wtorek, 7 września 2004

Ireneusz Makiła o tym, ile kosztuje piłka nożna

Jak powstaje drużyna piłkarska, ile kosztuje, jaka czeka ją przyszłość, czy teraz w "kopanej" jest lepiej niż w PRL? - na te i inne pytania odpowiada Ireneusz Makiła, szef Gminnego Klubu Sportowego Bobowo, dyr. tutejszego Gminnego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji.


Interesuje nas piłka nożna i to co wokół niej się dzieje. Na przykład koszty utrzymania takiej drużyny, czym jest dla wsi, czym może być dla społeczności wiejskiej nie tylko w sensie sportowym. Od kiedy istnieje drużyna GKS Bobowo?
- Założyliśmy ją w ubiegłym roku. Grała w ubiegłym sezonie w lidze. Na trzynaście drużyn zajęła 13. miejsce.

- Na szczęście w najniższej klasie B, skąd się nie spada.
- Zapłaciliśmy frycowe za debiut w lidze. Drużyna dopiero się zawiązała. Do tego graliśmy jako gospodarze nie na swoim boisku, które było w remoncie, a w gościnnym Wielkim Bukowcu (gmina Skórcz - red.).

- Z ciekawości - ile kosztuje wynajem boiska?
- Stawki są różne. Za wynajem w Wielkim Bukowcu płaciliśmy 30 zł, w Lubichowie kosztowało 70 zł, a Pomarzanka Skórcz chciała 300 złotych. Za spotkanie.

- W Bobowie na przyszkolnym boisku zawsze kopano po lekcjach piłkę. Grali uczniowie i nawet nauczyciele. Aż dziw, że we wsi nigdy nie było ligowej drużyny.
- Kiedyś była. Grała w C klasie, ale to była piłka zupełnie amatorska.

- B klasa też jest amatorska... W jakich okolicznościach zawiązała się drużyna? Przyjechał ktoś z LZS-ów i kazał? Mówimy tak, bo kiedyś w Radzie Wojewódzkiej LZS decydowano, jaka dyscyplina gdzie ma być. Pod koniec lat 80. na przykład zaplanowano w Gdańsku, że tu ma być siatkówka żeńska, kiedy wówczas rozwijała się LA, tenis stołowy i piłka ręczna.
- Nikt nie decydował. Ta drużyna zawiązała się trochę przez przypadek. Zaistniał odpowiedni zbieg okoliczności. Od dwóch lat bobowiacy i kilka osób z zewnątrz grali w piłkę nożną w halach i w szkołach. Między innymi grali Artur Breszka, Czarek Gargella i ja. I to my jesteśmy założycielami klubu.

- Klubu z drużyną piłkarską w minionym sezonie bez swojego boiska. Ale (co widać z budynku GOKSiR-u) teraz, po remoncie, boisko wygląda wspaniale.
- To na skutek zaangażowania mieszkańców Bobowa. Boisko wyremontowano i powiększono. Liczy sobie 95 na 45 metrów. Odległość między piłkochwytami wynosi 105 metrów. Myślę, że w rankingu powiatowych boisk, gdzie gra B- i A-klasa, jest w czubie. Może znalazłoby się po Kaliskach i Lubichowie na trzecim miejscu.

- W tym pierwszym sezonie w drużynie grali sami bobowiacy?
- Nie, drużynę, która została zgłoszona pod koniec czerwca ubiegłego roku, bobowiacy tworzyli w 70 procentach. Ci z zewnątrz to dwaj piłkarze z Wysokiej (gmina Bobowo), jeden z Zielonej Góry (gmina Lubichowo) i trzech ze Starogardu.

- Warto wymienić skład. Wszak to historyczna dla Bobowa sprawa - pierwsza poważna drużyna w gminie.
- W ubiegłym sezonie grali: Artur Breszka, Wojciech Budzyła, Mateusz Chyła, Radosław Czerwiński, Daniel Drawski, Cezary Girgella, Kamil Kiełtyka, Bartosz Kroplewski, Tomasz Maśliński, Miłosz i Marcin Podjaski, Krzysztof Rocławski, Adam Suszek, Łukasz Wojak i Dariusz Zintek.

- Drużyny piłkarskie borykają się z problemami finansowymi. Są różne próby zmiany postsocjalistycznego systemu organizacji sportu, który się rozlatuje. Pojawiają się kluby prywatne, są strategiczni sponsorzy, jak na przykład Dariusz Brzoza w Kleszczewie czy wcześniej Zbigniew Świadek. GKS Bobowo działa w oparciu o środki gminne?
- Piłka nożna to część pracy Gminnego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Bobowie.

- Czyli środki gminne... Przypuśćmy, że jakiś podmiot albo stowarzyszenie chciałoby założyć taką drużynę i utrzymywać - ile trzeba by przygotować środków na sezon?
- Policzmy. Na stroje 1 500 zł, na buty 2 tys. zł, wpisowe i opłata 100 zł, sędziowie - od 50 do 90 zł za mecz razy 12 spotkań, koszty wyjazdu - średnio 250 zł. W sumie sezon w B klasie kosztuje około 7 tys. złotych.

- To niedużo. Sport - jak powszechnie wiadomo - dzieli się piłkę nożną i resztę. W środowiskach wiejskich to często jedyne cykliczne widowiska z wydarzeniami okołosportowymi. Czy tak będzie w Bobowie? Boisko leży przy domu kultury. Jak to zostanie powiązane?
- Tak, to dobre połączenie. W ogóle najlepiej jest wtedy, gdy boisko znajduje się w środku wsi. Wtedy mecze cieszą się większym zainteresowaniem, przychodzi więcej kibiców. Mam roczne doświadczenie. Najwięcej osób, do 150, przychodzi na mecze w Pelplinie, Radostowie i Rajkowych. W tej chwili nawet w klasie okręgowej trudno zebrać tyle osób. Ale tu - jeżeli idzie o sport - nie ma być tylko piłki nożnej. W tym roku będziemy robić boisko do siatkówki plażowej i piłki nożnej plażowej.

- Pierwsze boisko do piłki nożnej plażowej w powiecie... Co będzie pozasportowego przy okazji spotkań ligowych?
- Piłka ma przyciągać miejscowych ludzi. Podczas meczu i po meczu powinni odpocząć, porozmawiać, powspominać, wypić w przyzwoitych warunkach piwo. Po meczach można organizować zabawy. Mecze są rozgrywane od marca do połowy czerwca. Połączymy z nimi z pięć wydarzeń kulturalnych. Mamy scenę, możemy to robić.

- Niedawno posłanka J. Banach na łamach prasy wspominała, jak to pięknie w czasach socjalizmu rozwijał się sport, kultura... Czy teraz jest gorzej? Mniej osób gra? Czy to się wiąże ze zmiana ustroju?
- To prawda. Do 1995 roku boiska tętniły życiem. Mniej gra, ale z innego względu. Teraz mamy zjadacze czasu - komputery, telewizję. Winne są też - koszty. Kiedyś większość z nich pokrywało państwo. Teraz musimy sami sobie radzić.

- Ale 7 tysięcy złotych to nie jest jakiś wielki koszt? Cena dwóch używanych maluchów.
- Tylko te koszty będą rosły. Nie skończymy na drużynie ligowej. Chcemy utworzyć młodszą grupę z IV i V klasy.

- A może to powinno pójść w inna stronę, na przykład w stronę szkółki piłkarskiej? W Niemczech - jak swojego czasu pisał Patryk Gabriel - piłkarz nożny to najbardziej pożądany zawód. Ktoś, kto zapisuje dzieciaka do szkoły muzycznej, musi płacić. Dlaczego ktoś, kto chciałby szkolić dzieciaka w kierunku piłkarz nożny, nie ma tego robić? Poza tym wiadomo, że jak rodzic płaci, to i on, i jego dzieciak podchodzą do takich lekcji poważniej.
- To prawda, że jeżeli ktoś płaci, to do tego podchodzi się bardziej odpowiedzialnie. Być może to w tę stronę pójdzie, ale w klubach, gdzie jest jakiś poziom szkolenia, wyniki i tradycje. Poza tym w takim Bobowie na przeszkodzie stoi zasobność portfela.

- Życzymy powodzenia w nowym sezonie.

Tygodnik Kociewiak - środowe wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz