wtorek, 20 stycznia 2009

Felieton. Kociewska kosmiczna bulwa



Tak to bywa, że nigdy nie wiadomo, jaki będzie owoc tego, co zasadzimy. Tak na przykład kiedyś, dokładniej w zeszłym wieku, kociewska polonistka Walentyna ostro zganiła pierwsze rymy swojej uczennicy. "W pokoiku, na stoliku, w wazoniku stały kwiatki" - ów fragment opisu martwej natury był dumą owej dziewczynki do momentu, w którym jej zeszyt lotem koszącym z hukiem wylądował na ławce. Więcej poezji nie próbowała, choć tych kilka wersów wydawało jej się wtedy takie dopieszczone i idealne. Z perspektywy czasu można uznać, że tak jak Austriak Falco, była prekursorem rapu. Z tym że w odróżnieniu od niego - nikt się na jej talencie nie poznał i do dziś nie ma Mitsubishi Pajero. Ewaluowała w innym kierunku.

Mieczek z Terenią od lat mają hobby. Na swoim kawałku kociewskiej ziemi sieją i sadzą warzywa. Warzywniak ich może uchodzić w okolicy za wzór uprawy ekologicznej. I otóż, tradycyjnie, w zeszłym roku posadzili bulewki. Mój idol Stanisław Lem podaje synonimy tychże zagadkowych stworów: modraki, kompry, pyrczyska, maramony, przanki, garagole, tufle, sasaki, dabry, borzyszki, hardyburki, urany, nuchle, charany i bliźnice. To ponoć nazwy zwykłego ziemniaka na okolicznych planetach. Przywołanie ich w tym miejscu zaraz uzasadnię kontynuując teorię Stasia L., która jakoby ma związek z tą kociewską historią. Otóż kartofel Mieczka i Tereni urósł. Osiągnął wiek dojrzały i przyszło go z gleby wyciągnąć. Mieczek za łęty, Terenia za Mieczka… "Pocą się, sapią, stękają srogo, Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą! Tak się zawzięli, Tak się nadęli, Że nagle" bulwę Trrrach!! - wyciągnęli! A to się teraz bardzo zdumieli! Bo oto, spójrzcie na foto.

Terenia i Mieczek, jak na Kociewiaków przystało, pomyśleli o przyszłości kulinarnej tego olbrzymich rozmiarów wykopaliska - Najprawdziwszej Kociewskiej Bulwy. Bo teraz nie wiadomo co to toto. Z daleka zając - może więc upiec takiego w kamionce? A może jeszcze bardziej regionalnie w kamionce w Kamionce? Z bliska kartofel - może więc ugotować? A może przyrządzić bardziej finezyjnie i unijnie: purre, Francés fritas albo przyjemniej hranolki, di patate con il fungo? Hm…

Skąd się wziął taki zmutowany kartofelek na kociewskim zagonie? Otóż Stasiu L. w "Dziennikach Gwiazdowychj" podał hipotezę profesora Tarantogi, która pasuje do naszych realiów. Planeta Tairia, jedna z tych, na której egzystuje któryś z wyżej przytoczonych synonimów bulwy, była atakowana żwirem kamiennym. Rosnące na niej ziemniaki musiały się do tej sytuacji przystosować - powstała rasa bystrych kartofli. Ponieważ znudził im się osiadły tryb życia, same się wykopały i przeszły do bytowania koczowniczego. Kartofel, Solanum tuberosum, należy do rodziny psiankowatych, a pies pochodzi od wilka i puszczony do lasu dziczeje. Tak było z tymi roślinkami. Dzikie kartofle przyuczyły się latać trzepocząc liśćmi, później wzniosły się poza obręb atmosfery. I kto wie, czy nie doleciały nad Skórcz i tutaj nie zapuściły korzeni. I proszę efekt: bulwa-zając, taki dziki_kartofel-dzikie_zwierzę na kociewskiej grządce.

I trzeba pamiętać o jeszcze jednym spostrzeżeniu Lema: "Miliony razy człowiek kopał kartofle, ale nie jest wykluczone, że jeden raz na miliard stanie się na odwrót, że kartofel będzie kopał człowieka".

Jak widać nigdy niczego nie można być pewnym. No może poza jednym. My, Ziemianie, kiedyś skończymy, jak bulewki, w ziemi…

Barbara Dembek-Bochniak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz