piątek, 9 kwietnia 2004

Lipia Góra. Sołtys Wiseława Ślusarz o wsi...

Lipia Góra leży na północnym krańcu gminy Zblewo niedaleko szosy wiodącej z "berlinki" do Skarszew. I tu, jak w wielu innych wsiach, widać proces "podbijania" terenów wiejskich przez mieszkańców miast

Kupują siedliska


Wiesława Ślusarz jest drugą kadencje sołtysem we wsi Lipia Góra, ale w poprzedniej kadencji sołtysowała tylko rok za Piotra Chływę, byłego sołtysa.

- W Lipiej Górze nie można mówić o stałej liczbie mieszkańców, bo jest rotacja - opowiada o wsi pani sołtys. - Więcej tu zameldowanych, niż mieszka. Ale oczywiście są gospodarstwa. Największe ma Zofia Pieczkowska - przeszło 30 ha, Andrzej Szarmach - ok. 20 ha i Ryszard Hapka - 10 ha. Wieś jest biedna. Większość mieszkańców to emeryci i renciści. Działki kupują tu ludzie z miasta. W tym roku będzie się wprowadzać rodzina z Gdańska. Kupują po starszych ludziach. Woda jest, telefony są, to dla nich ważne.

Agencja powinna mieć informator

Osiedle Kleszczewo Kościerskie i Wałdówko należały kiedyś do PGR- ów. Popegeerowską ziemię dzierżawią tutejsi rolnicy. W Wałdówku prawdopodobnie znaleźli się spadkobiercy i Agencja nie może sprzedać. Są gospodarze, którzy kupiliby więcej ziemi, ale nie ma jej w pobliżu. Agencja - uważa pani sołtys - powinna mieć informator, gdzie i w jaki sposób można ziemię kupić. Poza tym wszystkie procedury związane z kupnem są bardzo zawiłe.

Już po remizie

Zebrania wiejskie odbywają się w domu pani Wiesławy. Kiedyś we wsi była remiza strażacka, obecnie budynek stoi bez użytku. - Drzwi i okna były wybite. Chcieliśmy z mężem je odremontować, ale przyjechała elektrownia, zabrała licznik i do tej pory nie ma prądu. Gdyby było ogrzewanie i prąd, to załatwiłoby się jakiś stary telewizor. Dzieciaki miałyby gdzie spędzać wolny czas... Może za mało uparta jestem i nie mam daru przekonywania... - zastanawia się pani Wiesława.

Dlaczego tej drogi nie ma

W planie na ten rok jest budowa drogi. Niczego ważniejszego nie ma, bo Lipia Góra jako jedna z nielicznych wsi w powiecie leży przy drodze nieutwardzonej. Kiedy przychodzą roztopy, to i tę drogę zalewa, gdyż blisko są jeziora. - Chcę, aby przysłano mi na piśmie, dlaczego tej drogi nie robią.

Jeziora to tutaj magnes

A te jeziora to właśnie magnes dla mieszczuchów. Jeziora i w ogóle ładny tutaj teren. - Chciałam wywalczyć bezprzetargowo w użytkowanie jeziora Rokitno, ale się nie dało. Wywalczył je Jan Szuba, jeden z nowo wybudowanych mieszkańców z Gdańska. Podpisał na 10 lat umowę dzierżawy. Ale wypuścił wśród mieszkańców kurendę, w której poinformował, że gdyby znaleźli się chętni do współdzierżawienia, to proszę bardzo. I mogą wtedy z jeziora korzystać.

Bez znaków

Znaki drogowe postawiła firma Zojax ze Zblewa. Zginęły w ciągu dwóch miesięcy. - Dwa znaleźliśmy, ale już bez słupów. Jeden syn znalazł w rowie, a drugi mąż w lesie, jak stopniał śnieg. Wszystko, co się nadaje na złom, ginie.

Ścieżki pozarastały

- Co ludzie tu robią? Kto ma działkę, latem na niej gospodaruje. Jesienią chodzą na grzyby, a zimą kobiety robią na drutach. No i ta telewizja. - Mój mąż to na te seriale mówi "horrory". Wiadomo, mężczyźni wolą wyścigi samochodowe i bijatyki Rambo. Kobiety lubią łagodne filmy. Bez telewizji dzisiaj ciężko. Kiedy nam wysiadł telewizor, wysłałam męża do sąsiada, aby pożyczył. Dzieci też są przyzwyczajone. Torby w kąt i tylko bajki oglądają. Koła Gospodyń nie ma. Starsze osoby się wykruszyły i się rozpadło. Takie życie jak kiedyś już zanika. Kiedyś sąsiad z sąsiadem przez płot rozmawiali, a teraz ścieżki między nimi pozarastały. Życie towarzyskie kompletnie zamilkło. To wszystko przez telewizję. Jeszcze trochę, to jak ktoś zechce do kogoś przyjść, będzie musiał przedzwonić. Będzie jak na Zachodzie. Z pięć lat temu, gdy samochód drogą przejeżdżał, to ja już kawę wstawiałam. Nawet nie wiedząc, czy to do mnie jadą.

Zdjęcia

Pani Wiesława ma siedmioro dzieci (sześcioro w wieku szkolnym). Mąż pracy się nie boi. Stałego zarobku nie ma, ale dorabia, gdzie się da. Tutaj wszyscy wiedzą, że kiedy człowiek nie ma stałej pracy, to każdy grosz się liczy. Panią sołtys wyrejestrowali z urzędu pracy, bo raz na kwartał miała dochód. Chodziło im o podatki, które pobiera od mieszkańców. Na zdjęciu pani Wiesława z córką Anią, gimnazjalistką. Boża męka w Lipiej Górze wybudowana przez męża pani Wiesławy, Zbigniewa.

Opracowano na podstawie artykułu z Tygodnika KOCIEWIAK (środowy dodatek do Dziennika Bałtyckiego).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz