wtorek, 30 października 2007

Bukowiec - pisemko o szkole i wsi

Jedziemy do szkoły w Wielkim Bukowcu (gm. Skórcz), a tu w radyjku mówią, że nauczyciele żądają o połowę większych pensji

W naszych szkołach ciągle pracują Siłaczki (tytuł prasowy)

Żeby było jasne,
żądają ogólnie, w Polsce, nie w Wielkim Bukowcu.
- To było oczywiste - mówię do Beaty wyjeżdżając ze Starogardu. - Lekarze, pielęgniarki, teraz pora na nauczycieli, potem urzędnicy. Strajkują branżowo. To nie fair, że poszczególne grupy zawodowe walczą o swoje. Jeżeli prawdą jest, że wydajność pracy Polaków jest 2 razy niższa niż na Zachodzie, a płace 4 razy niższe, to teoretycznie powinniśmy zarabiać 2 razy więcej, ale do tego nie powinno się dochodzić branżami!
- Znam nauczycielkę, która zarabia 5 tysięcy złotych - zaskakuje Beata.
- To jest niemożliwe. Netto czy brutto?
- Netto.
- To jest nieprawdopodobnie nieprawdopodobne.



Dyplomowana Mariola Ciesielska i kontraktowa Mariola Reszka pokazują numer gazetki szkolnej. Fot. Tadeusz Majewski



Budynek szkolny
w Wielkim Bukowcu jest historycznie dwuczęściowy. Część od południa to była 1000-latka. Stoi pusta i - powie nam o tym później wójt - już została sprzedana. Ktoś być może uruchomi tu jakąś produkcję. Część nowsza, wybudowana po 1990 r., jest, wliczając poddasze, czterokondygnacyjna. Mieści się w niej Publiczna Szkoła Podstawowa. Do czasu wybudowania wielkiej szkoły w Pączewie miało tu też miejsce gimnazjum. Na korytarzu wisi m.in. dokładna mapa gminy, gablota z Naszym Papieżem ("Za co kochamy Ojca Świętego?") i z różańcami (pokłosie konkursu na najpiękniejszy) - tymi specyficznymi koralami wiary.
W szkole uczy się 107 uczniów. Niewielu, uwzględniwszy, że obwód szkolny obejmuje Wielki Bukowiec, Czarnylas, Kranek, Drewniaczki i Zajączek. 107 to blisko liczby 100, która może być dla szkoły granicą ekonomicznego sensu. Naucza tu 12 nauczycieli plus pani dyrektor (ma numer 1 albo 13 jak kto woli).

Polonistka Mariola Ciesielska
rozmawia z nami w pokoju dyrektorskim. Interesuje nas jej praca. Jak dalece różni się od tej w PRL-u, kiedy nauczyciel często się poświęcał, realizując reality show pt. "Siłaczka".
- Uczy pani tylko języka polskiego?
- Oprócz języka polskiego i historii. Poza tym prowadzę koło teatralne, kółko dziennikarskie, mam zajęcia wyrównawcze oraz zajęcia przygotowujące do sprawdzianu na zakończenie klasy VI.
Kółko dziennikarskie. To nas interesuje. Czy na tym kółku powstają teksty?
- Oczywiście. Powstaje też gazetka szkolna, w której są materiały o życiu szkoły, ale i również wsi. To miesięcznik, czasami dwumiesięcznik.
Wchodzi Magdalena Reszka - pani od informatyki (w szkole lekcje informatyki są już od klasy I).
- Praca na kółku wygląda tak - ciągnie pani Mariola. - Najpierw pani mówi dzieciom: "Przeprowadzisz wywiad na temat taki i taki". Dzieci piszą artykuły. Pani poprawia. Potem dzieci w domu przepisują te teksty na komputerze i przynoszą poprawione na dyskietkach.
- A ja je układam w kolumny, wklejam zdjęcia i obrazki, fachowo klipardy - pani Magda. - Również zamieszczam te gazetki w formacie PDF na internetowej stronie szkoły www.szkolawb.private.pl.
Oglądamy gazetkę. Z życia szkoły, z życia wsi, wskazówki dla rodzica, ciekawostki, "łamigłowy" (krzyżówka), humoreski i informacje dla uczniów.
Dywagujemy, czy taka rozwinięta gazetka mogłaby pełnić rolę kroniki wsi. Panie patrzą na to sceptycznie. Szkoła dział na różnych frontach. Reprezentuje często gminę na zewnątrz (pani Mariola prowadzi np. muzyczno-teatralny zespół kociewski), organizuje imprezy dla wsi, np. Biesiady na Kociewiu, festyny rodzinne itp. (świetnie organizowała np. Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, na której byliśmy kilka razy).
- Przede wszystkim jednak szkoła uczy na lekcjach, a każda lekcja dla nauczyciela to występ. W sumie to ciężka praca - pani Mariola.
- A zajęcia społeczne po południu?
Okazuje się, że panie robią społecznie... gazetkę... A po południu?
- Oni nawet kółko mają na 7. godzinie. Nie ma czasu na popołudniowe zajęcia, gdyż przyjeżdża gimbus i rozwozi dzieci (dojeżdża 66 dzieci). Takich zajęć mogłoby być dużo, ale pod warunkiem, że ktoś zagwarantowałby dowóz.

Informujemy panie
o radiowym newsie. O tym żądaniu podwyżek o 50 procent. Przy 18 godzinach pracy, dwóch miesiącach urlopu...
- Ale to jest praca wyczerpująca. Bo każda lekcja dla nauczyciela to występ. I jest to praca bardzo odpowiedzialna.
- Ale mimo wszystko... Poza tym nauczyciele nie mają tak źle...
Tu mówimy o tej, co zarabia 5 tysięcy złotych. Nie chcą w to wierzyć.
Po chwili już wiemy. Pani Magda jest nauczycielką kontraktową, czyli początkującą. Kontrakt będzie trwał 5 lat. Z pensją - 1 tys. złotych. Potem przez trzy lata jako nauczyciel mianowany dostanie trochę więcej. Po trzech latach zostanie nauczycielem dyplomowanym. Ile wtedy zarobi? Średnią krajową, niby 3000 złotych? Wolne żarty. Z np. 6 nadgodzinami około 1800 zł na rączkę.

Jedziemy dalej. Rozmyślam sobie, jak ta historia lubi się powtarzać. Ile to razy walczyliśmy, my nauczyciele, o tę średnią krajową i już, już do niej dochodziliśmy, a tu masz... A teraz mamy już nową średnią: powiedzmy, jeszcze niekoniecznie średnią zachodnioeuropejczyka, ale czemu nie średnią polakoirlandczyka?
Tadeusz Majewski, współpraca Beata Włoch

Za piątkowym wydaniem Dziennika Bałtyckiego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz