czwartek, 17 października 2013

BERNARD JANOWICZ. Przypominamy "Kipki opałki" znakomtego kociewskiego bajkopisarza (3)

31/95

Babcia łupomnina wczuka:

- Lusia, bóńdź grzeczna, bo przyńdzie wjilk i cie zjy jak w bajce o Czerwónym Kaptukru!

- Wjym, wjym! Ale ón najpśirw zjad babcie!


@

Óna do niego:

- Wstaniesz ty wnet i wylyziesz z tych wyrów?

- Mmm... może wstana!

- To zrób to, bo to wnet znowu czas wew wyry wyść!

@

Na plaży nudystów

Óna do sónsiada:

- Och, przepraszóm, że ja siedziałóm na pana łokularach!

- Nic nie szkodzi, óni jeszczy co jinszygo wjidzieli.

@

Nałuczyciel pyta w klasie Anke:

- Jak sie nazywa twój tata?

- Ni móm pojyńcia. Ja toć nie moga każdygo znać!

@

Lekcja jynzyka polskygo

- Chto mnie powjy, jak brzmi liczba mnoga od rzeczownika "dziecko"?

- Bliźniaki! - odzywa sie móndraliński mały.


@

- Je pani z oskarżónym spokrewniona? - pyta syndzia.

- Niy, niy - zapśyra sie starsza pani. - Ja jezdom jego teśiowa!

@

Po wysłuchaniu, jak to sie stało, doktór mówji do rajcowny Elki:

- Tak, a teraz sie rozbjerzym...

Elka szepta:

- Ale panie doktorze, mój narzynczony tamój za dźwjyrzami siedzi w poczekalni!

@

- Na mniłośc boska, co pan zez swojymi dziósłami zrobił?! - pyta dentysta wzburzóny. - Toć ja pani radziłó z wodo ze soló górglować!

- Aha - odpowjada pacjent zdumióny. - A ja rozómiałóm kwas solny!

@

32/95

Dwa babusie rozmawiajó na przystanku:

- Niech pani sobje wyobrazi, wczoraj jechałóm autobusym i o mało nie rojechelim komniniarza!

- Nó, wjidzi moja pani, co to sie dzieje?! To już autobusy po dachach jedó?

@

Wojtek sie łupsiyra, żeby mu tata samochód pożyczył.

Tata zły na niego móji:

- Ja był chciał właściwje wjedzić, do czego ty właściwje swoje nogi masz?

- Toć je jasne - mówji Wojtek. - Jedna do gazu, a druga do hamulca!


@


Do Pindelskich przyjechała stara ciotka w odwiedziny i nachwalić sie nie może z najmłodzszego jich synka.

- Jaki śliczny chłopsiec. Nosek ma po mamie, gymbusia po tacie, włoski po babci...

- ...bóciki po siostrze, buksy po bracie! - daje synek.



35/95


Pani Starocka obchodzi swoje 90. łurodziny. Burmistrz z kwsiatami składa ji życzynia:

- Ja móm nadzieja - mówji ón - że ja na pani 100-letnie łurodziny życzynia banda móg złożyć.

- Ależ czymu niy - mówji Starocka. - Pan mnie jeszczy dycht młody i forszowny chłop wyglónda!

@

Lulek u lykarza

- Ma ta medycyna tyż dzialąnia uboczne, panie doktorze?
- Jó, pan musi sie z tym liczyć, że bandzie pan wnet zdolny do roboty.


@

Wczoraj na wieczór Zyguś był w kinie. Dzisiaj na śniadanie ón sie srodze gorzy i mówji:

- Mnie sie śmnilo o wczorajszym filmnie take coś gupśygo!

- A czamu to cie gorzy? - pyta mama.

- Nie możesz tego pojóńć? - mówji Zyguś. - Żebym ja przed tym wiedział, to bym oszczyndzal sobje te pśyniańdze na co jinsze!


@

Pawełek przyszed do wujka z płaczym.

- Co sie z tobó stało? - chce wujek wjedzić.

- Ja zgubjyłóm psiańć złotych - płacze Pawełek.

- Tu, Pawełku, masz psiańć złotych i wszystko bandzie znowu dobrze, jó?

Pawelek sie cieszy. Wtyka psiniandze do keszeni w buksach. Tedy po mały chwili zaczyna znowu beczyć.

- Co teraz sie stało? - pyta wujek troskliwje. - Czamu ty znowu płaczesz?

- Tamu, że ja nie mówjiłóm dziesiańć złotych!

@

Stefa była frechowna i sie wadziła zez swojó mamó i za to dostała od mamy jednygo klapsa. Z płaczym wylejciala z jizby. Na trepach spotyka swojygo taty.

- Na, co sie stało? - chce tata wjedzić.

- Ach, nic takygo - móji Stefa. - Ja, ja przed chwsiłkó powadziłóm sie zez twojó żonó.


36/95


Mam do Jacka:

- Wypsij grzecznie wszystko mlyczko, a urosnó ci zdrowe i mocne zómbki.

- Ale mamo, to babcia musi mlyczko psić, bo ona ni ma zambów, a ja toć móm zómbki.

@

Beata pyta w przerwje swoja koleżanka z trzeci klasy:

- Ty jeszczy wierzysz, że dziecko przynosi boción, tak jak óni tu gadajo?

- No wiesz, przy dzisiejszym rozwoju nałuki i techniki wszystko je możliwe.

@

Jedyn taki objeżyświat opowjada swoje przygody:

- Wjyta, jida sobje bez Zachara, a tu jidzie na mnie jedyn lew! Ja chwatko w nogi i wskoczyłóm na najbliższa jabłoónka...

- Ale toć na pustyni nie rosnó jabłonki!

- Ja wjym, ale wjyta, że w tym strachu wcale tego nie zauważyłóm!

@

Lykarz ginekolog podszukał psianka zalotna Klarusia.

- Ma pani przyjaciela?

Jó, móm - móji óna zaczerwienióna.

- A co on je zez zawodu?

- Murarz.

- Ojo - mówji lykarz. - Tedy musza pani powjedzić - ón przed trzema mniesióncami założył u pani kamniań wyngelny!

@

Dyrechtor jedynygo dużygo domu handlowygo dał do siebje do biura zawołać jednygo sprzedawce.

- Ja mom tu jedno zażalynie od jedyngo klijenta, zez którym pan sie wadził - spśyrał. Ja take coś wiancy nie chca słyszeć. U nas klijent ma zasze racja! Rozumi pan to?

- Rozumia - mówji sprzedawca i chce biuro opuścić.

Dyrektor za nim woła:

- Aha, ale niech mnie pan powji, o co wóm szło. O co wyśta sie wadzili i spśiyrali?

- Ón durcham twjyrdzil, że dyrechtór tego tego dómu handlowygo je chciwy idiota!



37/95


Nałuciciel do Adasia:

- Podaj mnie trzy dowody na to, że ziamnia je łokróngła.

Adaś: - Je napsisane w ksióżce geograficzny. Drugie - pan powiedział, trzecie - mój tata tyż o tym durcham gadał!


@

Przed ogrodkam przedszkolaków znalezióno para rynkawiczków. Opekunka przedszkolakow pokazuje jich i pyta:

- Czyje só te rynkawijczki?

- Óni wyglóndajó tak, jak moje - mówji mała Basiunia. - Ale moje óni nie mogó być. Óni só precz!


@

- Chto mnie może dać przykład - pyta nałuczyciel - że ludzie w starszym wjeku zgodnie żyjó?

Zgłasza sie Jurek:

- Moje dziadki, panie profesorze. Dziadek chrapsi, a babcia tego nie słyszy!

@

- Mamo, czymu ja musza tak prandko do łóżka jiść?

- Tamu, że ty jezdeś malutka.

- To ty myślisz mamó, że ja w łóżku prandzy łurosna?

@

Ciotka Dorotka do Filipka:

- Ach, niy! Jaki duży ty łurosleś - zachwica sie ciotka małym Filypkym. - Ja sobje jeszczy przypomninóm tyn dzień, jak żeś sie łurodził. To był wtorek.

- To wcale nie może być, ciotko Dorotko - zaprzecza Filipek. - We wtorek ja przeważnie grom psiłka nożna na bojisku.


@

- Mój wujek ma wiele wianksza glaca od twojygo wujka.

- Jak ty to możesz udowodnić?! Toć od dawna ni majó ani jednygo włosa na łepsie!

- To sie zgadza, ale mój wujek ma wiele wianksza łepetyna.

@

Dwa koleżanki.

- Wierz mi Iza, Beno je dych za mnó!

- Ach tyn, toć był gupsi, zanim ón cie poznał!


38/95

Mama wysłała swoja najmłodsza córka do sklepu.

- Co chcialaś kupić? - pyta sprzedawczyni dziewczynke.

- Ja wolałabym czekolada, ale mama kazała masło...


@

- Kipsinski - pyta nałyczyciel - dlaczego dzisiaj ni ma w szkole twojygo sónsiada?

- Ón je w szpitalu.

- A co sie stało?

- My sie założylim, chto najbardzi wychyli sie bez lokno. Ón wygrał...


@

- Czamu jezdeś taki markotny?

- Wyłobraź sobje, zostawijilóm wczoraj w autobusie mój ładny parasol.

- Trzeba było jiść do biura rzeczy znalezionych...

- A byłóm! Parasol odzyskałóm, ale zostawjiłóm tam moja teczka.

@

Mały Lutek był zez swojim tató pśirszy raz na gościnie na wsi u babci.

- Tato - mówji Lutek. - Tyn kuron chyba je chory!

- Ale czamu? Co ty mójisz chłopcze?

- Nó, bo durcham jakaś kura musi go na plecach nosić.

@

- Ładne je to nasze dziecko - mówji żóna. - Jano najwiankszy kłopot móm zez psieluchami. Ciongle só mokre, a ja musza jich prać i ni móm chdzie jich suszyć w naszym małym miyszkanku.

Mónsz sie zastanowjil i po chwilo żónie poradził:

- Dawaj dziecko mlyko w proszku. Wtedy wystarczy psieluchy odkurzyć.


40/95


Koricki sie narywa na swoja żóna:

- Na poczóntku naszygo małżyństwa nasze mniyszkanie było durcham czyste. Tera to wyjrzy jak jakaś krównia. Możesz mnie to wyjaśnić?

- Toć to je dycht proste - wyjaśnia żóna zez słotkim łuśmniychym. - - Ja to mniyszkanie dostawałóm do woła, co w nim żyje!

@

Persónalny pyta:

- Był pan przedtem karany?

- Jó, ale to uż je dziesiańć lat tymu!

- A co pan przedtym robjił?

- Siedziałóm!

@

Kitulski psisze zez wywczasów nad morzym do swoji żóny:

"Ja leża cały dziyń wew psiasku, a jedna fala mnie ładnie chłodzi!"

Żóna mnie odpsisuje:

"Je ta fala blondynka czy brunetka?"


@

W szkole

- Co je ciższe: jedno kilo żylaza abo jedno kilo psiórów?

- Kilo je kilo. Oba só róno ciażkie, panie profesorze!

- Dobrze łodpowiedziałeś Janku.

- Na to nie zgadza sie - mówji móndra Jadzia: - Nó to dajta sobje kilo żylaza i kilo psiórow na łeb spuścić, tedy poczujeta, co je ćiższe.

@

Zła przychodzi 16-letnia Zuśka do dóm i knicha:

- Zez Jaśym już je koniec - móji óna. - Ostatecznie kóniec.

- Ale Zuziu, czamu to? - pyta mama troskliwje.

- My siedzielym w parku na ławce - opowiada córka - i, i....

- I tedy on byl frechtowny? - przerywa ji mama.

- Niy - woła Zuska oburzóna. - Ón łusnył!



41/95

Mariusza mama dostała bliźniaczki.

- Powiedz to twojamu nałuczycielowji - mówji tata. - Ón ci da jedyn dziyń wolny ze szkoły!

Na drugi dziyń tata pyta:

- No, zgodził sie? Dostaniesz wolny dziyń?

- Jó - wola z łuciechó Mariusz. - Jutro moga byc doma!

- A co nałuczyciel powiedział na te bliźniaczki? - pyta tata dali.

- Ach, ja mu powjedziłóm o jednym dziecku - mówji Mariusz. - O tym drugym powjym na drugi tydziyń, tedy ja dosta znowu dziyń wolny!


@

Iwo lejci zdenerwowany do swoji mami.

- Wyłobraź sobje, co ja tera prawje wjidziałóm - woła ón. - Ja wjidziałóm, jak Jasiu Mariśka całowal. I to długo i mocno!

- Toć to jasne, mój chłopcze - mówji mama. - Oni dwa byndó sie niedługo żenić.

- Ach tak - mówji Iwo. - A czymu nie żyni się tatuś zez swojó sekretarkó?

@

Dwa małe kolegi.

- Moja babcia je jak gazyta.

- Jak to? Czy óna tak wiele gada?

- To niy. Ale óna codziynnie sie łukazuje!


@

Mały Olek jedzie z babció w ałtobusie. Naraz on woła, że wszyscy to słyszó:

- Babciu, ja musza pysiać!

Psst! - mówji babcia.

- Na nastemnym przystanku wysiadajó i jidó do domu towarowygo na łubykacja.

- Jak ty na drugi raz tak muszisz - móji babcia - to mów zwyczajnie: "Ja musza śpśywać". Tedy ja uż banda wjedzić, co ty myślisz.

Olek mruga oczami, że sie zgadza, że tak powjy.

Na wieczór w łóżku Olkowi sie zachciało na łubykacja.

- Mamo - woła ón. - Ja musza śpśywać!

- Ale toć niy tera w nocy. Ludzi obudzisz - mówji mama.

- Ale jó, jó, ja musza śpśwyać!


- No to dobrze - mówji mama po chwili. - Jak to koniecznie musi być, to zaśpśwyaj mnie po cichu do lucha.

@

W szkole.

- Jaki mniesionc ma 28 dni?

- Każdy. Ale wiancy mniesiany majó para dni wiancy.

- Jaki płyn nie zamarznie?

- Ciepła woda.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz