niedziela, 30 czerwca 2013

MICHAŁ KARGUL. O mitach tropiciela kociewskich mitów słów kilka

Korzystając z wolnej soboty postanowiłem odrobić zaległości w regionalnej prasówce i natknąłem się na dwa teksty Bogdana Kruszony poświęcone istnieniu Kociewia i gwary kociewskiej.
Choć autor "Listu otwartego do starogardzkich regionalistów" w swoich rozważaniach odwołuje się do wielu źródeł, to jednak po wnikliwej lekturze jego tekstów trudno nie oprzeć się wrażeniu, że koncentrując się na szukaniu historycznych wzmianek o Kociewiu, całkowicie zaniedbał zapoznanie się z naukowymi tekstami poświęconymi temu zagadnieniu. Zważywszy na kaliber jego zarzutów, choć nie jest mi dane być "starogardzkim regionalistą", jako człowiek zajmujący się regionalizmem kociewskim, poczułem się przez Bogdana Kruszonę wywołany do tablicy.

W swoim "Liście otwartym" starogardzki autor koncentruje się na faktach podważających w jego mniemaniu fakt istnienia gwary kociewskiej. A podważać ma ten fakt konstatacja, iż: "Jest jedynie język wiejski prostacki mówiony, lecz nie pisany". Szczerze mówiąc, przy pominięciu dość emocjonalnego przymiotnika "prostacki", mamy tu do czynienia z dość klasyczną definicją gwary. Jest to język mówiony, a nie pisany. Do czasów podjęcia zakrojonych na szerszą skalę badań gwar języka polskiego oraz rozkwitu tzw. "folkloru świetlicowego", teksty, w których napotykamy więcej niż pojedyncze słowa lub zdania zapisane w jakiejś regionalnej gwarze, są dość rzadkie. Prosta jest tego przyczyna. Do drugiej połowie XIX wieku umiejętność pisania była rzeczą dość elitarną i osoby ją posiadający starały się tworzyć w językach literackich (rzecz jasna z większym, lub mniejszym sukcesem). Zainteresowanie "prostacką mową ludu" to przecież dopiero osiągnięcie romantyzmu, które w intelektualnej mizerii Polski rozbiorowej do tak dalekiej prowincji jak ówczesne Prusy Zachodnie dotarło dopiero w ostatniej ćwierci wieku XIX. Stąd zarzuty, że nie znajdujemy, poza celowo gromadzonym materiałem badawczym, zbyt wielu pisanych świadectw używania jakiejś gwary świadczą niestety głównie o braku orientacji w tym temacie ich autora. Tak jak świadczy o niej argument o braku jednolitej pisowni wśród dwudziestowiecznych autorów piszących popularne od jakiegoś czasu "gwarowe gadki". Takiej standaryzacji nie mają przecież nawet mowy pretendujące do miana języków (jak mowa Ślązaków), zaś ponad stupięćdziesięcioletnia historia kształtowania się pisowni kaszubskiej pokazuje, jakże trudny jest to proces, który nie ma za wiele wspólnego z samym faktem istnienia, lub nie, danej gwary.

Niestety w ślad za brakami w wiedzy językoznawczej idą o wiele gorsze braki w dziedzinie historii Pomorza.

By nie pozostać gołosłownym, zajmijmy się tezą o wprowadzeniu nazwy "Kociewie" przez komunistów jako elementu ich propagandowej polityki. Po pierwsze odnotujmy wewnętrzną sprzeczność wywodów Bogdana Kruszony. W swoim "Liście otwartym" zarzuca, że dopiero w PRL-u na potrzeby komunistycznej propagandy wprowadzono nazwę Kociewie w dzisiejszym znaczeniu. Jednocześnie odnotowuje istnienie Zrzeszenia Kociewskiego (powstałego w styczniu 1957 roku), które jakoby "z braku powszechnego społecznego zainteresowania" zakończyło swoją działalność spektakularną klęską. Skąd zatem taka popularność tej nazwy, skoro jak rozumiem działalność propagandowa komunistów była tak nieudolna? Sprzeczność ta narasta, gdy w swoim kolejnym tekście "Co z tym Kociewiem" Bogdan Kruszona z przysłowiową miną pokerzysty wspomina informacje o Kociewiu zawarte w "Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego" z ostatniej ćwierci XIX wieku. Jakbyśmy nie oceniali zawartości merytorycznej informacji podanych przez księdza Fankidejskiego w tym dziele, to fakt pozostaje faktem, że w końcu XIX wieku naukowcy odnotowywali istnienie regionu Kociewie z wszelkimi jego immanentnymi cechami. Trudno zaś autorów "Słownika Geograficznego" oskarżać o rolę propagandystów komunistycznych.

Tak się akurat składa, że historia regionalizmu pomorskiego w okresie PRL-u od jakiegoś czasu dość mnie interesuje, czego świadectwem jest kilka tekstów poświęconych temu zagadnieniu, jakie opublikowałem choćby w ostatnich numerach "Tek Kociewskich". Polecam ich lekturę, bo pokazują one, że wbrew tezom autora "Listu otwartego", Kociewiem zajmuje się nieco szerszy krąg osób niż tylko tytułowi "regionaliści starogardzcy". Śmiem zresztą twierdzić, że w ostatnich latach to działacze i badacze spoza królewskiego grodu nad Wierzycą prym wiodą w badaniach Kociewia i stąd warto by pisząc pracę o Kociewiu zapoznać się z ich dorobkiem, bo na pewno pozwoli to na uniknięcie tak widocznych błędów.

Żeby nie pozostawić czytelników tego tekstu w niepewności, pozwolę sobie w telegraficznym skrócie sprostować tezy Bogdana Kruszony.

Po pierwsze więc, Kociewie, podobnie jak inne historyczne regionalizmy na Pomorzu nie cieszyły się zbytnią estymą władz komunistycznych. Ani tych regionalnych, ani tych centralnych. Spontanicznie powstałe organizacje, jak Zrzeszenie Kociewskie czy Zrzeszenie Kaszubskie, po okrzepnięciu ekipy Gomułki były systematycznie niszczone i zastępowane przez struktury Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich. Nawet pełne poparcie lokalnych struktur partyjnych, jak to miało miejsce w przypadku Zrzeszenia Kociewskiego, nie chroniło przed marginalizacją. Notabene przy tej okazji odnotujmy, że wbrew stwierdzeniom starogardzkiego autora, Józef Milewski już w latach sześćdziesiątych był mocno zaangażowany w kociewskie sprawy regionalne, czego dowodem może być jego działalność w Zrzeszeniu Kociewskim i powstałym na jego bazie oddziale starogardzkim Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Zaś nieużywanie sformułowania "Kociewie" w jego ówczesnych pracach są raczej dowodem przeczącym tezom o wsparciu komunistów dla idei Kociewia.

Otóż Szanowny Panie Bogdanie w okresie PRL-u istniało coś takiego jak cenzura. I dowodnie mamy wskazania różnorakich służb i organów administracyjno-partyjnych, które zalecały nieużywania takich określeń, jak Kociewie, Kaszuby czy Pomorze. W zamian dostaliśmy Ziemie (obowiązkowo z dużej litery!): Kościerską, Świecką, Starogardzką, Tczewską oraz Wybrzeże. Gdy władze zdławiły ostatecznie samorządny kociewski ruch regionalny w końcu lat sześćdziesiątych XX wieku, najpierw rozwiązały niepotrzebne już TRZZ (za wielu w nim było przedwojennych działaczy), a następnie przystąpiono do konstruowania powiatowej siatki towarzystw lokalnych, w pełni do nich zależnych. O tym, jak to przebiegało, pisałem przy okazji tekstu o próbie założenia Kociewskiego Towarzystwa Kultury ("Teki Kociewskie" z. VI). Zresztą nie musimy badać skądinąd ciekawych archiwów IPN-u, by ocenić jak regionalizm na Kociewiu wyszedł po komunistycznej obróbce. Z PRL-u wyszedł bowiem fundamentalnie podzielony na postpowiatowe organizacje, które z największym trudem (vide historia z powstaniem "Kociewskiego Magazynu Regionalnego" czy I Kongresu Kociewskiego) były w stanie przeprowadzić jakieś ogólnoregionalne działania.

Po drugie nowoczesny regionalizm na Kociewiu został zainaugurowany w okresie, gdy nikomu się nie śniło jeszcze o komunistycznych rządach. Historycy dość zgodnie wiążą go z powstaniem miesięcznika "Kociewie" wydawanego w Tczewie od 1938 roku. Grupa działaczy skupiona wokół Edmunda Raduńskiego opracowała dość ciekawy program różnorakich działań propagujących kulturę regionu z postulatem stworzenia muzeum regionalnego na czele. Polecam porównanie tegoż programu z późniejszymi celami Zrzeszenia Kociewskiego. Wtedy może będzie jaśniejsze, dlaczego działania tej organizacji, mimo wsparcia lokalnych działaczy PZPR, nie zyskały poparcia ówczesnych władz. Notabene jak mowa o propagandzie władz, to Kociewiacy byli uroczyście prezentowani jako przedstawiciele jednego z historycznych regionów Pomorza na Zlocie Młodzieży Szkół Powszechnych w Toruniu wczesnym latem 1938 roku. Warto o tym pamiętać, bo na potrzeby tegoż zlotu etnograf Instytutu Bałtyckiego Józef Gajek przeprowadził badania, na podstawie których zrekonstruował (czy też w dużej mierze stworzył) kociewski strój ludowy. Warto o tym pamiętać, bo z opracowanego przez niego wzorca stroju korzystamy przecież współcześnie.

Po trzecie natomiast analizując wzmianki na temat Kociewia badacze od czasów ks. Stanisława Kujota są dość zgodni, że jej popularyzacja przypada dopiero na wiek XIX. Wcześniej najpewniej obejmowała ona jedynie obszar nad Wierzycą pomiędzy Starogardem i Gniewem, przez wspomnianego ks. Kujota zawężany nawet do obszaru parafii Nowa Cerkiew. Jednak już w latach sześćdziesiątych XIX stulecia rozciąga się ona na znaczne obszary dzisiejszego Kociewia. W kolejnych kilkunastu latach Kociewiaków odnotowuje Florian Ceynowa, Gustaw Pobłocki, Józef Łegowski, a nawet przypomniany ostatnio przez Jana Ejankowskiego Kazimierz Lange. W świetle pochodzących w tych czasie wzmianek informacja zamieszczona w "Słowniku Geograficznym" wydaje się być dość precyzyjna. Warto przy tym jednak zaznaczyć, że występowanie jakiejś nazwy otoczone jest zazwyczaj szeregiem uwarunkowań. O implikacjach związanych z nazwą "Kociewie" szeroko pisała Zofia Stamirowska w czasopiśmie "Język Polski" w 1937 roku. Jej badania terenowe dobrze pokazały, że jeszcze wówczas, dla znacznej części mieszkańców regionu określenie "Kociewiacy" nie było jakimś powodem do dumy, a czasami wręcz traktowano je wstydliwe. Przekładając, wypisz wymaluj, jakbyśmy dziś badali określenie "wieśniak".

Przy czym było to bardzo powszechne zjawisko w stosunku do nazw poszczególnych grup regionalnych w naszym kraju. Podobnie dość dwuznacznie funkcjonowały przecież określenia Kaszubi, Gochy, Pałuki czy nawet Mazurzy. Dopiero ugruntowanie własnej samooceny ludności wiejskiej spowodowało, że takie regionalne nazwy zaczęto traktować z pewnym poczuciem dumy. Biorąc to pod uwagę znamiennym wydaje się, że jedne z pierwszych wzmianek dotyczących powszechnego funkcjonowania określenia "Kociewiacy" odnotowano przy okazji zakładania kołek rolniczych na ziemi gniewskiej (Kazimierz Lange).


Świetnie wiem, że niektórzy regionaliści mają pokusę szukania źródeł wyjątkowości swojej małej ojczyzny w głębokim średniowieczu. Parę razy miałem już okazję wchodzić w polemikę z takimi stwierdzeniami dotyczącymi historii Kociewia. Kociewie jako region ma bowiem dzieje sięgające jedynie początków XIX wieku. Przemiany społeczne, związane z uwłaszczeniem chłopów, rozwojem edukacji i wykrystalizowaniem się tożsamości narodowej sprzyjały przysłowiowym wychodzeniu poza opłotki własnej wsi. To właśnie w tym stuleciu kształtowały się podwaliny wszystkich dzisiejszych regionalizmów Polski. Nie widzę w tym żadnej ujmy dla Kociewia, że jego dzieje także tak się kształtowały. Podobnie żadną sensacją nie są fakty związane z tym, że po odzyskaniu niepodległości zintensyfikowano różnorakie działania regionalne, czego niejako ukoronowaniem był ministerialny Program Regionalizmu Polskiego ogłoszony pod koniec lat dwudziestych XX wieku. Komuniści po 1945 roku wykorzystać z tego chcieli jedynie pasujące im elementy, tak naprawdę dławiąc oddolne działania regionalne. Na Pomorzu mieliśmy wyjątkowe szczęście, że tacy ludzie jak Lech Bądkowski (który notabene podobne do Bogdana Kruszony pytania zadawał już w latach sześćdziesiątych XX wieku), nawet w tych trudnych czasach potrafili dalej budować nowoczesny regionalizm.

Nie dziwi też, że po 1989 roku działania regionalne "wybuchły" z niespotykaną energią. Działo się tak w całej Polsce i można nawet krytycznie stwierdzić, że akurat te kociewskie w wielu miejscach ustępowały rozmachowi i ideom regionalnym realizowanym w innych historycznych krainach naszego kraju. Warto też pamiętać, że świat idzie do przodu i regionalizm XXI wieku znacząco różni się od tego sprzed paru dekad. W "Tekach Kociewskich" z 2011 roku postawiłem tezę, że Kociewie jest ciągle "in statu nascendi", co nie powinno być jednak powodem do żadnych kompleksów, a jedynie zachętą do sensownej pracy.

Bogdan Kruszona w tropieniu mitów i kompleksów idzie jednak za daleko. Fakt takiej a nie innej historii kształtowania się nazwy naszego regionu czy funkcjonowania jego gwary (pomijam już faktyczną wartość merytoryczną zarzutów Bogdana Kruszony) jest dość kiepskim argumentem do podważania ich dzisiejszego istnienia. Starogard na pewno nie był stolicą Kociewia dwieście lat temu. Dziś jednak nią bez wątpienia jest. W roku 1807 określenie Kociewiak było być może dla wielu przezwiskiem. Dziś jednak ponad trzy tysiące osób w Spisie Powszechnym z 2011 roku, dokonując istnej ekwilibrystyki ankietowej zaznaczyło, że czuje się członkami społeczności kociewskiej. Pamiętając spisowe dzieje Kaszubów można przypuszczać, że przy sensowniejszym ułożeniu pytań ten odsetek może za parę lat wzrosnąć wielokrotnie.

Na koniec zaś pozwolę sobie jako historyk nowożytnik zaapelować o jedną rzecz. Przy opisywaniu obrazów Pomorza z okolic 1772 roku proszę nie opierać się jedynie na pruskich dokumentach. Zbyt długo żyjemy bowiem w cieniu propagandy Fryderyka II i opowieściach o "polnische Wirtschaft". Przez ostatnie dwieście lat zbyt rzadko się zastanawialiśmy, jak to się stało, że te same osoby, często wysocy fryderycjańscy urzędnicy, w swoich majątkach położonych na terenie Królestwa Pruskiego prowadzili wzorcową, oświeceniową gospodarkę, a w tych leżących w Królestwie Polskim byli ponoć zacofanymi gospodarczo szlachciurami. Wielce interesujące jest również to, że choć we wrześniu 1772 roku wojska Fryderyka zajmowały zniszczony trwającymi od 1757 roku (z kilkuletnią przerwą w latach 1763-1768) walkami i przemarszami wojsk, to wszystkie pomorskie miasta dawały sobie jakoś radę w samodzielnej egzystencji odprowadzając należne Koronie podatki. Wystarczyło jednak kilka lat pruskich rządów, by większość z nich znalazło się na skraju bankructwa, który to stan w przypadku części z nich trwał aż do połowy XIX wieku. O popisowym zmarnowaniu dobrze zarządzanych dóbr kościelnych, sprzedanych w większości za bezcen przez władze pruskie w początkach XIX wieku nie wspominając.

By nie kończyć zaś zbyt krytycznie, polecam przeanalizowanie tezy Stanisława Kujota wiążącej podobne do naszego Kociewia nazwy (z Kosznajderii oraz Słowenii) z niezwykle podobnymi zjawiskami etnicznymi i osadniczymi. Podobieństwo określeń Kociewie-Koschnewje-Gociewie-Gotschee-Kocevje na pewno budzić powinna zainteresowanie każdego chcącego odkryć historię nazwy naszego regionu.

Pozdrawiam serdecznie

Michał Kargul


Nie-starogardzki regionalista z kociewskich rubieży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz