niedziela, 25 lipca 2010

Letni plener artystyczny w szkole w Mirotkach

W dniach od 11 do 18 lipca szkoła w Mirotkach zorganizowała plener artystyczny, który zakończył się wernisażem i wystawą prac malarskich oraz prezentacją utworów literackich. W plenerze uczestniczyli artyści lokalni: Barbara Pawłowska, Danka Łucznik, Mirosław Ossowski, Grzegorz Piotrowski, a także artyści z Kaszub: Teresa Marzec, Ludwika Szefke, Krystyna Dering, Zygmunt Leśniowski; Żuław: Elżbieta Olbryk, Ewa Żyłowska i Wybrzeża: Urszula i Janusz Rybińscy, Barbara Paluch i Alicja Grześkowiak.


Hasło pleneru brzmiało: "Dwory polskie - ostoja patriotyzmu i tradycji narodowych". Przez to wydarzenie artystyczne pokazaliśmy, jak ważnymi ośrodkami kultury, oświaty oraz tradycji patriotycznych były dwory polskie, szczególnie w okresie zaborów. Takim miejscem był również nieistniejący dzisiaj dwór rodziny Górskich w Mirotkach.

W ciągu ośmiu plenerowych dni artyści wydobywali przysypane 50 letnim kurzem komunistycznego systemu życie okolicznych dworów.

Dwór rodziny Górskich ożył

W wyobraźni znowu dwór w Mirotkach zatętnił życiem: praca na roli od wczesnego rana do późnego wieczora, zabawy, polowania, prezentacja małych form teatralnych i literackich, nauka języka polskiego dzieci z folwarku i wsi. Znowu dziedzic Jan Wojciech Górski przechadzał się świtem po dworskim obejściu. Z czułością klepał po szyjach konie arabskie pod siodła oraz konie wyjazdowe krwi pół arabskiej. Spojrzał na łąki, gdzie pasło się 90 krów. Pracownicy mieli swoje krowy razem z "pańskimi". Z daleka zobaczył dwa pasące się byki - buhaje rozpłodowe. Okoliczni chłopi przyprowadzali do nich swoje krowy. Wśród pobielonych drzewek stały ule, wokół których krzątał się Jan Chyła. Jan Wojciech powitał swojego oddanego pracownika chrześcijańskim "Szczęść Boże!", zamienił z nim kilka zdań o pogodzie i o tym, że lipy pięknie pachną. Dziedzic, jak każdego ranka, pogimnastykował się na specjalnych urządzeniach siłowych zamontowanych w dworskim parku, a następnie z rządcą Lewińskim przy śniadaniu naradzał się w sprawie czekającej ich pracy żniwnej. Upalne dni lipcowe zachęcały dworskie i okoliczne dzieci do wyjazdu nad jezioro Czarne. Po śniadaniu Jan Chyła zaprzągł wóz wyjazdowy. Zabrano kosz z jedzeniem i piciem, aby zrobić sobie nad jeziorem piknik. W koszu były termosy z ciepłą kawą i herbatą, a także flaszki z chłodnymi napojami np. ostudzona kawa z mlekiem. Dancia z Antosiem pływali pod czujnym okiem opiekunów, a dorastający Franek pomagał ojcu w gospodarstwie. W upalny, lipcowy dzień przybywało snopów, które ustawiano w równe sztygi.

Późnym wieczorem z otwartych okien salonu roznosi się po okolicy operowy śpiew Jana Wojciecha i jego najstarszego syna Franciszka: "Szumią jodły na gór szczycie..." oraz "Lecą listki z drzewa, co wyrosły z wolna, nad mogiłą śpiewa jakieś ptaszę polne..." Akompaniuje im na pianinie siostra dziedzica - Tekla, która po śmierci męża osiadła na stałe w Mirotkach. Jej mąż prof. dr Weehr był lekarzem i wykładowcą medycyny we Lwowie. Współpracował z Marią Curie Skłodowską. To od Tekli ze Lwowa Jan Wojciech przywiózł przed laty elementarze do nauki języka polskiego dla dzieci ze wsi. Nie mógł dopuścić, jako świadomy Polak i patriota, żeby polskie dzieci nie znały mowy ojczystej. Nie mógł się pogodzić z szerzącą się germanizacją i marzył, że w nowej szkole w Mirotkach, pod budowę której podarował swój grunt, dzieci będą się kiedyś uczyły w języku swoich ojców w wolnej Polsce.

Jeszcze przed snem dziedzic wraz z żoną Agnieszką i dziećmi: Franusiem, Dancią i Antosiem klękają do modlitwy. Oddają Bogu trudy dnia, dziękują za wszystkie dobra i radości, polecają Najwyższemu żyjących i zmarłych. Odchodzi dzień....

Artystyczne zmagania

Zapada noc. Upał doskwiera nadal. Artystom trudno zasnąć. Jeszcze oczami wyobraźni widzą, jak we dworze zamknięto na noc zielone okiennice, jak kolorowe kwiaty na klombach przed dworem pragną deszczu, jak leniwie przeciągnął się Wilczek leżąc przy łóżku swojego pana. Jeszcze odbywają spacer do niepamięci idąc wolno aleją tui i aleją kasztanowców. Zachwyca ich piękno i harmonia nie tylko całego obejścia, ale szlachetnego życia we dworze.

W szeroko otwarte okna pomieszczeń szkolnych dolatuje zapach świeżo zżętego żyta i upajająca woń kwiatów lipy. Artyści swoje zmagania z przeszłością przenieśli na płótno....Wydobyli tamten czas z niepamięci. Podczas wystawy w niedzielę 18 lipca wraz z licznie przybyłymi gośćmi, nawet z odległego Gdańska i Sopotu mogliśmy podziwiać ich piękne dzieła. Mogliśmy też posłuchać, jak wprawne pióro Barbary Pawłowskiej zapisało obrazy tamtych dni w Myśli pod kasztanem

"Podobno dwór tu kiedyś stał

Nie wiem dokładnie gdzie

Miejscowi mówią oszczędnie, że "tu, a może tam"...

Mówią też, że ten dwór dwie werandy miał

Ozdobione winem dzikim, w którym swoją muzykę komponował wiatr.

Czy ktoś pamięta jeszcze, że dwór tutaj stał?

Mija czas, ...więc może tylko pamięta go wiatr?

(…) zmuszam swój umysł, by działał w "filozofii widzenia"

Chcąc przez chwilę ocalić nieistniejące od zapomnienia.

Opieram się o kasztanowiec pamiętający wszystko

Przymykam powieki, ...wędruję w czasie... to niebywałe zjawisko (…)

Duchowy Mecenas

Kto by pomyślał, że historia tak wielu artystycznych wydarzeń w Mirotkach (plenery, wystawy malarstwa i rzeźby, warsztaty plastyczne, wernisaże, spotkania z poezją, koncerty muzyczne, spotkania autorskie, szkolne galerie) sięga jeszcze okresu dwudziestolecia międzywojennego. Mirotki mają swojego duchowego mecenasa w osobie Bernarda Sierackiego, który w latach 1931 - 1939 był kierownikiem szkoły. Bernard Sieracki był szczególnie utalentowanym pedagogiem, ale i malarzem. Z relacji jego potomków wynika, że ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Szczecinie. Zachowała się do dnia dzisiejszego notatka prasowa z lokalnej gazety toruńskiej opisującej artystyczne wydarzenie, jakim była wystawa prac uczniów "miejscowych szkół powszechnych": "Ze szczególnie imponującą wystawą, nie tylko rysunków, ale nawet prac malarskich (olejno), o nieprzeciętnym poziomie, wystąpiła szkoła wydziałowa męska, gdzie klasa rysunków pozostaje pod wytrawną dłonią doskonałego pedagoga pana Sierackiego." Dwa jego obrazy olejne na płótnie z 1925 roku towarzyszyły artystom podczas ośmiodniowych zmagań z farbą, pędzlem, upałem, pięknem wiejskiej natury, minionym i teraźniejszym czasem, wyobraźnią oraz wewnętrznymi przeżyciami. Uczestnicy pleneru doświadczali, podobnie jak Bernard Sieracki przed prawie stu laty, dobroci i życzliwości mieszkańców Mirotek.

Podziękowanie

Składam serdeczne podziękowanie wszystkim sponsorom za wielkie serca: pani Elżbiecie Chmielewskiej, panu Lechowi Kolasce i Arkadiuszowi Heroldowi, panu Leszkowi Chmielewskiemu, państwu Flatau, pani Renacie Żurawskiej, państwu Badźmierowskim, pani Basi Oberland, panom Eugeniuszowi i Bogusławowi Laskowskim, pani Małgorzacie Laskowskiej, Zycie Żurawskiej, naszym absolwentom Szymonowi i Krystianowi Żurawskim, panu Mirosławowi Żurawskiemu, prezesowi stowarzyszenia "Wspólnota Kociewska Mirotek i Miryc" oraz nauczycielom Reni, Marioli, Zosi, Marysi i Wojtkowi, a także tym wszystkim, którzy pomogli w organizacji wystawy poplenerowej. Bardzo dziękuję Rosvicie Stern, artystce z Sopotu, której obecność bardzo ubogaciła nasze spotkanie. Dziękuję szczególnie serdecznie przybyłym na nasz wernisaż paniom Emilii Maćkowiak i Róży Janca, które straciły swoich ojców w Katyniu. Dziękuję wszystkim przybyłym, a wśród nich wiernemu przyjacielowi naszej szkoły, panu Krzysztofowi Kowalkowskiemu i jego żonie z Gdańska, potomkowi pierwszego polskiego kierownika w naszej placówce, za to, że wspólnie mogliśmy pochylić się nad pomnikiem zamordowanego w Katyniu Franciszka Jana Górskiego, najstarszego syna dziedzica w Mirotkach.

Grażyna Kościelna - dyr. szkoły w Mirotkach

ZDJĘCIA


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz