piątek, 9 kwietnia 2004

Pałubinek. Sołtys Otylia Wojtaś o wsi...

PAŁUBINEK. GM. ZBLEWO. Na miesiąc przed wejściem do Unii wielkie wątpliwości. Ale to, co teraz się dzieje, jest załamujące

Otylia Wojtaś jest sołtysem Pałubinka już trzecią kadencje. Przychodzi do niej 35 płatników podatku, więc pracy nie ma aż tak dużo.

Pałubinek zamieszkuje 164 mieszkańców. To wieś typowo rolnicza, w większości zamieszkała przez emerytów i rencistów. Największymi gospodarzami są tu: syn pani Otylii Arkadiusz - gospodarstwo liczy przeszło 40 ha, Franciszek Galikowski - ok. 20 ha i Edmund Knopik - ponad 20 ha.

Najstarsze mieszkanki Maria Knopik i Zofia Czerwincka mają po 83 lata, a Zofia Wojtaś 82 lata. Szkoły w Pałubinku już nie ma ze względu na zbyt małą liczbę dzieci. Budynek poszkolny jest zamieszkały przez najbiedniejszych. - Mamy uzgodnione, że raz do możemy korzystać z pomieszczenia na zebranie. Raz do roku, bo zimą ludzie dużo w telewizorze siedzą. Przez to teraz brak jakiegokolwiek zainteresowania. Raz mieszkańcy się spotkali przy wypisywaniu wniosków. Inna sprawa, że jak szkołę wzięli, to gdzie tu się spotykać?

Drobne pieniądze

Pałubinek w zeszłym roku razem z Pinczynem brał udział w Programie Odnowy Wsi. Pieniądze poszły na dom kultury w Pinczynie. Każdego roku wieś otrzymuje 600 zł. 300 zł rada sołecka wydała na rolety antywłamaniowe do ośrodka dla osób niepełnosprawnych "Pogoda", 100 zł przekazała straży, która zakupiła sztandar, 100 zł przekazano na zakup kostki brukowej na zajazd dla autobusów przy szkole w Pinczynie, kolejne 100 "poszło" na środki czystości również do Pinczyna. I tak pieniążki się rozeszły.

Wątpliwości

- Nie mam pojęcia, jak będzie po wejściu do Unii - mówi pani Otylia. - Daj Boże, aby było lepiej. Wymagania unijne duże, mówią, że Sapard będzie dopłacał, ale jak to się potoczy, dopiero się okaże. Rolnicy mają stary sprzęt, niektórzy na wsiach prądu nie mają i gdzie my do Unii?

Wątpliwości, wątpliwości, wątpliwości jak wszędzie, nie tylko na wsi.

Z drugiej strony konieczność, choćby ze względu na technologię. - Mój syn Arek pięć lat temu pojechał do Holandii kupić kombajn, używany, ale z nowym silnikiem. Nasz Bizon nie ma porównania. Niemiecka stara maszyna, ale w jakim stanie. W Niemczech widział szosy doprowadzone są do każdego gospodarstwa, chlewnie z wentylatorami, wszystko zmechanizowane na "guziki". Nasza chlewnia ma 16 lat. Mamy w niej nawet wyciągi do obornika. Można by ją było rozbudować, poszerzyć, ale skąd na to wszystko pieniądze wziąć?

Wszystko niestabilne

Inna sprawa, czy tak dalej można żyć? Wszystko takie niestabilne. Może w Unii będzie inaczej? - Trzoda chlewna miesiąc temu była po 2,85. Nawozy i koncentraty drogie, to jak taki rolnik może wyżyć? A weź, pani, w takiej masarni. Świnie jak tanieją, to w sklepach masarskich jest cena stabilna. Jeśli cena skupu jest wyższa, to w masarni cena automatycznie wzrasta. Schab po 10 - 12 zł w sklepie, a bydło po 3 czy 3,10, to gdzie tu można do przodu iść?

Na rodzinę nie może narzekać

Na syna i synową Joannę pani Otylia nie może narzekać. Robota im się w rękach pali. Najstarsza wnuczka Marta też jest pracowita i bystra. Cały dom wysprząta. - To taka mała gospodyni - chwali pani Otylia.

Zdjęcia

1. Otylia Wojtaś z wnuczką Olusią.

Opracowano na podstawie artykułu z Tygodnika KOCIEWIAK (środowy dodatek do Dziennika Bałtyckiego).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz