wtorek, 7 września 2004

U Serockich

Sporo pisaliśmy o rolnictwie przed wejściem Polski do UE. Po wejściu widać już plusy. Gospodarstwo Doroty i Lecha Serockich w Barłożnie imponuje estetyką.
Dom pod dachówką został świeżo pomalowany, otaczają go ładnie skomponowane krzewy i drzewa. Porządek i nowoczesność widać też w budynkach gospodarczych. To efekt wieloletniej pracy. Rozmawiamy o tym, jak teraz, po wejściu do Unii Europejskiej, Seroccy widzą przyszłość gospodarstwa i szerzej rolnictwa w Polsce.


Renty strukturalne. Plus
- Czy już widać jakieś plusy wejścia do Unii Europejskiej?
- Wybieramy się na renty strukturalne - mówi Lech Srocki. - Oboje spełniamy warunku unijne. Mamy odpowiedni wiek i przekazujemy gospodarstwo następcy, synowi Wiesławowi.
Renty, po obliczeniach, nie wychodzą za wysokie - na dwie osoby ok. 2000 zł brutto. Od tego trzeba odjąć podatek i składkę na KRUS. Ale zawsze coś. Na marginesie - Seroccy dbali o wykształcenie dzieci. Córka Katarzyna zrobiła studia doktoranckie ATR Bydgoszcz, syn Radosław skończył Politechnikę Gdańską i akurat pracuje jako jeden z kierowników budowy apartamentowca w Gdańsku, Andrzej ma wykształcenie średnie.
- Renty strukturalne. To przyszło z Unią. Plus czy minus?
- Jest to może i dobre, bo umożliwia rolnikom, którzy się czasem męczą, opuszczenie gospodarstwa. A młodsi rolnicy mogą w związku z tym powiększać swoje gospodarstwa i lepiej je zagospodarowywać.
- Czyli plus.

Pomoc młodym. Plus
- Młodzi rolnicy mają szansę na dotację.
- Nasz następca ma szansę dostać 50 tys. złotych - bezzwrotną kwotę na rozwój. Wchodzą w to też różne fundusze, na przykład na drogi dojazdowe do gospodarstw.
- No to jest ładny pieniądz w momencie startu.
- Zrobi też jakąś inwestycję, pokaże plany i wykaże się kosztami, to może też dostać 50 procent zwrotu kosztów. Potem można inwestować dalej i dalej, wykazywać się kosztami i planami, i tak w kółko.
- To zmusza do gospodarki planowej. Może to sformułowanie "gospodarka planowa" źle się kojarzy, ale to zachodnie planowanie nie ma nic wspólnego z tym socjalistycznym. Plus.

Jak będzie, zobaczymy
Gospodarstwo Serockich liczy 30 hektarów. Zwierzęta - 35 sztuk bydła i 200 sztuk trzody chlewnej w cyklu zamkniętym - karmi się tu własną paszą. Na dziedzińcu widać dobry sprzęt. W chlewie z trzodą i w oborze z bydłem sterylna czystość. Wszystko już po "unijnemu".
- Przez minione 15 lat rolnicy dostali nieźle w kość od "Balcerowicza". Ale po waszym gospodarstwie tego nie widać. Jak to było przez te 15 lat?
- Było tak, że przez ostatnie 15 lat podtrzymywaliśmy to, co osiągnęło się wcześniej. Bazowaliśmy na dorobku lat osiemdziesiątych. Maszyny są z tamtego okresu. Ładne obejście to też efekt tamtych czasów. Drzewa i krzewy ozdobne kupowaliśmy stopniowo w latach 80. Dba o to żona. Po 1989 roku w rolnictwie było coraz słabiej.
- A jakie są prognozy?
- Jak będzie, zobaczymy.

Dopłaty - plus
- Wszyscy teraz mówią o dopłatach do wsi, do hektara. Dużo mówią o tym w mieście. Z zazdrością. My uważamy, że to rekompensata za 15 lat lekceważenia polskiego rolnictwa przez kolejne rządy. Okazuje się teraz, że to nasze rolnictwo było i nadal jest potęgą. Ile dostaniecie tej dopłaty?
- Wielkość unijnych dopłat do hektara uzależniona jest od funduszy unijnych i krajowych, w zależności od oprowadzonej przez państwo unijnej składki. Ale nie wszystko jest dotowane. Dostaniemy dopłatę do około 23 ha, bo na części ziemi rosną buraki, a tego się nie dotuje. Można to przeliczyć razy 500 złotych.
- Ponad 10 tysięcy złotych. Zawsze to jakiś pieniądz. Dotacje - plus?
- Byłby plus, ale cena zbóż spadła gdzieś o 25 procent.
- Ale za to poszła w górę cena żywca i byka.
- To prawda, cena żywca teraz poszła w górę, ale jest niestabilna. Bydło
opasowe poszło w górę do 5,40 zł za kilogram.
- Z ciekawości. Ile dostaje się za takiego odchowanego byka?
- Byka (nasze nie są opasowe) hodujemy dwa lata. Po tych okresie za 650 kg zwierzę dostanę 3200 złotych.
- Czyli jeżeli idzie o ceny - plusy.
- Żywiec, bydło opasowe tak, ale zboże już nie. I mleko też nie. Ma nienadzwyczajną cenę, bo musimy spłacać kredyt z sapardu.
- Ale dzięki tym kredytom mamy w powiecie nowoczesną mleczarnię.
- To tak. Niewiele ich zostało. W Starogardzie, w Chojnicach, w Nowym Dwórze Gdańskim, Maćkowych i w Skarszewach. W OSM Starogard zostało 110 dostawców mleka. Ale oddają dużo mleka, wcale nie mniej niż kiedyś.
Plusy i minusy. Więcej plusów.

Ceny się stabilizują
- Ale ceny powoli się stabilizują. Przy stabilnych cenach można coś zaplanować, obliczyć, wziąć kredyt.
- Nigdy nie brałem kredytów i nie robiłem żadnych biznesplanów. Rolnik taki jak ja patrzy, ile pieniędzy zostaje mu w kieszeni w czerwcu.
- Musi mu jednak zostawać, jak żyje. Jak to jest z tymi cenami? Dają się już przewidzieć?
- Z cenami za żywiec jesteśmy już tacy sami, jak ci na Zachodzie. Mamy 101 euro w całej Europie. Zboża też ma cenę europejską. Ale, żeby je sprzedać w Jabłowie, trzeba mieć go przynajmniej 80 ton. Przy mojej strukturze gospodarstwa sprzedawałem 40 ton. Można nie sprzedawać i wykorzystywać samemu. Można się z kimś połączyć i sprzedać razem.
- Sprzedawać razem z sąsiadami, żeby było ponad 80 ton. Takie trochę wymuszone wspólne działanie. Te limity to ewidentny plus, jeżeli uznamy, że wspólne działanie to wartość dodatnia. Może wreszcie powstaną autentyczne spółdzielnie rolnicze?
- Raczej spółdzielnie usługowe. Polegałyby to na tym, że grupa rolników zakupiłaby i wspólnie użytkowała jakąś maszynę. Dobrej klasy ciągnik kosztuje gdzieś około 300 tys. złotych. Pojedynczy rolnik nie kupi.
- A więc plus.
Podsumowujemy. Plusów więcej niż minusów. Mimo to Lech Sorocki jest ciągle pesymistą. Jak wielu zresztą rolników. Widać, że te minione 15 lat przyzwyczaiło ich do myślenia o zmianach w myśl zasady: czego oczy nie wodzą, tego nie ma.

Na podstawie artykułu zamieszczonego w Tygodniku Kociewiak - środowe wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz