czwartek, 27 listopada 2014

ANTONI CHYŁA. Polowanie na Wdeckim

Czy można pisać o polowaniu? Wydawałoby się, że to jest temat oklepany. W oczach większości obywateli my, myśliwi, jesteśmy postrzegani jako mężczyźni biegający po lesie z bronią i strzelający do wszystkiego, co się rusza. Inni uważają nas za snobów, a jeszcze inni za małe dzieci, które lubią mieć jakąś zabawkę. Taki jest obraz polskiego myśliwego, jaki kształtują masowe środki przekazu niezależnie od formy, oraz my sami, jako myśliwi w społeczności, gdzie zamieszkujemy.


Dziś z kolegą Rysiem wybieramy się na polowanie zbiorowe, które będzie na Wdeckim. Jadąc samochodem wspominamy nasze młode lata, gdyż w sumie każdy z nas od młodych lat miał kontakt z lasem. Po drodze Ryś proponuje, aby zabrać ze Wdy Stefana, który razem z Grzesiem dziś prowadzą polowanie. Dojeżdżając do Wdy stwierdzamy, że wieś ta wyładniała - chodniki, kolorowa elewacja budynków. Cóż, Stefan dziękuje nam za szczere chęci zabrania go, ale czeka na Grzesia, z którym się umawiał.





Jedziemy do leśniczówki Wdecki Młyn, gdzie jest zbiórka. Tam okazuje się, że jesteśmy pierwszymi myśliwymi. Pozdrawiamy leśniczego Jerzego Mokwę, który z małżonką udaje się samochodem do kościoła. Za chwilę dociera Piotr, który się wita z nami, i pozostali koledzy - Genio z Krzysiem. Są również stażyści: Oskar, Przemysław i Paweł ze swym kolegą Kamilem. Należy wspomnieć o psach, które będą dziś nam towarzyszyły w łowach. Grześ prosi Krzysztofa o sporządzenie listy myśliwych i naganiaczy. Przybywają rodziny myśliwych - Zygmunt, Waldek i Sławek wraz z siostrzeńcem Krzysiem; Marek z Dawidem, który jest z dziewczyną. Z kujawsko-pomorskiego Marek, Piotr i Zdzisław.


Stajemy na zbiórce, gdzie prowadzący Grześ dokonuje odprawy myśliwych, prezentacji psów. Podaje rewiry, które będą opolowywane. Jeszcze zaliczamy losowanie stanowisk. Pierwsze pędzenie to "Suchy Jelonek". Tu Grześ prosi, abym poprowadził nagonkę, bo mogą się zagubić. Wsiadamy do Rysia landrowera, którym podwozi nas na początek pędzenia. Po lewej stronie drogi w kierunku Szlagi będzie szedł Kamil, a po prawej stronie drogi Paweł, następnie Oskar, a ja będę szedł za jeziorem Jelonek.


Informuję Pawła i Oskara, że "Suchy Jelonek" muszą obejść, gdyż w tej chwili jest tam bagno, bo są tam bobry. Otrzymuję telefon od Grzesia, że możemy ruszać, co niezwłocznie czynimy. Rozpinamy się, gdyż mam do sforsowania dłuższą odległość. Podczas marszu napotykamy ślady jeleni. Czy będą w miocie - to się okaże. Przechodzę obok pomostów na jeziorze i nie widzę na razie żadnych wędkarzy. Dochodząc do parkingu dostrzegam samochód z przyczepką - jednak są koledzy na rybach. Większość poluje na szczupaka.

Spoglądam na zegarek. Za 2 minuty 9. Nagle echo niesie huk wystrzału. Zaraz robi się raźniej. Po chwili padają następne. Doliczyłem się w sumie czterech strzałów. My mogliśmy pokonać gdzieś około 1/4 obszaru lasu, co wskazywało, że to jelenie ruszyły i lisy. Co ciekawe - wędkarze odzywali się do naganiaczy: "Wyrównać masz jelenie". Może ktoś z nich miał kontakt z myślistwem?


Idąc lasem stwierdzam, że bardzo urósł i wiele się zmieniło. To nie to samo co trzydzieści przeszło lat temu. Odczuwam zmęczenie. Nareszcie spotykam pierwszego myśliwego. To Krzysztof, ten starszy. Pytam, czy coś widział. Rozkłada ręce - nic. Dochodzę na linię myśliwych. Jestem ostatnim z naganiaczy. W tym miocie szczęście dopisało Sławkowi. Ma na rozkładzie lisa i cielaka jelenia. Również strzelał brat Waldek do jeleni i Genio do lisa, ale bez skutku. Ciekawostką jest, że każdy słyszał większą ilość strzałów. Ja to kwituję, że nie ma co się sprzeczać, gdyż PKW również miała trudności w podliczaniu głosów. Grześ jako prowadzący wręcza Sławkowi złom, przedtem wkładając ostatni kęs cielakowi.




Drugie pędzenie od "IV" na Wdecki, obstawiona droga na "Antkowe" do rzeki i droga na Szlagę. Tutaj naganiacze idą sami i otrzymuję nawet telefon od Krzysia - co się z nimi stało, bo umilkli. Ja w tym czasie z Rysiem obstawiamy tył miotu. Siedząc na krzesełku rozmyślam, jak mieli trudno partyzanci działający w okolicach Kasparusa. Mieli przeciwko sobie Jagdkommando z Kasparusa, policję z Osieka i Lubichowa.



Przerywam rozmyślania i udaję do Rysia. Podjeżdżamy na miejsce zbiórki. Z relacji Oskara wynika, że w miocie były dziki i jelenie. Trzeci miot będzie brany na Żurawki, z tym że obiecuję iść z naganiaczami Grzesiowi. Ryś postanawia sprawdzić Oskara i jedziemy na "Antkowe". Tak, są ślady jeleni. Cofnęły się. Dojeżdżamy na początek miotu i tu rozstawiam naganiaczy ja z Oskarem. Będę na prawym skrzydle. Proszę Oskara, aby nie przekraczał rowu i ma mieć go po prawej stronie. Po upływie około 8 minut od wyruszenia pada strzał sztucerowy. Czy celny - okaże się po zakończeniu pędzenia. W tym miocie Paweł z Karolem zmieniają marszrutę i wychodzą na prawym skrzydle. Trzeba ich szukać. My z Rysiem stwierdzamy, że brak jest wojska. Każdy, kto służył w armii, czegoś się nauczył. Gdy ich wieziemy, to Rysiu mówi do nich, że otrzymają w pierwszym rzędzie wezwanie na ćwiczenia Narodowych Sił Rezerwy. Oni to kwitują śmiechem. To jest młodość.




Czwarte pędzenie będziemy brać "transformator". Rozstawiamy naganiaczy podając im, że nie mają przekraczać po prawej stronie drogi i po lewej bagna. Dzwonię do Grzesia, czy mogą ruszać. Grześ odpowiada, że już telefonował, ale ja nie miałem odbioru. W tym czasie mija nas starszy pan z plecakiem - być może fotograf lub poszukiwacz skarbów. Siadam na krzesełku po prawej stronie patrząc w kierunku transformatora. Rysia mam po lewej stronie. Słyszę dyskusję naganiaczy, o czym mówią - nie słyszę. Patrzę w kierunku łąki. To była łąka kilka lat temu. Gdy przyszły bobry, powstało bagno. Przy tym zlikwidowały piękne dęby, a szkoda, rosłyby i byłby pożytek dla zwierzyny. Sójki by rozsiewałyby po lesie. Ale co widzę? W odległości 60 metrów piękny lis! Chyba wyczuł, że mam nowe okulary. Zawrócił. Piękny widok. Po chwili pada strzał. Jest godzina 12:01. Po nim w odstępach dalsze pięć, w sumie 6 strzałów. Schodząc ze stanowiska Rysiu stwierdza, że były jelenie. Tak, faktycznie Krzysiu - ten młodszy - ma na rozkładzie łanie. Dawid również ma łanię jelenia. Strzelali również do łań Maciej i Piotr, lecz bez skutku. Również i tu Grześ wręcza złom i ostatni kęs.




Ostatnie pędzenie to Cisiny, lecz tu pokojowo. Widziano tylko sarny. Ja widziałem tego samego starszego pana w miocie. Rysiu również go widział. Byliśmy zaskoczeni jego drugim spotkaniem. Polowanie dobiega końca. Jeszcze pokot i ognisko przy jeziorze Kochanka, tak zwyczajowo. Podsumowanie polowania przez prowadzącego, ogłoszenie króla polowania, którym został kolega Sławek, wicekrólów - Krzyś młodszy i Dawid. Po tej części nastąpiła biesiada przy ognisku z pieczeniem kiełbasek. Wspominaliśmy tych myśliwych, którzy w tym miejscu również przed laty bywali, a już odeszli.

PS. Tak w sumie to św. Hubert darzył na tych "Falklandach" i było zaskoczenie to dla niektórych myśliwych. Wykonałem kilka zdjęć. Niech będzie pamiątka dla myśliwych. Złom to złamana gałązka świerku na tym polowaniu umoczona w farbie zwierza i podana myśliwemu na kapeluszu lewą ręką. Ostatni kęs to część złamanej gałązki świerkowej ze złomu włożonej w pysk zwierzęcia.

Skórcz dnia 24.11.2014 rok Antoni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz