poniedziałek, 6 sierpnia 2012

TERESA WÓDKOWSKA. Rodzina Pawłowskich ze Skórcza

Wiele można osiągnąć, wszystko przezwyciężyć, jeśli zawód jest pasją, a nie tylko sposobem zarabiania na życie - powtarzał Augustyn Pawłowski

Tutaj są moje korzenie

Pawłowscy, jak pamiętają potomkowie rodu, od dawien dawna ściśle związani byli ze Skórczem lub jego najbliższą okolicą.

Jan Pawłowski w okresie międzywojennym sprzedał wszystkie swoje posiadłości w Skórczu, bo chciał wyjechać na Litwę. Niestety, w ciągu jednej nocy prawie wszystko stracił w wyniku reformy monetarnej Władysława Grabskiego w 1924 roku...













Za zdewaluowane pieniądze mógł tylko kupić skromne gospodarstwo na wybudowaniu wolentalskim, gdzie mieszkał wraz z żoną Marianną. Już w latach 20. Jan na terenie swojego gospodarstwa założył cegielnię. W międzyczasie kupił działkę w Skórczu - Boraszewie, wybudował i wyposażał kaflarnię.



Jan Pawłowski



Marianna Pawłowska



1936 rok - ślubne zdjęcie Kazimiery Chyły z Augustynem Pawłowskim.


Jan i Marianna Pawłowscy mieli sześciu synów i dwie córki. Najstarszy syn, Stanisław, zginął w Wojnie Bolszewickiej, najmłodszy, Bolesław, poniósł śmierć w działalności partyzanckiej. Za ową działalność syna ojciec Jan był więziony w Stuthoffie, gdzie został stracony.

Jeden z czterech żyjących synów, Antoni, osiadł na ojcowiźnie, na gospodarstwie w Wolentalu. Pozostali - Augustyn, Józef i Kazimierz - zamieszkali w Skórczu, natomiast córki migrowały do Wejherowa.
Augustyn przejawiał największe zainteresowanie rodzinnym zawodem. Ojciec Jan widział w nim swego następcę. Chłopak uczył się w Poznaniu rzemiosła ceramicznego. Razem trudnili się garncarstwem, kaflarstwem, wyrabiali cegłę szamotową i doniczki, które sprzedawali ogrodnikom w Starogardzie i Grudziądzu.



1935 rok - Augustyn Pawłowski na spacerze w Poznaniu.


Augustyn w roku 1936 ożenił się z Kazimierą Chyłą. Mieli troje dzieci - dwóch synów i córkę. Synowie, kiedy podrośli, pobierali nauki w mieście i tam pozostali. Przy rodzicach pozostała córka Barbara. Dość wcześnie poznała tajniki kaflarstwa i od siedemnastego roku życia pomagała ojcu.
- Po wojnie ojciec wprowadził nowe technologie, np. piece do wypalania kafli trocinami, na co otrzymał patent. Zatrudniał 18 ludzi. Wyprodukowany towar wywoził w Polskę, a także zaopatrywał okoliczną ludność. Do Skórcza sprowadzał stłuczkę szklaną i glinkę aż ze Śląska. Transporty duże i częste przychodziły pociągiem. Ojciec chciał budować bocznicę kolejową - wspomina Barbara Pawłowska - Scholte.



Kazimiera i Augustyn Pawłowscy przy swoim fiacie.


Jak pamiętają starsi mieszkańcy Skórcza, Pawłowskim zawsze wiodło się dobrze.
- Ojciec był jednym z pierwszych po Litwińskim, właścicielu tartaku, posiadaczem samochodu. Był to fiat - wyjaśnia pani Barbara.

W roku 1951 firmę Pawłowskich przejął Zarząd Państwowy. Augustyna "zrobiono" kierownikiem technicznym. Tę samą funkcje pełnił w Pelplinie i Tczewie. Krążył między tymi trzema miastami.
W 1956 roku panująca atmosfera w upaństwowionych zakładach stawała się nie do zniesienia, nie pozwoliła Augustynowi pozostać w firmie. Zrezygnował z pełnionej funkcji, a tak naprawdę zmuszono go do tego. Został dwukrotnie wywłaszczony - raz podczas okupacji, kiedy byli zmuszenie zostawić swoje i zamieszkać z rodziną w Głuchem (budynek, gdzie dzisiaj mieszkają pp. Eggert), drugi raz w 1951 roku.
- Ojciec nam, dzieciom, wielokrotnie mówił, jak bardzo było to bolesne. Mniej bolało, kiedy robili to Niemcy, wielokrotnie bardziej, kiedy robili to swoi - mówi pani Basia.

Po utracie pracy w państwowym zakładzie musiał Augustyn podjąć nowe wyzwanie, miał przecież na utrzymaniu rodzinę. Wynajął szopę (za MDK) i tam rozpoczął produkcję kafli. Robił to już korzystając z pieców elektrycznych. Tutaj bardzo mocno zaangażowała się córka Barbara.
- Pracowaliśmy tylko we dwoje. Praca była ciężka. Wodę woziliśmy z rynku w beczce na kółkach, ale nie poddaliśmy się. Ojciec na swoim był wreszcie w zgodzie z samym sobą. Nie musiał już iść na kompromisy, które naruszały granice uczciwości wobec siebie - dodaj pani Basia.

Barbara pracowała ze swoim ojcem aż do urodzenia syna, Klaudiusza. Augustyn po przejściu na emeryturę nadal trudnił się rzemiosłem. Wykonywał ceramiczne popielniczki. Nie mógł się rozstać ze swoim fachem. Powtarzał, że wiele można osiągnąć, wszystko przezwyciężyć, jeśli zawód jest pasją, a nie tylko sposobem zarabiania na życie.
A Barbara? Mimo iż los rzucił ją aż do Holandii, to po kilkunastu latach wróciła do rodzinnego Skórcza, bo - jak twierdzi - tu są jej korzenie.
Teresa Wódkowska - Tygodnik Kociewski, 2001 r.


Rodzina Augustyna Pawłowskiego - 1942 rok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz