piątek, 19 grudnia 2008

Starogardzka porodówka czeka na pacjentki.

Przyszłe mamy wystraszyły się artykułu. Niepotrzebnie.

Po publikacjach na temat kłopotów oddziałów ginekologicznych w Pomorskiem, starogardzianki omijają szpital św. Jana i jadą rodzić do np. Gdańska. "Czekamy na przyszłe mamy, otoczymy dobrą opieką panie oraz ich maleństwa" - uspokaja Anna Hartuna, lekarz naczelny starogardzkiego szpitala.

Średnio w miesiącu na świat w starogardzkim szpitalu przychodziło 135 dzieci. Jednak po ubiegłotygodniowych alarmistycznych publikacjach na porodówkę zgłosiło się tylko siedem pacjentek.

- Obawiam się, że wiele pań zdecydowało się na podróż do innych, odległych placówek - mówi Anna Hartuna. - To niepotrzebny wysiłek i wielki stres w tak ważnym momencie życia. Tymczasem zabezpieczamy dyżury specjalistów położnictwa i neonatologii. Co więcej, nasza porodówka wyposażona jest w specjalną wannę, a nasze położne są odpowiednio przeszkolone, by ulżyć w trudach porodu.

- Sygnalizowaliśmy trudności, zaniepokojenie, ale nie - zamknięcie położnictwa - mówi Beata Ładyszkowska, p.o. dyrektora szpitala. - Kłopoty są w wielu szpitalach, u nas sytuacja też jest niełatwa, ale nie można mówić o zamykaniu czy zawieszaniu działalności, bo to nieprawda i droga do tego daleka. Pracujemy nad poprawą sytuacji, wymogi podstawowe jednak spełniamy.

Starogardzka porodówka czeka na pacjentki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz