piątek, 25 listopada 2005

Piesienicą płynie woda

Duża budowa. Łapiemy aparatem pejzaż, jakbyśmy kręcili film w konwencji socrealu.
A więc... Kontenery biurowe. W dole dwa reaktory. Po prawej w dole kopara zgarniająca szlam. Po lewej w dole gromada ludzi układająca polbruk. Daleko w głębi też coś robią. Praca wre. Nad tą całą robotą jakby tło - wysokie i strome zbocza pradoliny rzeczki Piesienicy. Jest słonecznie, jesiennie, barwnie. - Ciekawy jest widok dużych budów - dzieli się wrażeniami Marek.

Daleko w lesie

- Jesteśmy daleko w lesie - mówi kierownik budowy Artur Galla.
Rozglądamy się dookoła - trochę przesada z tym lasem. Ba, jak tak się obrócić, to z tyłu widać smukłą sylwetkę zblewskiego kościoła.
Ale to była metafora odnośnie czasu. Piętnastego listopada ma być odbiór budowy, a tyle jeszcze do zrobienia. Inna sprawa, że oczyszczalnia już od ładnych paru dni działa.
Wchodzimy do kontenera. Na stolikach plany. Ciepło daje elektryczny piecyk. Przychodzi Marek Nylec - "rozruchowiec". On lepiej opowie co i jak. Kierownik Galla zauważa tylko, że firma akurat w tym okresie oddaje do użytku osiem oczyszczalni.
Są dobrzy, to mają front robót w całej Polsce. Co robili u nas? Oczyszczalnię w Starogardzie, ostatnio w Osieku (o tej piszemy na osobnej stronie - przyp. red.).


800 m3 na dobę
Marek Nylec, kierownik rozruchu, żywo opowiada o sprawach, które doskonale znamy. O kanalizacji z Pinczyna do Karolewa, Semlina, Kleszczewa i Jezierc (ponad 20 km kolektora) i o tym miejscu, gdzie oczyszczalnię postawiono na początku lat 90., ale zupełnie innego typu.
- Odbiornikiem ścieków oczyszczonych jest rzeczka Piesienica. Typ oczyszczalni - mechaniczno-biologiczna. Będzie przerabiać 800 metrów sześciennych na dobę - mówi Nylec.
Dla porównania - w Osieku 350 m3, w Skórczu, oddana 1 sierpnia 2002 r. - również 800 m3, w Lubichowie - 260 m3 (oddana w 1998 r.).
- W Zblewie 800 m3, w tym 50 m3 ścieków dowożonych. Proces oczyszczania oparty na osadzie czynnym. Mówiąc prościej - nieczystości zatrzymują się na sitach - kratach i piaskownicach, wrzuca się do nich odpowiednie bakterie, które robią swoje, to znaczy czyszczą.

Robota jest robotą
Nylec nie widzi w swojej pracy nic romantycznego (a tak byłoby to pokazane w filmie socrealistycznym). Ot, przyjeżdżają na cały tydzień z Piły i innych miejscowości, pracują, wyjeżdżają do domów na weekendy. Po prostu robota. Robota jest robotą - śpiewał Okudżawa - i tyle.
"Rozruchowiec" nie zdążył się nawet dokładnie zapoznać gdzie jest - czy na Kaszubach, czy na Kociewiu, czy gdzieś tam indziej, tak to szybko idzie. Bo dzisiaj buduje się piorunem. Nowe technologie, trwałe plastiki zamiast betonów, świetne maszyny. Nie poznał też tutejszych miejscowości.
- Wie pan, stawiamy oczyszczalnie w całej Polsce. Podróżujemy po kraju.


W nagrodę referencje
Miejsce, które po uruchomieniu oczyszczalni wydaje się nam nagle bardzo malownicze, też nie robi na nim wrażenia.
- Stawiamy na górkach, na piachach, na skarpach, różnie - mówi. - Oczywiście przeważnie w miejscach najniższych, gdzie jest woda stojąca, i przy odpływach.
Na refleksję, że coś się zrobiło dla regionu, dla konkretnej ludności nie ma nawet czasu. Od ludzi też nikt nie oczekuje wdzięczności - po prostu robią swoje, normalka. Firma to tak, coś z tego ma. Dyplomy itp. A przede wszystkim referencje od inwestorów za jakość wykonanej roboty. To się liczy najbardziej. Z tym można iść dalej - zdobywac zlecenia.


90 procent pod ziemią
Ich działa też nie robią wrażenia. Tez nic dziwnego. 90 procent inwestycji znajduje się pod ziemią.
- Niektórzy dowiadują się, że im wybudowali oczyszczalnię z gazet. Tak, tak, są takie przypadki - śmieje się Nalec, choć to nie żart. - Bywa też, że mają pretensje. "A broń boże - mówią. - Żeby mi śmierdziało?!". Przez ileś tam lat mieli szambo, a tu na siłę chcą im wbudować oczyszczalnię. Albo mu koparka hałasuje przed domem. Na szczęście to pojedyncze głosy. Przeważnie mówią: "Kiedy mnie wreszcie podłączycie, bo szamba są uciążliwe?". Co jeszcze... Dla zdecydowanej większości nie jest ważne, gdzie płyną nieczystości - czy do rzeki, jeziora, morza. Byle jak najdalej z jego podwórka. Ekologiczny światopogląd to w dużej mierze fikcja.


Oczyszczalnia nie fabryka
Budowa oczyszczalni nie jest też wdzięcznym temat dla mediów, chociaż kosztuje grube miliony. Po prostu oczyszczalnie to nie fabryki, w których produkuje się jakieś dobra i gdzie osiąga się konkretny zysk. Tu te zyski są abstrakcyjne.
- To kolejna oczyszczalnia, która powstaje w łańcuchu innych - mówi Nylec. - A po pewnym czasie rzekami popłynie czysta rzeka. Kiedyś ktoś nad nią przystanie i powie: "O Jezu, są ryby i raki, jak to kiedyś było". I w ten sposób zmienia się oblicze Polski, o czym mało się mówi. Bardzo pomogły w tym procesie zmian fundusze unijne. Te dotacje to lokomotywa. Każda gmina korzysta, jeżeli ma dostać na taką inwestycję połowę, a nawet i więcej pieniędzy. Gdyby tych pieniędzy zabrakło, to żadnej gminy nie byłoby stać na budowę. Taka jest prawda. Podejrzewam, że tych unijnych pieniędzy jest więcej, niż jesteśmy w stanie przerobić. Należy z tego korzystać.

To nie Finlandia
Znowu wracamy do kwestii technologicznych. Stara oczyszczalnia, wybudowana na początku lat... 90., według kierownika - przestarzała (w tej dziedzinie wszystko się bardzo szybko zmienia) i oparta na skandynawskim modelu - nie mogła się sprawdzić. Bo nasze ścieki nie są ściekami fińskimi, a nasz klimat nie jest ich klimatem. Poza tym zaniedbania - w wielkim zbiorniku starej oczyszczalni było już o wiele za duże stężenie nieczystości. W nowej oczyszczalni - składającej się z dwóch zbiorników o głębokości 4 metrów - nic nie będzie śmierdziało, nic nie będzie się gromadziło. Śmierdzieć to jeszcze przez jakiś czas mogą osady po tej starej.

Wynik ekologiczny osiągnięty
Pierwsze ścieki poszły do reaktorów ze zbudowanej kanalizacji i z tego co dowoziły szambowozy 13 września. Wynik ekologiczny został osiągnięty 12 października. Pod tym określeniem kryje się redukcja zanieczyszczeń do ponad 95 procent. Resztę oczyści sama rzeczka.
Idziemy do reaktorów, przez które na dzień dzisiejszy przepływa około 400 m3 ścieków. Niedługo, w miarę postępujących prac przy przyłączach do poszczególnych posesji, dojdzie jeszcze około 200 m3. Przy reaktorach ma pracować czterech ludzi.
Przy okazji dyskutujemy o przykanalikach, czyli przyłączach. Kto ma za nie płacić? Jak to jest z tym w Polsce?
- Wszędzie gdzie byłem, przykanaliki doprowadza się do granicy działki, a ludzie pokrywają koszty. Albo robią sobie we własnym zakresie. Firma, wykonująca kolektor, robi to, jeżeli ktoś wyrazi zgodę. Z ceną jest różnie. Na przykład w jednej z miejscowości pod Warszawą wynosiła 100 złotych za metr bieżący. Jeden płacił tak 5 tysięcy złotych, jak 50 miał metrów, drugi 500 złotych, jak miał 5 metrów. Proste.

Płynie woda
Schodzimy jeszcze niżej, szukamy miejsca, gdzie już oczyszczone ścieki wpadają do Piesienicy. Tym razem prowadzi nas kierownik robót technologicznych Wiesław Szyliniec. Dochodzimy. W przeźroczystej wodzie widać długie warkocze wodnych roślin. I pomyśleć, że jeszcze niedawno płynęła tędy ze starej oczyszczalni brudna, cuchnąca ciecz. Dla pana Wiesława w przeciwieństwie do Nylca to nie jest zwyczajna robota. Jest wyraźnie wzruszony.
- To już moja sześćdziesiąta trzecia oczyszczalnia - mówi. - Nieraz wspominam tamte poprzednie. Czasami przychodzą kartki z podziękowaniami. Zdarza się, że zaglądam do miejsc, gdzie żeśmy postawili oczyszczalnie. Niektóre są nie do poznania. Ludzie dbają o nie - zakładają i przycinają trawniki, a nawet sadzą kwiaty.
Pochylamy się nad wodą. Ciekawe, kiedy pojawi się pierwsza ryba. A może przyjdzie i rak?
Tekst i foto Tadeusz Majewski, Marek Grania
1. Widok na dwa reaktory sprzed trzech tygodni.

2. Pracownicy zblewskiej firmy układają na dole polbruk.

3. Kierownik Marek Nylec opowiada, jak działa reaktor.

4. Kierownik Wiesław Szyliniec zaprowadził nas do ujścia oczyszczonych ścieków do Piesienicy. W wodzie widać warkocze roślin.

5. Cóż w tym za romantyzm? Robota jak robota. Czasami po robocie chwila przyjemności przy patroszeniu ryb. Być może niedługo będą takie w Piesienicy.

Na podstawie tygodnika Kociewiak piątkowe wydanie Dziennika Bałtyckiego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz