śpisz


dwadzieścia dwa

uśmiechnięta

bezpieczna

szczęśliwa.


Przed meczem


i znowu wybiegniemy

na zieloną murawę nadziei

radośnie

jak nieroztropne dzieci


i znowu będę

zaciskał kciuki

na bursztynowej butelce

aż do bezpotrzebnego bólu


i znowu będę śpiewał

nic się nie stało


i znowu będę kochał

tę najbardziej poważną

z niepoważnych rzeczy świata


Oczy


okna

oczy domu


oczy

okna duszy


dom

oczywistość


powiek rolety

marionetki

kurtyna bez suflera

bez klakierów

i bez bisów

nieodwracalnie niepowtarzalna


grasz

gram

gramy


Błękitnienie oczu


błękitnieją radośnie

gdy przeddeszczowo

płyniesz chmurą

bezszelestnie


za chwilę

zobaczę

dostrzegę


pojawisz się

zza zakrętu

pośpiesznie przemkniesz


moje łakome oczy

nasycisz błękitem

nim zacznie

padać deszcz.


Zaczarowane okulary


okulary noszę

no, proszę

do czytania i do komputera

okrągłe szkiełka

niczym na oczach dwa zera

a przecież to plusy

aż cztery

niczym judasze wizjery

dziwne te okulary

zaczarowują mój świat

czary mary

eliminują minusy

przez nie widzę same plusy

lecz mam wątpliwości

sam nie wiem

czy przez te okulary

nie popatrzeć na Ciebie.


Opowiadanie oczu


opowiedz mi Twoje oczy

bo nie pamiętam


no cóż

normalna para

bliźnięta


a kształt ich

opowiedz


jak dwa migdały

jednakie

normalne takie


a kolor

opowiedz opisz


nienadzwyczajny

też taki zmienny jak niebo

w lustrze Szorycy

normalny


a powieki


to takie różowe

markizy rolety

nic nadzwyczajnego

niestety

z rzęs frędzlami czarnymi

niezbyt długimi


i jeszcze brwi

opowiedz je mi


o proszę

brwi to moje półksiężyce

które w zdziwieniu unoszę

dziwiąc się dziwieniu twemu

lecz proszę nie pytaj dlaczego

nie pytaj czemu


wiem

a raczej czuję

że wiesz

i dziękuję

za ten wiersz.


Zaoszczędzony obol


już słyszę Styksu pluskanie

Cerbera skowyt

szczekanie


i łódkę widzę

bez wioseł

pustą

przy niej wioślarz śpi

usnął


dzisiaj więc Styksu nie przepłynę

obola zaoszczędzę

wracam żywo do żywych

pędzę.


Jednakie jutra


nastawiłem budzik

na siódmą rano

jak wczoraj

tak samo


obudziłem się

wstałem

umyłem

wyfrunąłem na miasto

byłem


obleciałem sklepy i biura

wszędzie tłok

koniunktura

szok


coś tam zjadłem

w locie

wypiłem

i zmęczony do domu wróciłem


w domu

radio internet gazety

nuda i bzdety


i znowu nastawiłem budzik

na siódmą rano

na kolejne jutro

takie same tak samo.


Niedokochania


...najbardziej bolą

niedokochania


...w tym roku

nawet biało-czarne bociany

nie chcą wracać na zimę

do Egiptu


...a wrześniowe runo

jeszcze nie darzy grzybnie

chociaż jest ciepło

i pada deszcz


...żniwiarze już zebrali plony

pęcznieją silosy zbóż pełne

i nadziei

czekając na lepszą cenę


...kończę pisać kolejny wiersz

przed snem


...najbardziej bolą

niedokochania


Na przebudzenie


zieleń fioletowieje

nadzieja adwentowieje

księżyc zachodzi na dzień


wielki wóz troski toczy

zamykam szeroko oczy

na sen


śpię i śnię kolorowo

adwentowo

jak kamień


wymodlam przebudzenie

na dospełnienie

na dokochanie.


Wiersz na czczo


jeden wiersz

na czczo

przed śniadaniem

do kawy ze śmietaną

spróbuj

od jutra rano


masz przecież tyle wierszy

przy łóżku

pod poduszką

pod kocem

wierz mi

z wierszem dni weselsze

jaśniejsze noce.


Niewiarygodna szczerość


moja szczerość

jest poetycko niewiarygodna

bo kto uwierzy w to

że można kochać Wenę

przez prawie tysiąc wierszy...


moja miłość

jest poetycko niewiarygodna

bo kto uwierzy

że można tak kochać

wierszami

...wierszami

......wierszami...


Bajania


nie potrafię być prawdziwkiem

ale

mogę stać się rymowanym rydzem

lubisz rydze?

pytam

nie szydzę


orłem też nie potrafię szybować

ale

mogę stać się poetyckim motylem

lubisz motyle?

pytam

nic więcej

tylko tyle


nie potrafię być kasodajnym herosem

ale

mogę stać się romantyczną pieszczotą

lubisz romantyczne pieszczoty?

pytam pro forma

odpowiadasz

hmmm...znowu mi bajasz głupoty.


Pół rozmowa


ON

...gdybym miał Cię nie kochać

jutro jutrem by mdlało

półksiężycem, półsłońcem

i pół wszystkim...pół ciało


tylko pustka była by pełna

na półłóżku, wśród kołder połówek

półsłówkami bym pieścił półjawy

...półpoeta i pół półgłówek.


ONA

...gdybym Cię nie kochała

nie tak jak innych lecz inaczej

to bym była chyba pół cała

hmmm...tak myślę...to wszystko...no, raczej.



Białopióry anioł


jest ponoć anioł białopióry

co przywachluje sen skrzydłami

lecz jak rozpoznać w tłumie

który to anioł

snami mami


daj znak aniele

aureolą

nim w zórz jasności słodko zasnę

chciałbym przytulić się do Ciebie

jak ćma do świecy

zanim zgasnę.


Osika


drżysz jak osika

października

na jesień

nie drżyj

to przecież jeszcze wrzesień


i złościsz się

liśćmi żałośnie

pieszczot zazdroszcząc

wiośnie


kochaj tych

co kochają

od świtu do zmroku

kochaj

wszystkie cztery pory roku.


Przed tą miłością


przed tą miłością

przed Potopem

byłem Dedalem

i Ezopem


miałem rodzinę

miałem żonę

i korab Argo

wraz z Jazonem


o Troi

nawet nie marzyłem

trzy czwarte życia

tak prześniłem


przed tą miłością

przed Potopem

a teraz jestem

...zwykłym chłopem.


Nic nie chcieć


tak mi się bardzo chce nic nie chcieć

i nic nie musieć absolutnie

to chyba jesień tak nastraja

lenistwem kusi bałamutnie


tak mi się bardzo chce zapomnieć

te zbyt bolesne pamiętania

o tym co było i co będzie

od zakochania do kochania


tak mi się bardzo chce żyć życiem

barwnym jak tęcza ogon pawia

tak mi się bardzo chce nic nie chcieć

i nie chcąc

bajki opowiadam.


Prawie modlitwa


rżysko

po zżętych łanach

chlebne życie

to wszystko

od klęczenia

na obu kolanach


na zakręcie dom

park za płotem


moje szczęście

arka przed potopem


krzyż nad progiem

na plecach rany

zawsze z Bogiem

z różańcem drewnianym


Boża Męka

moje rozdroże


znowu klękam

dopomóż Boże.


Poetyckie owady


mucha

duch mego ducha

wierszami bzyka

i znika


i znowu się jawi

co dnia

bzykaniem natrętnym

mnie woła

jak miodna pszczoła


o komarze

wśród marzeń

nie wspomnę

a komary latoś

były ogromne


no i jeszcze

ćmy snu motyle

i rymów pajęczaki

e tam

owady wierszonośne

a wiersz hmmm

byle jaki.


Odlot kondorów


nie byliśmy gotowi


na początku były słowa

jak u Jana

te słowa były w nas

i nami były słowa


nie byliśmy gotowi

na tę ...


potem zaskrzypiała furtka

i zakwitła niebieska róża

rozpłaszczyły się na ścianie zaskoczone motyle

gruby tom Kinga wypadł z ręki


nie byliśmy gotowi

na tę miłość


spłoszone kondory szeptów

odleciały do Peru.


A posse ad esse

łac. od możliwości do rzeczywistości


kiedyś w to uwierzę


na balkonie

w ogródku za metalowym płotem

w porcelanowym wazonie

zaręczynowe astry i chryzantemy

drżące płatki niepewności

jesieni


kiedyś w to uwierzę


założysz soczyście zieloną bluzeczkę

przechylisz głowę niczym wierzba płacząca

ucałujesz wnuczkę jak kiedyś córeczkę

jesiennie piękna październikowo milcząca


kiedyś w to uwierzę


a potem zima welonem ośnieży rozbieli

mróz przypełznie do Twoich dłoni

lecz kominek ciepłem ogrzeje nadziei

Błękitny Generał zaczarowaną laską okno odszroni


kiedyś w to uwierzę.


Przed śniegami


włoskie orzechy i kasztany

pośpiech pośpiechem skołatany

że nie wyzbierasz

przed śniegami


a jeszcze w runie

gęgot gąsek

w sadzie renety

karpie w stawie

stety niestety

sił nie staje

i czas zbyt pędzi

baje baje


niebo wciąż bliżej

ziemia dalej

coraz mniej bolą ziemskie rany


włoskie orzechy i kasztany.


Egiptologia


kiedy już wszystkie piramidy

dopieszczę mumi rozważaniem

kiedy ze sfinksem skończę szachy

gdy przed Amona słońcem stanę

tuż obok żony Echnatona

zielonookiej Nefretete


gdy Nil mej twarzy już nie zdwoi

hieroglifami zafaluje

nawet Champollion znad Tamizy

nie rozszyfruje

wyrytych rysów skamieniałych

świętych miłości co przetrwały


kiedy już wszystkie papirusy

spłoną spopielą byłe wczoraj

na jutra atramentu zbraknie

i krew zakrzepnie w rzekach żył

wtedy się stanie taka pora

wtedy o sobie powiem był.


Jestem odpowiedzialny

za nieudolne wierszowanie

za rzek i jezior zatruwanie

i za pogody stan fatalny

jestem odpowiedzialny

za dziury w jezdni i chodniku

za brzyki napis na pomniku

za zamach w locie kardynalny

jestem odpowiedzialny

za niskie płace oraz renty

za polityków wkrąg przekręty

za program w tv zbyt banalny

jestem odpowiedzialny

za złe ustawy, głupie prawo

za to, że osłom biją brawo

za każdy wygłup kuriozalny

jestem odpowiedzialny

za pedofilii kleru plagę

za wszystko na co kładą lagę

za nastrój mój sentymentalny

jestem odpowiedzialny

za to, że Wenie dupę truję

i tysiąc wierszy obiecuję

za to przepraszam...

i dziękuję.


Łamanie zasad


w zasadzie

w łóżku nie palę

ale

dzisiaj zasadę złamałem

bo

się zdenerwowałem

nieco

( ale fajnie ponad pościelą

białe kłęby dymu lecą)


w zasadzie

to przed snem

nie denerwuję się

wcale

ale

jak już wyżej wspomniałem

dzisiaj złamałem zasadę

i

się zdenerwowałem


w zasadzie

to nie wiem dlaczego

zasady łamię dzisiaj

właśnie

czy to coś złego

może się przez to

szybciej zaśnie

( a dym tak pieszczotliwie

do mych rąk się tuli

i

rozpływa po nocnej koszuli)


w zasadzie

to piszę bezzasadnie

może nawet głupio i nieładnie

więc papierosa gaszę

niedopalonego

dobranoc Weno

do

zdenerwowania następnego.


Przedobiedzie


wsysam pod przymknięte

ciężkie wyczekiwaniem

rolety powiek

przyczajone po przeciwnej stronie

ruchliwej ulicy

niczym fotoradary

Twoją pędzącą niecierpliwość

szybszą od wspomnień

i niespełnień

znikających za zakrętem

do srebrzysto szarej

codzienności


wsysam łakomie

Twe falujące przedobiedzie


dzień dobry Weno

smacznego.


Do góry nogami


chodziłem tam

po suficie

niczym pijany marynarz

po zejściu na ląd

ściany śmiały się ze mnie krąglejąc

a okna zdziwione wybałuszały szklane oczy

nawet słyszałem inaczej

IBAG

nie wszedłem na piętro

nadmiar metafor przytłacza

prozaicznie wyfrunąłem

w płaskość realnego poezjowania


Październik już


no cóż

zżęto midasowe pieszczoty zbóż

i wymłócono wszystko

październik już

nawet zaszarowano rżysko


no cóż

na chleb gotowi się nóż

i sól weselnie bieleje

październik już

a ja wciąż pieszczę nadzieję.


Październikowe milczenie


milczysz

październik

zakneblowane usta

babim latem


opadły ręce

październik

jak jesienne liście

złote palce kasztana


milczysz

czekając na śnieg

październik


milczysz


Cichociepłe noce


tak lubię noce cichociepłe

białopuszyste pieszczotliwie

kiedy bezsenność wierszem kusi

i poezjować nie chcąc musisz

tak lubię noce cichociepłe

i tej lubości wciąż się dziwię


poduszkę tulę

kołdrę pieszczę

tęsknota bólem

czym zrani jeszcze


tak lubię cichociepłe noce

tak lubię czytać wiersze Twoje

tak lubię

i tej lubości wciąż się boję.


Kocham


abyś była uśmiechnięta

bezpieczna

szczęśliwa

to jest miłość


nie pytam

nie oczekuję odpowiedzi

rozweselam Twój smutek

kocham


Czyściec


tu już nie ma Twego cienia

zaszło słońce

czas wypieszcza zapomnienia

straszy końcem


tu już nie ma stóp Twych śladu

chwasty rosną

wiatr je rozwiał gadu gadu

kusi wiosną


tu już nie ma i nie będzie

całej Ciebie

Parka nić Ariadny przędzie

witaj w niebie.


tutaj nigdy nas nie było

oczywiście

wszystko to się nam przyśniło

życia czyściec.


Nie będę przeklinał


przeklinał nie będę

bo po co

bezesnsownie przeklinać nocą


nie będę przeklinał

pieskie życie

bezsensownie przeklinać o świcie


zachwycę cię niemówieniem

oczaruję milczeniem.


Domyślenia


domyślam ciepło Twoich dłoni

szczelność objęcia

głębokość patrzeń, woń Twej woni

przedproże szczęścia


wciąż dopowiadam niesłyszenia

ślepnę od patrzeń

i kocham niedopowiedzenia

hmmm...nieco inaczej


Fatalnie


chciałem napisać Tobie wiersz

taki ładny normalnie

taki ciepły do serca i rymu

a wyszło jak zwykle

fatalnie


chciałem przytulić Twe słowa

tak po męsku normalnie

tak ciepło do uszu i serca

a wyszło jak zwykle

fatalnie


chciałem powiedzieć Ci kocham

tak po ludzku normalnie

tak jak szepcze matka do dziecka

a wyszło jak zwykle

fatalnie



Etiudka


jeśli Cię nie zasmucam

to

już jest bardzo wiele

a

najszczęśliwszym będę

kiedy Cię rozweselę.


Piekło-niebo


a gdy spotkamy się

tam wysoko

w niebie

podfrunę półaniołem do Ciebie

skrzydłami zaszeleszczę

i

tak jak na ziemi

wierszami popieszczę


a gdy spotkamy się

tam nisko

najniżej

w piekielnym żarze i śpiewie...


hmmm...głupoty gadam

przecież w piekle

nie będzie Ciebie


Żegnaj


już nauczyłam się bez tlenu

żyć na tym nie najlepszym z światów

pośród poetów i wariatów

a zresztą

cóż to za różnica

już mnie romantyzm nie zachwyca

nawet najszczerszy

...nie potrzebuję Twoich wierszy


już zamroziłam moje serce

szczególna forma hibernacji

pośród poezji i wariacji

a zresztą

czy to ma znaczenie

miłość to jakieś wypaczenie

a ja wypaczeń tak się boję

...już niepotrzebne wiersze Twoje


już nie pisz dla mnie więcej

proszę

za to co było Ci dziękuję

i żegnam

...już wierszy Twych nie potrzebuję


Jeszcze tylko wierszy trzysta

jeszcze trzysta

trzysta jeszcze

niedoczekań

niedopieszczeń

rannych ranków

krwawych zmierzchów

żółtych kartek kalendarza

trzysta nocy

i niemocy

w których nic się

nie wydarza

oprócz wyśnień

olśnień sennych

erupcyjnych wulkanicznie

marzeń hmmm...

tkanych idyllicznie

jak na peruwiańskich krosnach

jeszcze trzysta

dni i nocy

potem cisza Cię zaskoczy

niczym koń drewniany Troję

powita Cię wiosen wiosna

niespodzianie oczywista

jeszcze tylko wierszy trzysta


Przeklinam cię


przeklinam cię

dniu pusto przeszły

bezpłodnie przepełzły

tak nagle zestarzały

oszroniony przez łzy


przeklinam cię

nocy nazbyt gwiezdna

rozpylona srebrzyście

nad zmarszczonym czołem

tak nagle przestraszonym

przedśmierci aniołem


przeklinam cię

wierszu słów niemych

ślepych metafor bezdźwięcznych onomatopei

tak nagle oniemiałych

więdnieniem wiary miłości nadziei.


Wybacz mi


wybacz mi

dniu przespany

bezesennie

co śnisz

o mnie

beze mnie

wybacz mi


wybacz mi

nocy swawolna

przehulana

co drwisz

ze mnie

jak kochanka

niekochająca i niekochana

wybacz mi


wybacz mi

życie moje

połatane

co kpisz

ze mnie

a mimo wszystko

tak bardzo kochane

wybacz mi.


Naucz mnie kochać


naucz mnie kochać

proszę

wiem, że potrafisz

błagam

bez kochania życie

to blaga


naucz mnie kochać

bezrymnie

tak normalnie

po ludzku

pierzynnie


naucz mnie kochać

inaczej

tak normalnie

po ludzku

no raczej.


Jestem zły


jestem zły

na łzy

radości

radość mnie złości


jestem wściekły

kły białe szczerzę

smętnym smutkom

nie wierzę


jestem przeciw

diabła adwokat

jestem

sędzia ofiara i kat.


Najpiękniejsze drzwi


nawet najpiękniejsze drzwi

nawet naczarniejsze rolety

nie ukryją Twoich łez

niestety.


Jesteś piękna


kiedy ostatni raz słyszałaś

że jesteś piękna

kiedy ostatni raz płakałaś

ze szczęścia


nie oczekuję odpowiedzi

odpowiedź przecież nic nie zmieni

nadal będziemy grać szczęśliwych

radośni i zadowoleni


z klepsydr dowiemy się o sobie

więcej niż sami o się wiemy

znicze miłości łzy osuszą

w modlitwach z martwych powstaniemy.


Oczy Weny

Dla Gabi


masz takie oczy oczywiste

przejrzyste

srebrnie zwierciadlane

masz takie oczy oczywiste

masz takie oczy

zakochane


o, czy dostrzeżesz nimi inne

oczy zamglone

roztęsknione

oczy co widzą w Tobie Wenę

i Galatee jak ikonę

oczy co mówią milcząc

Ona

oczy ślepego Pigmaliona


masz takie oczy oczywiste

nadprzezroczyście podwajane

masz takie oczy oczywiste

masz takie oczy

rozkochane.


Wulkanienie


tysiąc wulkanów wulkanić może

kraterzyć lawą i straszyć tufem

lecz nie zasnują dymem zapomień

bo ja pamiętam...ciałem i duchem


pamięć wybucha i trwa w wybuchach

przyśnie na moment dla niepoznaki

aby goręcej o się przypomnieć

wulkan-mężczyzna rodzaj nijaki


bo nijak dotrzeć mogę do Ciebie

erupcja pomysłów zawodzi

ostanę wygasłym wulkanem

jak słońce, które zachodzi.


Gobeliny westchnień


Muza, wena, natchnienie

byłaś, jesteś i będziesz

choćbym chciał to nie zmienię

przędłaś wiersze i przędziesz


Wątkiem jesteś przebarwnym

i przebarwną osnową

każdy wiersz ...nawet marny

jest dla Ciebie... i Tobą


Będziesz zawsze i wszędzie

gobelinem mych westchnień

który nieustannie się przędzie

z moich przemijań i jesteń.


O wiele dalej


o wiele dalej byłem

niż daleko

dalej niż myślisz

i niż myśl dosięgnie

o wiele dalej


czas nie ma znaczenia

tam


z o wiele dalej wracam

w bliskości najdroższe

i tak realne

jak niebieskie róże

z o wiele dalej


czas tu nie gra roli

ale

rany goi


Mały bukiecik od Ciebie


w środku zimy zakwitły

niebiesko

niczym wulkan wybuchły

realnie

i zrobiło się piękniej

niż w niebie

bo to były kwiatuszki

od Ciebie


zaskoczyłaś mnie

ciepłem życzenia

oniemiałem

słów mi brakuje

by uwierszyć Ci dziękczynienia

a więc plotę jak dziecko

najprościej

najserdeczniej

Tobie DZIĘKUJĘ


Bajka o niebieskiej żabce


to było chyba przedwczoraj

a może przed potopem

spotkałem żabkę niebieską

nad Węgiermucy potokiem


aż przykucnąłem zdziwiony

żabka niebieska...dziwne

a ona mi w oczy patrzy

a oczy miała piwne


i mówi do mnie po ludzku

"poeta a zadziwiony

niebieskiej żabki nie widział

jakiś niewykształcony"


o żabko, wypraszam sobie

impertynencje twoje

"a nich pan sobie wyprasza

ja tam się pana nie boję


nie będę jak inne zielona

jestem jedyna i naj

to pan jest impertynentem"

oj, bajaj żabko, baj, baj


napiszę o tobie bajeczkę

czytać ją będą wnuki

tylko na morał poczekam

by z bajek czerpały nauki


a morał będzie najprostszy

jak moje życie poety

żabka się zakochała

nieszczęśliwie, niestety


jej ukochany ją zdradził

trzy noce żabka płakała

i od tych łez wulkanicznych

żabka nam zzieleniała


i tu się morał wyłuszcza

morał co bajkę ozłaca

pamiętaj żabko niebieska

że inność

nie zawsze popłaca.


Eschatologia chrześcijańska


kiedy już będziesz tam

gdzie mnie nie będzie

bo tam nie będę

to rzecz w pełni pewna

bezdyskusyjnie

i bezwulkanicznie


kiedy już będziesz tam

na wieków wieki

i kiedy przymkniesz

znużone powieki

nadmiarem szczęścia

za ziemskie niedole

cóż Ci wyświetli pamięć

niezapomnień

jakie obrazy wywoła

utrwali

i jakie słowa na wieki zachowa


kiedy już będziesz tam

gdzie słów nie trzeba

tam gdzie milczenie

najpiękniejszym wierszem

tam gdzie codzienność

niezmienna niezmiennie

zawsze i wszędzie


kiedy już będziesz tam

tam

mnie nie będzie.


Dzień Babci


dzisiaj nie musisz

czytać do śniadania

wierszy i gazet

co miast cieszyć ranią

dzisiaj inaczej będzie

dzisiaj dzień kochania


dzisiaj nie musisz

zupy solić łzami

gorzką herbatą ocieplać wspomnienia

co uporczywie wracają wierszami


dzisiaj nie musisz

czytać do snu moich wierszy

w dzień Twego święta

dzisiaj Cię uśpią

ciepłe szepty kochających wnuczek

zaśniesz uśmiechnięta.


Kocham dziecinnieć


pewnie mi znowu nie uwierzysz

i zawulkanisz tradycyjnie

pewnie zawężysz

nie poszerzysz

oceny swe kontemplacyjne


a ja

coś powiem Ci w sekrecie

i proszę przyjmij to poważnie

kocham dziecinnieć

tak jak dziecię

i strzelać gafy nierozważnie


kocham

i kochać nie przestanę

żyć wiecznym unierealnianiem

upoezjowywaniem

tego co celem jest dla wielu

dom, żona, dzieci

eci peci

i kufel chmielu

po dzienniku

a potem

małe fiku miku

i tak codziennie

aż do śmierci

lecz to nie dla mnie

to mnie nie bawi

i nie nęci


kocham inności

intymności

nadromantycznie idotyczne

niebieskie róże i aniołki

porcelanowe

kocham

kochając dziecinnieję

czasami sam się pukam w głowę

i czasem przez łzy

lecz się śmieję

z tych moich kochań

geriatrycznych

realnie patrząc

idiotycznych


kocham

i tego już nie zmienię

kocham ten Świat mój

oraz Wenę.


Cienie na ścianie


ściana stroma

i zimna

płaska jak dowcip

o blondynce

Twój cień na ścianie

rozmazanie

telefon milczy

i pusto na mailowej skrzynce


śnieg błękitnieje

o zachodzie

sikorka słońcem w okno puka

jej też jest zimno tam

na mrozie

i ciepła szuka


już wkrótce ranek

nieprzespanie

wierszem ogrzewam przebudzenie

zima kochanka

wiersz kochanek

na zimnej ścianie

Twoje cienie.


Dziewięćdziesiąta czwarta sanna


i znowu prószą białe wiersze

płozy sań niczym kleszcze rymów

dzwoneczki onomatopeje

a bałwan sensu nie topnieje


i znowu szalik jak woalka

i mufka zamiast rękawiczek

na grzbiecie derma pikowana

kto dzisiaj wkłada baranicę


krętą Hallera zza zakrętu

dziewięćdziesiąta czwarta sanna

wolność flagami nie powiewa

teraźniejszością krwawi ranna


wnuki pytają co jest grane

szlaki historii zasypane

dziadek Franciszek już nie żyje

z grobu nie wstanie odśnieżanie


i znowu prószą białe wiersze

bo prószyć muszą no i kwita

cała Hallera zasypana

rzecz niepodległa pospolita.


Łajania


kuś mnie

i łajaj

nieustannie

besztaj

pouczaj

i obrażaj

słowami smagaj

jak biczami

błyskawic pętaj

spojrzeniami

ciszą milczenia

mnie dobijaj


i bądź mi Weną

nie przemijaj


Nic gorszego nad milczenie


...i o to właśnie

mi chodziło

jakże mi miło

że mnie łajesz

personalnie

dziękuję bardzo

tak mi fajnie

Twoje łanianie

bardzo cenię

bo nic gorszego nad

milczenie


Jutra bez jutra


jutro już może

nie być jutra

więc

wróćmy jeszcze raz

do wczoraj

tam

jeszcze kutja i makutra

Konrad Wallenrod, Wernyhora


tam jeszcze

sady śpią wisniowe

harmonia gra pod jarzębiną

tam dzięcielina w zbożu pała

tam z dziecka stałaś się dziewczyną


jutro już może

nie być jutra

więc

wróćmy jeszcze raz

do wczoraj

tam

jeszcze pierwszych pieszczeń dreszcze

kamień zbyt ciężki

by go toczyć

tam

wszystko to

i więcej jeszcze.


W drodze do piekła


ponoć jestem

nadromantyczny

no raczej

starzeję się

to objaw geriatryczny


ponoć jestem

bardziej zgryźliwy

no raczej

starzeję się

już mnie zgryźliwość nie dziwi


inni mówią

że jestem

ciepłym człowiekiem

no raczej

starzeję się

i ciepleję z wiekiem


ponoć jestem

dziki na kobiety

no raczej

starzeję się

niestety


ponoć jestem

a Wena mi dopiekła

no raczej

starzeję się

w drodze do piekła


Poetyckie kłamstwa


wiatrem śnieżnym wplączę się delikatnie

w struny Twych wiolinowych włosów

i zagram walca pizzicato wesoło

niczym wiedeńscy symfonicy na noworoczny bis

a potem

delikatnie dziesięciopalczaście podbiegnę

Marszem Radeckiego Amadeusza

bliżej niż blisko


a ty mi mówisz

e tam stary romantyku

przewrócisz się

bo dzisiaj ślisko


i koniec wiersza

i to wszystko


poezja kłamie

życie to nie poezjowanie


Rubajata piwna


w południe lubię wypić piwo

gdy na kościele dzwonią dzwony

znajomi patrzą na to krzywo

i słyszę lament byłej żony


a ja w południe lubię piwo

tak jak Młynarski lubi wrony

więc proszę nie patrz na mnie krzywo

że pić w południe lubię piwo.


Czas z nas kpi


już się nam nowe nie urodzą dzieci

za dzień, za dwa, za rok, za trzy

smutno mi


wciąż wspominamy ten smutny czas

wciąż płyną łzy

smutno mi


któż dziś pamięta ran naszych bóle

nawet do święta się nie dotulę

niepodległości

flagi zmarźnięte i czas z nas kpi

smutno mi


Cmentarna róża


Niebieska Róża

kwiat cmentarny

z krepy spłodzony

nieumieralny


a Ty mi mówisz

że on jest sztuczny

i niepachnący


a ja Ci mówię

on jest jak miłość

jest niewiędnący


niebieska róża

kwiat nierealny

lecz wiecznie żywy

chociaż cmentarny


Jeszcze nie jest ze mną tak źle


naprawdę

wszystko pamiętam

i info o tym Ci ślę

naprawdę

pamiętam wszystko

jeszcze nie jest ze mną

tak źle


pamiętam pierwszy klik

to było na GG

naprawdę

wszystko pamiętam

jeszcze nie jest ze mną

tak źle


pamiętam niebieską różę

zaskoczyłeś nią mnie

naprawdę

wszystko pamiętam

jeszcze nie jest ze mną

tak źle


pamiętam jeszcze tak wiele

puste noce i dnie

naprawdę

wszystko pamiętam

jeszcze nie jest ze mną

tak źle


pamiętam i będę pamiętać

choć rozum mówi mi NIE

naprawdę

wszystko pamiętam

i sercem pamiętać chcę


jeszcze nie jest ze mną

tak źle.


Każde Twoje słowo


każde Twoje słowo

w wiersz włożę

naprawdę każde?

być może


Śnieżynki słów


one przyfruwają same

niczym krótkochwilne śnieżynki

delikatne chociaż zimne

jak lutowe pocałunki

niecierpliwie topnieją na rozgrzanych rusztach warg

unieśmiertelniam pospiesznie ich smak

soplami wierszy


W białych zaspach pościeli


dawno już powinienem spać

powrotnie

w białych zaspach pościeli

za oknem niczym kulig

zaczynają warkotać odśnieżarki

w radio Niemen śni o Warszawie

za tydzień Walentynki

już dawno powinienem spać



Etiuda na czarne klawisze


czarne klawisze klawiatury

jeszcze chyba nikt nie skomponował etiudy

wyłącznie na czarne klawisze

a ja próbuję

gram sercem

i piszę

etiudę na czarne klawisze


Lubię kleksy

w szkoły chodząc

lubiłem kleksy

one były ładniejsze od słów

a dzisiaj

w chwilach dorosłej refleksji

czuję

że lubię je znów


Prośba głuchoniewidomego

opowiedz mi siebie

bo ja nie słyszę

i już prawie nie widzę

więc nie wiem

opowiedz mi

ciepło Twojego głosu

miganiem

Ty to potrafisz

kochanie

a kiedy już całkiem oślepnę

bo w moim przypadku to norma

opowiesz mi kolor Twych oczu

alfabetem Lorma

będę Cię słyszał i widział

głuchoniewidomy

i niechaj to Ciebie nie dziwi

uwierz

miłość wszystko zwycięży

będziemy szczęśliwi


Smak wiersza


zatęskniłem za smakiem wiersza

w środku nocy

prawie nad ranem

zatęskniłem by nie zapomnieć

tego smaku

który tak bardzo kochałem


obudziła mnie tęskność łapczywa

jak radziecki budzik sprężynowy

to dopiero druga nad ranem

jeszcze we mnie drzemie dzień nowy


zatęskniłem za smakiem wiersza

za ustami wiśniami rymami

zatęskniłem za Peru i Troją

zatęskniłem za wulkanami


TOMIK W PDF


Stanisław Sierko

luty 2014 r.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz