czwartek, 7 lipca 2011

SYGNAŁ CZYTELNIKA. Ślepa uliczka do okulisty

Czasem żeby polepszyć sobie życie, trzeba się dużo nachodzić, a i tak nic się nie załatwi.


Oko u okulisty

Zepsuły mi się okulary. Oprawki pękły i wypadło szkło. Ponieważ były już kilkakrotnie naprawiane, kolejna naprawa nie miała sensu. Czas sprawić sobie nowe. Żeby dobrze dobrać szkła do możliwości moich oczu, postanowiłam najpierw odwiedzić okulistę. Tak zaczęła się moja okulistyczna przygoda.

Pierwsze kroki skierowałam do MEDPHARMY Z.O.Z. S.A.
w Starogardzie. Należę do tej przychodni i już niejednokrotnie korzystałam z oferowanych przez nią usług okulistycznych. Oczywiście w ramach Funduszu Zdrowia. W końcu płacę składki, więc zamierzałam dostać poradę okulistyczną za darmo. Dzwonię.
Po kilku sygnałach telefon odebrała miła pani, zapewne w rejestracji. Poprosiłam ją o zarejestrowanie mnie do okulisty. Zostałam przełączona do innego pokoju, gdzie kolejna miła pani poinformowała mnie, że niestety do okulisty nie ma miejsc. Jedyną możliwością jest zapisanie mnie na listę oczekujących, czyli jeśli ktoś zrezygnuje, pracownik MEDPHARMY zadzwoni do mnie i poda termin wizyty. Fajnie - pomyślałam - jest jakaś szansa. Podałam imię, nazwisko, numer PESEL, po czym pani podała mi mój numer na liście oczekujących: 2432 !!! No cóż, jeśli dobrze pójdzie, to za rok się dostanę.

Ponieważ przychodni w powiecie nie brakuje, zadzwoniłam
do kolejnej. Tym razem wybór padł na SPZOZ Przychodnia Lekarska na ulicy Hallera. Pani w rejestracji żałowała, że nie może mi pomóc, jednak nie posiadała wolnych miejsc do okulisty. Prosiła, żeby zadzwonić po tygodniu, ale wówczas również nic się nie zmieniło.

Dzwoniłam dalej. NZOZ MEDYK niestety nie oferuje w ogóle usług okulistycznych. Prawdopodobnie w najbliższym czasie będzie przyjmował tam okulista, ale prywatnie.

Pomyślałam sobie, że skoro nie przychodnie, to może szpital.

Żeby się upewnić, że nic się nie zmieniło od czasów, gdy jeszcze jako dziecko z mamą jeździłam tam do okulisty, poszukałam w internecie stronę szpitala, a właściwie Kociewskiego Centrum Zdrowia, które zarządza NZOZ Szpital Św. Jana.

Na stronie, w zakładce PORADNIE, widnieje kolejna zakładka PORADNIA OKULISTYCZNA. Kliknęłam. Dowiedziałam się jacy lekarze przyjmują, jakie są zasady przyjęć pacjentów, godziny przyjęć oraz numer telefonu, pod którym należy się zarejestrować. Skoro takie informacje są w sieci, z pewnością w końcu dostanę się do lekarza. Jakież było moje zdziwienie gdy pani w rejestracji powiedziała,
że niestety poradnia nie przyjmuje pacjentów, gdyż Fundusz nie dał pieniędzy. Jej zrezygnowany ton głosu świadczył zapewne o tym,
że odbiera wiele takich telefonów. I czemu tu się dziwić, skoro
w internecie można znaleźć mylące informacje.

Nie poddałam się jednak i zadzwoniłam do kolejnej przychodni.
W POLMEDZIE pani, która odebrała telefon, była zaskoczona, że chcę do okulisty w ramach FZ. Powiedziała, że oni rejestrują tylko prywatnie, tzn. odpłatnie. Trochę mnie to zaskoczyło, ale wyjaśniła mi, że dodzwoniłam się na ogólnopolską infolinię POLMED-u. Była jednak na tyle miła, że podała numer do innej pani, na ulicę Kopernika w Starogardzie. Ta inna pani niestety nie odebrała telefonu. Odszukałam w internecie inny numer telefonu do tej przychodni. Pani Aleksandra, z która rozmawiałam, mogłaby mnie wprawdzie zapisać do lekarza, ale najbliższy termin był dopiero na październik
lub grudzień. W zależności od tego, jakiego lekarza bym wybrała.

Zawsze dążę do wyznaczonego sobie celu, więc dzwoniłam dalej.

Tym razem postanowiłam zmienić kierunek i wykręciłam numer
do Przychodni Lekarskiej w Skórczu. Tam również nie było wolnych miejsc do okulisty.




Przychodnia w Lubichowie

Już miałam zrezygnować, gdy dowiedziałam się od znajomej,
że w przychodni w Lubichowie odbędzie się bezpłatne badanie wzroku. Zadzwoniłam. Dowiedziałam się, że nie ma rejestracji. Kto pierwszy przyjdzie, ten pierwszy będzie przyjęty. Pojechałam. Badanie miało się rozpocząć o 14.00. Na miejscu byłam około 13.45. Budynek ładny, odremontowany, widać część dobudowaną. W środku również nie było się do czego przyczepić. No, może oprócz ilości ludzi czekających na badanie. Widać nie tylko ja szukałam darmowego okulisty, bo w poczekalni było już chyba z 30 osób. Ustaliłam kto jest moim poprzednikiem w kolejce i czekałam, a ludzi wciąż przybywało. Przy okazji słuchałam toczących się rozmów. Nie podsłuchuję, ale jak to w poczekalni, można usłyszeć wszystko. Około godziny 14.20 towarzystwo zaczęło się niepokoić, gdyż nikt się jeszcze nie pojawił. W końcu po przeszło półgodzinnym spóźnieniu do budynku weszły dwie panie z dwoma walizkami. Wskazano im gabinet i po kilku minutach zaczęły przyjmować. Postanowiłam zapytać, czy będą przyjmować tylko osoby należące do tej przychodni, bo po co miałabym czekać tyle czasu i nie być przyjęta. Okazało się jednak, że mogę czekać, bo przynależność do przychodni nie ma znaczenia. Mimo tych 30 osób przede mną bardzo szybko dostałam się do gabinetu. Jedna z pań poprosiła mnie do stolika, gdzie ustawiony był komputer do badania wzroku. Usiadłam, ustawiłam głowę jak trzeba i patrzyłam na przesuwający się w komputerze domek. Najpierw jedno oko, potem drugie. Następnie poproszono mnie na stojące obok krzesło. Założyłam na nos te wielkie okulistyczne okulary, w których czyta się literki wiszące na drzwiach po drugiej stronie pomieszczenia. Pani zmieniała szkiełka tak długo,
aż widziałam wszystko, nawet te najmniejsze literki. Ucieszyłam się. Nareszcie po wielu staraniach będę miała okulary. Można je było zamówić od razu u tej drugiej pani. Na osobnym stoliku były wyłożone różne rodzaje oprawek. Wybór duży i cena okazyjna.
Za szkła z oprawkami 130 zł to niedużo. No i znowu moja radość trwała krótko, bo okazało się, że okulary będzie można odebrać dopiero w połowie sierpnia. Jak dla mnie to za długo, bo już dotąd oczy mnie strasznie bolały. Poprosiłam więc o receptę, żebym mogła zrobić je u jakiegokolwiek innego optyka. Uśmiech zniknął z twarzy obu pań. Jak sądzę, zależało im na sprzedaży okularów bardziej niż
na badaniu wzroku. I kolejna niespodzianka, bo panie nie dały mi recepty tylko wydruk z komputera. Podobno nie mogły dać recepty,
bo nie są gabinetem okulistycznym. Podejrzane, ale nie wnikałam. Tylko komu by szkodziło, gdyby napisały mi chociażby na tym wydruku, jakie dokładnie szkła dobrały podczas badania w tych wielkich okularach. Zabrałam wydruk i pojechałam do optyka,
bo podobno z niego też będzie wiadomo, jakie szkła powinnam mieć. Niestety to wcale nie jest takie proste. Z tego wydruku nie da się sprawdzić, jakie właściwie powinnam mieć szkła.

Nie zostaje mi nic innego, jak skorzystać z odpłatnej porady okulistycznej.


Anna M.S. z Czarnegolasu




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz