środa, 2 listopada 2005

Spacerkiem po mieście (I)

15.10. Sobota. Od rana miasteczko żyje targowiskiem. Do mszy z okazji 40-lecia pożycia małżeńskiego Marii i Jerzego Śliwińskich jeszcze ładnych parę godzin. Obchodzimy więc miasteczko i korzystając z pięknej pogody robimy zdjęcia. Ponad sto sześdziesiąt. Wystarczy. Kiedy tak się godzinami wybiera motywy, jawi się Skórcz zupełnie inny niż ten z reporterskich, szybkich fotek










Jaki? Bardzo różnorodny i ciekawy. Ogromna inwestycja Iglotexu, budowa stacji benzynowej, odnowione obie szkoły. Wszędzie mnóstwo ozdobnych krzewów - od złocistych cisów po zapomniane, wyparte w PRL-u przez topole rozmaite drzewa liściaste, między innymi akacje.









Krzewy i kwiaty na skwerkach, przed domami, przy uliczkach, nawet w kamerlanych, wąskich przejściach, jakich jest tu sporo. Krzewów i kwiatów nie do zliczenia. Miał to w swoim programie wyborczym w wyborach na burmistrza Bogdan Romanowski. Hasło - można wiele zrobić własnymi siłami. Jak widać, można.

Koński całus

Żywotniki i cisy sadzą właśnie za Miejskim Domem Kultury, obok stworzonej tu enklawy - tak zwanej Zielonej Świetlicy z drewnianymi siedziskami i grillem. To tu za kilka dni ma się odbyć Burmistrzowe podsumowanie lata. Świetne kompozycje przed szkołą podstawową i gimanzjum.








Jak to wszystko urośnie o metr, dwa, Skórcz stanie się jednym wielkim parkiem. Ławeczki już są. Nawet śmietniki zasłonięto tu drewnianymi płotami. Nie gorzej wyglądają posesje prywatne. Zachodzimy w podwórko - śliczna weranda, pozamiatany dziedziniec z polbruku, drzwi chlewików otwarte na oścież, a w środku wszystko poukładane jak w wojskowym magazynie. W drzwiach werandy stają dwie panie i pytają, co o chodzi.






- O porządek?
- A jak ma być?
I tu, ubrane od dołu w pas ochronny, rośnie jakieś liściaste drzewo. W części zwanej potocznie skórzecką Wenecją jesiennym chłodem lśnią stawy, urządzone w miejscu pól uprawnych. Nie ma lamp wzdłuż Szorcy, ale może i słusznie - najpierw trzeba skanalizowac miasto, a potem dopiero robić pasaż spacerowy. Na jednej z posesji ktoś urządził boisko do piłki plażowej. Dwa koniki jak psy idą za nami wzdłuż płota. Robimy zdjęcia jednemu z nich - łeb coraz bliżej, bliżej i nagle... koński całus. Na szczęście w obiektyw.


Dialogi polityczne

Pora obiadowa. Na ławeczkach przed fontanną można zjeść kanapkę i porozmawiać ze znajomymi.
- I kto wygra? - pyta jeden z nich.
- Jak to kto. Kaczyński?
Osoba krzyczy zgorszona i odchodzi. A co by dopiero było, gdybyśmy powiedzieli, że będziemy na niego głosować. Dosiada się pan z aparatem cyfrowym. Też robi zdjęcia.
- A zaproszenie na Pożegnanie lata masz? - pyta.
- Uhummnn - wydaję bliżej nieokreślone brzmienie. Lepiej w tym miasteczku nie mówić tak albo nie. A "Uhumnn" to i tak, i nie.
- Burmistrz będzie rozdawał kiełbasę wyborczą - mówi człowiek.
Pożegnanie lata to coroczne spotkanie urządzane przez burmistrza Tadeusza Zielińskiego w celu podsumowania roku.

Następny znajomy.
- No niechby on (burmistrz) wytłumaczył mieszkańcom, że przez trzy lata musiał z budżetu spłacać kredyt wzięty na oczyszczalnię i nie miał pieniędzy w budżecie - mówi. - A pomimo tego bardzo dużo się robi - chodniki, drzewka, ławeczki, elewacje itp.

Spoglądamy z ukosa - podpucha? - Przecież tłumaczy.
- Tak, ale powinien elementarnie.
- Panie, bo tu wszystko jest polityką i wszyscy się boją - po chwili mówi następna osoba. Również te drzewka i ławeczki, konik pana burmistrza, sa polityką.
- No to co? Nie ma tego robić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz