wtorek, 9 grudnia 2008

Starogard. Samowola budowlana przy wsparciu urzędników

Pewnego dnia wychodząc do pracy widziałem jeszcze przestrzeń za oknem, a po powrocie były to już pustaki sąsiada...



Ścianą w okno sąsiada


Łapiszewo, ulica Majora Dobrzańskiego - Hubala. To właśnie tu od 11 lat toczy się samotna walka jednego z mieszkańców z przejawem urzędniczego postępowania, które nie jest ani prawe, ani sprawiedliwe. Od 11 lat... A miało być pięknie - domek za miastem, z dala od zgiełku, na osiedlu, które według planu zagospodarowania przestrzennego, miało być miejscem, gdzie powstaną niskie domki (najwyżej jednopiętrowe), o powierzchni nie większej, niż pozwalającej na wydzielenie 3 lokali mieszkalnych. Stanisław Bennert taki domek sobie wybudował. Zaprasza nas do salonu na dole. Kiedy spoglądamy w okno, zamiast skrawka zieleni czy błękitnego nieba, widzimy... nieotynkowaną, wysoką ścianę z białego pustaka. I to, ta wielka ściana, od 11 lat spędza sen z powiek Bennertowi. Wielka ściana to część sąsiedniego budynku - zamiast jednego ma on dwa pietra, zamiast trzech - sześć lokali mieszkalnych... Ekspertyzy zlecane z ramienia Wojewody są jednoznaczne - to samowola budowlana. Cóż z tego, skoro kolejni Powiatowi Inspektorzy Nadzoru Budowlanego nonszalancko się do tych ustaleń odnoszą, podważając zdanie Wojewody. Sądy wydają wyroki i postanowienia ze wskazaniem nakazu rozbiórki samowoli, ale są one... totalnie olewane.



Łapiszewo, ulica Majora Dobrzańskiego - Hubala, tego samego, który w linii prostej był potomkiem Zawiszy Czarnego i to, jak podaje Wikipedia, "po matce i ojcu". Nazwa ulicy, zdawałoby się powinna zobowiązywać, wszak Zawisza Czarny wzorem cnót rycerskich był, a jego potomek w linii prostej - bohaterem. A jednak to właśnie tu od 11 lat toczy się samotna walka jednego z mieszkańców z przejawem takiego postępowania, które raczej ani prawe, ani sprawiedliwe nie jest.


Miało być...

Miało być pięknie - domek za miastem, z dala od zgiełku, na osiedlu, które według planu zagospodarowania przestrzennego, miało być miejscem, gdzie powstaną niskie domki (najwyżej jednopiętrowe), o powierzchni nie większej, niż pozwalającej na wydzielenie trzech lokali mieszkalnych. Nasz bohater - Stanisław Bennert - taki domek sobie wybudował. Zaprasza nas do przestronnego salonu na dole. Urządzone ładnie, ze smakiem, z dbałością o szczegóły. Ale kiedy spoglądamy w okno, zamiast skrawka zieleni czy choćby błękitnego nieba, widzimy... nieotynkowaną, wysoką ścianę z białego pustaka. I to, ta wielka ściana, od 11 lat spędza sen z powiek Bennertowi. Wielka ściana to część sąsiedniego budynku - zamiast jednego ma on dwa pietra, zamiast trzech - sześć lokali mieszkalnych...


To nie budynek, to ogrodzenie

- Kiedy tu zamieszkałem - mówi Bennert - sąsiad przyszedł do mnie z prośbą o zgodę na wybudowanie na granicy naszych posesji garażu nie wyższego niż 2,5 metra. Zgodziłem się, chociaż już wtedy ci, którzy znali pana Z., ostrzegali mnie przed możliwymi kłopotami. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast garażu zaczęła powstawać coraz wyższa, podpiwniczona zresztą część budynku mieszkalnego. Pewnego dnia wychodząc do pracy widziałem jeszcze przestrzeń za oknem, a po powrocie były to już pustaki sąsiada... Złożyłem zażalenie do Wojewody, który uchylił sąsiadowi zgodę na rozbudowę wraz z projektem. Myślałem, że sprawa załatwiona, że ściana zniknie. Tymczasem sąsiad budował dalej. Usłyszałem nawet, że to... nie budynek, tylko ogrodzenie posesji. Składałem skargi do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Wówczas inspektorem był jeszcze pan Preising. Usiłowano mi wmówić, że nie mam racji, że wszystko przebiega zgodnie z ustaleniami i zgodnie z prawem. Przecież to było ewidentne kłamstwo, a do tego podważanie opinii Wojewody.


Bennert. Miało być pięknie - domek z dala od zgiełku, na osiedlu, które według planu zagospodarowania przestrzennego, miało być miejscem, gdzie powstaną niskie domki (najwyżej jednopiętrowe)...

Bennert, mówiąc o łamaniu prawa, z pewnością wie co mówi - jest policjantem, znać się na tym zwyczajnie musi.

- Kiedy ja uparcie trwałem przy swoim i składałem kolejne zażalenia, doszło do rozprawy administracyjnej w Urzędzie Miasta, na której osiągnęliśmy porozumienie. W jego myśl sąsiad miał rozebrać to, co wybudował i zaprzestać dalszych związanych z budową czynności. Niestety - nie rozebrał i nie zaprzestał. Kiedy to zgłosiłem, odbyła się wizja lokalna, na której obecny był pan Preising (ówczesny Inspektor Nadzoru Budowlanego - przyp. red). Mnie jako strony nie zawiadomiono o terminie wizji. Skutkiem wizji było oświadczenie p. Preisinga, że wszystko przebiega zgodnie z prawem, że nie jest to rozbudowa budynku mieszkalnego, tylko budowa garażu bez podpiwniczenia. W protokole z wizji wytknięto sąsiadowi tylko niewielkie uchybienia w prowadzonych pracach, wręcz usterki, które powinien usunąć. Złożyłem kolejne zażalenie Sprawa trafiła do NSA. Niby wyszło na moje, a sąsiad dalej robił swoje.


2,60=3,00

Na stole, przy którym siedzimy, leży mnóstwo decyzji, odwołań protokołów. W końcu ta walka trwa 11 lat. Są decyzje sądów, dowody na brak dokumentacji projektowej i brak zezwoleń. A "samowola budowlana" w postaci monumentalnej szarej ściany zagląda do salonu Bennerta, jakby za nic miała wszelkie zakazy, nakazy i pouczenia. Może sobie na to pozwolić, wszak powstała przy wsparciu urzędników miejskich.

Ekspertyzy zlecane z ramienia Wojewody są jednoznaczne - to jest samowola budowlana, na rozbudowę nie ma projektu ani stosownych zezwoleń. Cóż z tego, skoro kolejni Powiatowi Inspektorzy Nadzoru Budowlanego nonszalancko się do tych ustaleń odnoszą, podważając zdanie Wojewody.

Kiedy tu zamieszkałem - mówi Bennert - sąsiad przyszedł do mnie z prośbą o zgodę na wybudowanie na granicy naszych posesji garażu nie wyższego niż 2,5 metra. A co jest?

Na jesieni tego roku Bennert jako strona otrzymał decyzję nakazującą jednak sąsiadowi rozbiórkę pierwszego i drugiego piętra budynku. Decyzja oczywiście nie wyznacza żadnego terminu wykonania tych prac i w żaden sposób nie odnosi się do tego, że Bennert wyrażał zgodę jedynie na postawienie garażu, a nie rozbudowę domu. Parter i tak by pozostał. A to zaledwie 2,60m od granicy działki, chociaż obecny Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego twierdzi, że trzy metry... Bennert oczywiście zaskarżył tę decyzję i skierował do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Piotra Cychnerskiego. Sprawą zajmie się Prokuratura Okręgowa.

- Czy wierzy pan, że się uda? - pytamy. Stanisław Bennert odpowiada bez wahania: - Tak, wierzę! Chociaż znam procedury. Wiem, że to potrwa kolejne lata.

Po 11 latach bezowocnej walki ta wiara może dziwić, chociaż z drugiej strony, kto ma wierzyć w moc prawa, jeśli nie ten, kogo zadaniem jest stanie na jego straży?


Ta wielka ściana od 11 lat spędza sen z powiek Bennertowi.

Stop bezprawiu

Stanisław Bennert jest współzałożycielem Stowarzyszenia "Bezprawiu i Korupcji STOP". - Widzimy bezkarność urzędników, ich "nicnierobienie" i brak reakcji na taki stan rzeczy wszelkich instytucji nadrzędnych. Staramy się pomagać tym, którzy nie mają siły i odwagi toczyć walki o swoje z urzędami i urzędnikami. Oczywiście każdej sprawie szczegółowo się przyglądamy, bo czasami bywa tak, że człowiekowi wydaje się, że ma rację, a tak naprawdę się myli. Jeśli jednak komuś rzeczywiście dzieje się krzywda - pomagamy. Na przykład w Borzechowie chciano wbrew braku zgody mieszkańców wybudować stację gazu płynnego. Nie dopuściliśmy do jej powstania. Toczy się też szereg innych spraw, w których postanowiliśmy interweniować.

Na stronie www Stowarzyszenia "Bezprawiu i Korupcji STOP", w dziale interwencje, czytamy miedzy innymi:

"Kto boi się Grażyny i Zdzisława Z.?

Od 10 lat Starogardzka Prokuratura, kierowana przez Janusza Struczyńskiego, Starogardzka Policja, kierowana przez Mirosława Czarneckiego, Roman Preising (były) i Piotr Cychnerski (obecny) Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego oraz Krystyna Weiler - Pomorski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego w Gdańsku nie chcą lub, co jest bardziej prawdopodobne, nie potrafią poradzić sobie z samowolą budowlaną państwa Grażyny i Zdzisława Z. na osiedlu Łapiszewo w Starogardzie Gd. Wielopiętrowa i wielorodzinna kamienica czynszowa, efekt samowoli budowlanej, jak sobie stała, tak stoi, pomimo zagrożenia dla ludzi (opinia biegłych) (...). Sądy wydają wyroki i postanowienia ze wskazaniem nakazu rozbiórki samowoli budowlanej, ale są one... totalnie olewane. Prokuratura Rejonowa w Starogardzie w ostatnim okresie umorzyła postępowanie przeciwko PINB w Starogardzie Gd... z uwagi na znikomy stopień szkodliwości społecznej czynu.

Pismem II PA 7/08 z dnia 29.07.2008 Prokuratura Okręgowa w Gdańsku poinformowała Tadeusza Peplińskiego, prezesa Zarządu Stowarzyszenia, że bierze udział w postępowaniu dotyczącym samowoli budowlanej zgodnie z art. 183&1 KPA, co może świadczyć o rażących nieprawidłowościach. Zobaczymy, czy ona poradzi sobie z samowolą budowlaną."

Zobaczymy.


Sprawa doskonale znana

W piątek, 5 grudnia, skontaktowaliśmy się telefonicznie z Powiatowym Inspektorem Nadzoru Budowlanego Piotrem Cychnerskim, prosząc o komentarz w tej sprawie. Cychnerski przyznał, że sprawa Stanisława Bennerta jest mu doskonale znana, ale aby udzielić komentarza, musi poznać treść artykułu. Przesłaliśmy artykuł drogą mailową i otrzymaliśmy potwierdzenie jego dostarczenia. Tą sama drogą miał nadejść komentarz Cychnerskiego. Do dnia oddawania gazety do druku (poniedziałek, 8 grudnia), żaden komentarz nie nadszedł.

Stanisława Krzywińska


E-mail. Dosłownie z ostatniej chwili


Już napisaliśmy w tym tekście, że przed publikacją materiał otrzymał w celu wyrażenia swojej opinii Piotr Cychnerski i jej nie nadesłał. Ale jednak to zrobił - e-mail przyszedł "rzutem na taśmę", kiedy kończyliśmy ten nr "GK". Autorka artykułu odniesie się do odpowiedzi P. Cychnerskiego w przyszłym numerze.


Starogard Gd., dn. 8.12.2008 r.

M. Krzywińska

Gazeta Kociewska

Dziękując Pani Redaktor za możliwość odniesienia się do treści artykułu (nie zawsze dziennikarze o tym pamiętają), przedstawiam sprawę z perspektywy Nadzoru Budowlanego. Odpowiadam z pamięci, gdyż znaczna część akt znajduje się w innych organach (odwołania itp.). Otóż z opisywaną nieruchomością mamy do czynienia od około 10 lat w sześciu różnych postępowaniach. Cztery z nich zostały już zakończone ostatecznymi decyzjami. "Ta wielka ściana" to rozbudowa budynku mieszkalnego. Nie "spędza snu z powiek od jedenastu lat", gdyż wtedy jeszcze nie istniała. "Ekspertyzy zlecane z ramienia Wojewody są jednoznaczne - to jest samowola budowlana, na rozbudowę nie ma projektu ani stosownych zezwoleń" - nie ma takich ekspertyz, nie jest to samowola w myśl art. 48 Prawa Budowlanego, a Pan Z. posiadał pozwolenie wydane w 1999 roku przez Prezydenta Miasta (załącznikiem był projekt). "Powiatowi Inspektorzy nonszalancko się do tych ustaleń odnoszą, podważając zdanie Wojewody" - otóż Wojewoda utrzymał w mocy wcześniejsze pozwolenie Prezydenta na rozbudowę i Nadzór Budowlany cały czas do tego się stosuje. "Decyzja oczywiście nie wyznacza żadnego terminu wykonania tych prac" - art.51.1.1 Prawa Budowlanego nie daje Nadzorowi możliwości ustalenia terminu wykonania tego obowiązku. Z mocy prawa taki obowiązek należy wykonać natychmiast, gdy decyzja stanie się ostateczna. "Sądy wydają wyroki i postanowienia ze wskazaniem nakazu rozbiórki samowoli budowlanej" - nie ma żadnego wyroku sądowego nakazującego rozbiórkę opisanej rozbudowy. Na koniec dodam, że bezsprzecznie Pan Z. złamał Prawo Budowlane i co do tego nie ma wątpliwości. Jednak co do naprawy tego naruszenia oczekiwania stron są bardzo różne, wręcz skrajnie różne. Rozstrzygnięcie Nadzoru jest jakby "pomiędzy" tymi oczekiwaniami, w związku z tym obydwie strony są niezadowolone z wydanej decyzji. Jako że strony bardzo skutecznie korzystają z Kodeksu Postępowania Administracyjnego, składając wielokrotnie zażalenia, skargi i odwołania, to rozwiązanie problemu trwa i nie jestem w stanie określić, kiedy się zakończy.

Z poważaniem

Piotr Cychnerski




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz