środa, 7 grudnia 2011

BARBARA DEMBEK-BOCHNIAK. O pluszowych misiach na Kociewiu

Koniec XIX wieku. Niemiecka inwalidka Margarete Steiff szyje pluszowe zabawki-zwierzątka. W 1880 roku jej siostrzeniec Richard Steiff zakłada firmę i zaczyna produkować pluszowe misie.
Rok 1902. Waszyngtoński dziennik "Evening Star" zamieszcza komiks ze sceną, w której prezydent USA Theodore Roosevelt spotyka na polowaniu przestraszonego niedźwiadka. Sprytny brooklyński cukiernik Michtom węszy nie lada interes. Szybciutko pisze list do prezydenta. Prosi w nim o pozwolenie użycia zdrobniałego imienia Theodore jako handlowej nazwy misia. Uzyskuje zgodę. Tak pojawia się na świecie Teddy Bear. Cztery lata później Michtom produkuje już misie we własnej fabryce zabawek...




























Misie stają się szybko ulubieńcami dzieci. Trafiają na Kociewie. Miśki wypchane sianem, słomą, gałgankami, miśki małe, większe, nawet takie pluszowe chodzące. Dowody na istnienie w zeszłym stuleciu pluszowych misiów na Kociewiu można spotkać w chyba każdym rodzinnym albumie familii zamieszkujących piękne tereny tego regionu. Oto kilka fotek z gminy Skórcz w powiecie starogardzkim.




MISIEK POLARNY

Jest rok 1936. Pora zimowa, a zatem na zdjęciu zapewne misiek polarny. Bracia Mieczek i Ludwik odziani stosownie do aury. Czapeczki z bąblami, szaliki z frędzelkami, rękawiczki z dzianiny. Chłopcy razem z misiem pozują do zdjęcia z zimowym powozem dziecięcym - solidnymi drewnianymi saneczkami na metalowych płozach. Fotograf postarał się nawet, aby na zdjęciu był prószący, skrzący się puszek śnieżny. Wszyscy wyraźnie zadowoleni. A kto najbardziej? Chyba ów miś! Widać, że jest kochany. Świadczy o tym wyeksponowanie go na pierwszym planie jako równoprawnego partnera zabaw braci. Patrzy dumnie w oko fotokamery. Taki miś z oczkami jak guziczki jest do dziś gwarantem bezpieczeństwa maluchów. Trudno wyobrazić sobie człowieka, który rozpoczynałby życie bez swojego misia… Tu na zdjęciu widać też, że i misiek tuli się do Ludwiczka. Każde uczucie powinno być odwzajemnione.



MIŚ OBJAZDOWY

Przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. To czas, w którym kociewskie ziemie nawiedzały misie objazdowe, a może raczej misie-podróżniczki. Takie nie do końca prawdziwe niedźwiadki, ale znacznie różniące się od tych z poprzedniego zdjęcia gabarytami. Zwykle pojawiały się w domostwach w towarzystwie człowieka z aparatem fotograficznym. Z ich przybycia cieszyli się rodzice - wszak pojawiła się okazja uwiecznienia latorośli. Cieszyły się najmłodsze szkraby wśród rodzeństwa - kto by nie chciał mieć fotki z takim wielkim misiem, prawie grizzly, niedźwiedź szary… Za to z przybycia takiego mobilnego misia nie cieszyła się kawalerka! Dla nastolatka zdjęcie ze sztucznym, choć najsilniejszym i najgroźniejszym zwierzem Północy było po prostu obciachowe! Ot taka niedźwiedzia przysługa rodziców… I znowu spójrzmy na zdjęcie - kto jest na nim najbardziej zadowolony? Wychodzi na to, że miś i najmłodszy z rodzeństwa… Kalwalerka stoi jak na skazaniu, jakby usłyszała wyrok: pojedziesz na białe niedźwiedzie…





MISIA I MIŚ

Lata siedemdziesiąte. Sielska, letnia scena. Bosy blondasek i elegancka dziewczyneczka w sukieneczce i trzewiczkach ze swoimi misiami wygrzewają się w lipcowym słoneczku na schodach. Kolejna scenka potwierdzająca, że na Kociewiu pluszowym misiowym powodziło się bardzo dobrze. Wzrok dziewczynki z miłością utkwiony w swojej misi, radosny misiek chłopca po chłopsku trzymany na kolanie. Ona kołysząc do snu swoją wielką pluszową zabawkę z dobrotliwym uśmiechem śpiewa jej piosnkę: "Stary niedźwiedź mocno śpi/ my się go boimy,/ na palcach chodzimy,/ jak się zbudzi to nas zje!". Misia i miś są najwidoczniej rozbawieni. Blondasek jednak patrzy na towarzyszkę zabawy lekko przerażonym wzrokiem. Dla małego Kociewiaka ta piosneczka ma wydźwięk edukacyjny… Poza tym, to jasne, starszych trzeba słuchać. Oni mają rację.

MISIEK
Tutaj już połowa lat osiemdziesiątych. Zbliża się XXI wiek. Obok małego Kociewiaka jego wierny druh - pluszowy miś w fartuszku w groszki oraz futurystyczny rajdowiec będący zapowiedzią epoki zaawansowanej technicznie… Na twarzy małego Kociewiaka widoczny jest frasunek. Jakaż przyszłość go czeka? Może znajdzie swoją ukochaną Misię?... Może ona będzie go nazywać Misiem?... On kupi jej gdzieś w kociewskim sklepie misia?... I będą żyli długo i szczęśliwie na Kociewiu… A kiedyś w przyszłości zrobią zdjęcie kupionemu miśkowi z malutkim, nowiutkim obywatelem Kociewia. I tak pluszowe miśki będą stały na straży snu i bezpieczeństwa kolejnych pokoleń mieszkańców naszego regionu...
Barbara Dembek-Bochniak




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz