sobota, 3 stycznia 2004

Radziejewo - wszystko o wsi

Radziejewo. Wieś. Popeegerowska, z gorzelnią, z problemami, ale i z nadziejami. Z samego narzekania nic nie przybędzie.Krzysztofa Surówkę najbardziej wkurza postawa urzędników. Jako lider programu pomocowego "Piękna Wieś" zdopingował mieszkańców do rekultywacji plaży. Nie może jednak doprosić się od wójta, żeby pokrył koszty transportu żwiru. Te wypowiedzi tonuje córka pana Krzysztofa, Arleta, która jest sołtysem Radziejewa. Mówi, że ustalenia były takie, iż po rekultywacji plaży sami pokryją koszty transportu żwiru. Zwróciła się do wicewójta Ryczka, który nie znalazł możliwości pomocy mieszkańcom. Plaża wygląda nieciekawie, bo nie ma na niej piasku. Jan Wildman, który ma własną żwirownię, obiecał 15 wywrotek piachu. Niestety, nie możemy ustalić jakiej to wielkości miałyby być wywrotki. W interesie wsi mogłyby to być kamazy. Problem w tym, że gospodarze nie bardzo mają czas na wożenie piachu na plaże, a pani sołtys uważa, że trzeba to zrobić jak najprędzej, bo sezon praktycznie już się zaczął.


60 tys. zł

Taką kwotę udało się uzyskać z programu "Piękna wieś". Wystarczyło na ławeczki, gdzie podstępnie robimy zdjęcie pani Gabrieli Klinkosz w towarzystwie naszego przewodnika K. Surówki. Ponadto uporządkowano teren, założono trawniki, urządzono plac zabaw. Odbyły się tu już dwie zabawy wiejskie i festyn z okazji Dnia Dziecka. Pan Krzysztof chce, aby stanęły tam ławy i stoły z przepołowionych pni. Plac zabaw prezentuje się całkiem przyzwoicie. Niedługo będą i huśtawki. Młoda trawa wymaga pielęgnacji. Trochę ją nadwątliły ostatnie upały. Ale mieszkańcy mówią, że przyjdzie do siebie. Na razie w piaskownicy zastaliśmy Kamila Fojutha, który jak na tak młodego modela cierpliwie czekał aż wyjdzie słońce.

Najwięcej pomagali w społecznej pracy na rzecz wsi: Zbigniew i Roman Ćwiklińscy, Krzysztof Rueck, Jan Radkowski, Piotr Kilich i Roman Krzemiński.


Gorzelniane perfumy

Najwięcej na temat miejscowej gorzelni może powiedzieć Henryk Prabucki. - Na początku pracowałem tu w PGR-ach, od 1968 roku. Później przeszedłem za magazyniera. W 1973 roku byłem w gorzelni palaczem. Ale zachorowałem, pracowałem wtedy przy kadziach, gdzie fermentuje się zacier - opowiada pan Henryk. - Tam był taki zapach, taka perfumeria, że niekiedy musiałem stamtąd uciekać, bo udusiłbym się.

W gorzelni była jeszcze praca dla aparatowego. Również tym trudnił się Henryk Prabucki. - Kiedyś tam było tyle pracy, że ludzie pracowali na dwie zmiany. Ja tam przepracowałem ponad 20 lat - mówi pan Henryk.
W gorzelni przed laty było pracy dla około 150 osób. - Nikt nie miał bogactwa, ale zawsze był jakiś pieniądz i lata pracy się liczyły. Tyle osób miało tu zatrudnienie - mówi żona pana Henryka. - A teraz to bieda, że aż piszczy. Taka jest gospodarka. Po prostu ludzie nie potrafią gospodarzyć albo zwyczajnie nie chcą. W Radziejewie mało ludzi ma pracę. Są tylko 2 sklepy. Jest też kilka gospodarstw rolnych. Ale są to średnie gospodarstwa i trudno im się utrzymać. - Gdyby ktoś otworzył mały zakład na pewno byłoby lepiej - mówią mieszkańcy wsi. - Kobiety pracują dorywczo w Szteklinie, na ośrodku wypoczynkowym. Ale to tylko w sezonie. No, ale tak to jest. Tam, gdzie upadł PGR, tam już nie ma roboty dla ludzi - kończą rozżaleni.


Prezes sportowiec

Henryk Lies jest byłym sportowcem. Grał w Włókniarzu Starogard w czasie, gdy grywał tam Kazimierz Deyna. Pan Henryk jest prezesem Orła Radziejewo, klubu, który założył w 1995 roku. Drużyna B-klasowa, ale z ambicjami na klasę A. Jeżeli uda im się tak powalczyć jak w rundzie wiosennej, ten awans może być realny. Największymi rywalami Orłów są zawodnicy Jantara Pawłowo, Nowych Nowa Cerkiew, Kolibra Lubichowo i Zielonych z Łęga. Pozostali się nie liczą. Po rundzie wiosennej klub był na 7 miejscu. Prezes prowadzi skrupulatną statystykę. Ma w zeszycie opisany każdy mecz, każą akcję. Podstawowi zawodnicy to: Jarosław Słomiński - bramkarz, Andrzej Armatowski, który ma już 42 lata, a gra jak szatan, Piotr Mielewczyk, Karol Baran, Piotr Kamrowski (7 goli), Waldemar Lampkowski, Andrzej Lindenau, Arkadiusz Kilich (4 bramki), Tonmasz Stolc (4 gole),

Przemysław Fic i kapitan Krzysztof Rueck (15 bramek). Jeszcze grają: Andrzej Karwatowski, Bartłomiej Ciesielski i Artur Lindenau. Pan Henryk denerwuje się, że czasem nie przyjeżdżają sędziowie i trzeba ich losować spośród kibiców. Z tego tytułu często spotkania sędziuje Jarosław Wodzikowski. Boisko za to wygląda jak należy. Są dwie szatnie. Jedna dla sędziów, a druga dla zawodników. Murawa dobrze utrzymana, bo zadbana. Tyle radości z tych pojedynków. W niedzielę szykuje się sparing z Bączkiem. Tyle o sporcie.

Państwo Czesława i Henryk Lies mieszkają w popeegerowskim bloku. Prezesowanie wspólnocie wcale się nie uśmiecha naszemu rozmówcy. Jeden z mieszkańców ośmiorodzinnego bloku ani myśli płacić za mieszkanie. A to przecież tylko 35 zł miesięcznie za trzypokojowy lokal. Ci, co mają dwa pokoje, płacą jeszcze mniej, bo 25 zł. Za te pieniądze przeprowadzane są remonty. Pan Henryk chce zrezygnować. Szkoda zdrowia - mówi. Jego żona przytakuje i wspomina czasy pracy w PGR. Mąż przy bydle, a ja przy szóstce dzieci, nieraz musiałam mu pomagać - wzdycha pani Czesława.


Oczyszczalnia - gardłowa sprawa

Problemem dla mieszkańców wsi jest brak oczyszczalni ścieków. Wszystkie brudy spływają do jeziora. - O, proszę zobaczyć, tam jest rów z niespodziankami. Nawet pod blokami są te ścieki. Cały czas śmierdzi, a najgorzej jest latem, gdy przyjdą upały - wskazują rozmówcy na pobliski rów, w którym zamiast czystej wody płyną sobie ścieki. Podczas kadencji poprzedniego sołtysa cała dokumentacja do budowy oczyszczalni ścieków była przygotowana. Brakowało jednak pieniędzy. W gminie zmieniły się władze i czar prysnął. O oczyszczalni nikt nie pamięta. Ludzie podejrzewają, że część funduszy przeznaczonych właśnie na oczyszczalnię zainwestowano w nową szkołę w Bytoni.

- No i dalej musimy wąchać zapachy z naszej "perfumerii" - mówią mieszkańcy, bojąc się przedstawić naszej reporterce. Od niedawna jest we wiosce nowy sołtys. Zresztą całkiem sympatyczny. Ludzie mają wciąż nadzieję, że kiedyś ta oczyszczalnie będzie faktem. Na razie muszą patrzeć, jak rzeka ścieków zalewa ich łąki i zanieczyszcza pobliskie jezioro. Pani Arleta liczy, że uda się pozyskać więcej pieniędzy z drugiej edycji programu "Piękna Wieś".


Telefony, telefony

Mieszkańcy Radziejewa chcieli - jak wszyscy cywilizowani ludzie - mieć telefony stacjonarne. Podpisali już trzy umowy z pracownikami telekomunikacji. Niestety, w maju bieżącego roku umowy wygasły. I co teraz? Ludzie żyją nadzieją od trzech lat. - Na poczcie mówią, że telefony będą. Ale kiedy? - czekają na odpowiedź bezradni mieszkańcy. - Mamy możliwość założenia telefonów przez radio. Ale wiadomo, na jakiej to jest zasadzie, prawda? - Sąsiedzi będą słyszeć nasze prywatne rozmowy w telewizorze - żartują cierpliwi ludzie. Jedyne na co można liczyć w Radziejewie to własna komórka, którą mają nawet dzieci albo budka telefoniczna, która częściej jest uszkodzona, niż można sobie z niej porozmawiać.


Do rozmowy i zdjęcia

Chętne do rozmowy i przede wszystkim do zdjęć były dzieci i młodzież. Są wakacje, więc miały dużo czasu, aby mnie oprowadzić po miejscach ich codziennej rozrywki. 0d czasu nowego sołtysa młodzież jest bardziej zadowolona. - Jest bardzo fajnie. Widzi pani, mamy tu ławeczki. Możemy tu zawsze posiedzieć, porozmawiać. Często gramy tu w karty. Jest też od dawna świetlica środowiskowa. Ale tam chodzi podstawówka. Z gimnazjum mało kto - wyjaśnia Kasia. Stworzono najmłodszym plac zabaw: ławeczki, piaskownica i drabinki. - Szkoda, że nie ma tu huśtawek, byłoby weselej - mówi zawstydzona mała Adrianna, która mieszka w Suminie, a teraz jest u babci na wakacjach. Atrakcją dla młodych jest jezioro. To samo, do którego wpływają ścieki. - Łowimy ryby, kąpiemy się... Ma być zrobiona tu plaża i ma być też pomost. No bo pomostu tu nigdy nie było - dodaje Kasia.


Jest jak jest

Radziejewo, jak w soczewce, skupia problemy kociewskiej wsi. Jedni mówią, że jest dobrze i śmiało podają swoje personalia. Inni narzekają, ale niechętnie ujawniają swoje nazwiska. Coś w tym jest.


Tekst i foto: Izabela Lemańczyk, Jarosław Stanek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz