wtorek, 28 września 2004

U nadleśniczego

W gabinecie Bronisława Szneidera - nadleśniczego Nadleśnictwa Lubichowa wiszą pejzaże. Nie żadne reprodukcje. Oryginalne oleje.
Siedzimy w gabinecie nadleśniczego Bronisława Szneidera. Przy drzwiach wisi sporych rozmiarów pejzaż przedstawiający nenufary. Nieco dalej leśna polanka. Tu artysta bardzo ładnie oddał światło i cień. Jest jeszcze kilka innych pejzaży, dwa, jeszcze bez ram, "szykujące się" do powieszenia. Te na ścianach - Dariusza Syrkowskiego, te nowe - jego żony.

To miłe, że w instytucji, w biurze, w urzędzie coraz częściej spotyka się oryginały, a nie reprodukcje. Tak jak u pana. Jest pan znawcą sztuki, miłośnikiem obrazów? A może sam pan maluje?
- Ojciec Brunon był też leśnikiem, ale bardzo lubił sztukę i malował. Grał również na instrumentach: na pianinie, skrzypcach, trochę na gitarze. Te umiejętności pomogły mu przetrwać obóz na Wschodzie. Zamawiano u niego portrety. Po powrocie z obozu pracował jako nauczyciel (znał cztery języki obce), a potem był adiutantem w nadleśnictwie. Wyrastałem w takiej rodzinie i coś tam we mnie z tego zostało. Każde z rodzeństwa coś po nim odziedziczyło.
A czy potrafi pan malować?
- Nie wiem, czy potrafię. Nigdy o tym nie myślałem. Zdolności po ojcu
odziedziczyły dzieci. Córka Kasia jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych i maluje, syn Benedykt kończy I rok Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, średni syn Hubert skończył Wydział Architektury na Politechnice Gdańskiej, studia też mające dużo wspólnego ze sztuką.
Ma pan obrazy Syrkowskiego. Czy ten malarz panu się szczególnie podoba?
- Jego obrazy najczęściej są pod ręką. Podoba mi się to lato i jesień. Jest w
nich dużo ciepła i dobre światło. Ale potrafię też znaleźć błędy. Na przykład nenufary mają trochę za zdrowe liście, a linia horyzontu z szuwarami jest zbyt równa... Lubię naturalizm.
Wydawałoby się, że mamy już za sobą okres reprodukcji, setek tysięcy powielanych "Słoneczników" Van Goghów, impresjonistów itp. Tymczasem znowu masowo pojawiają się reprodukcje, ale tym razem znakomitej jakości. Pan jednak ma obrazy malowane...
- Bo do malowanych mam dużo szacunku. I podchodzę do nich z sympatią. To rękodzieło, zupełnie coś innego niż reprodukcje. Na marginesie.
Jeden z obrazów Syrkowskiego wisi w centralnym miejscu u Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku u dyrektora Jana Szramki. Był to obraz namalowany dla Papieża, ale podarowano mu rzeźbę i został. Dyrektor jest bardzo otwarty na sztukę.
A więc instytucje już bywają mecenasami sztuki. Lubi pan chodzić po wystawach, odwiedzać muzea?
- Jeżeli jest wystawa, to z żoną idziemy. Ale ja nie jestem wielkim znawcą sztuki.
Teraz zaczęła się moda na portret. Przynajmniej w wyższych sferach. Niedawno widzieliśmy w kolorowym piśmie portrety żony Leszka Millera i Jolanty Kwaśniewskiej. Autor tekstu twierdził, że takie są dzisiaj tendencje. Właściwie to nic nowego, a nawiązanie do czasów, kiedy fundowanie sobie portretu było czymś normalnym. Czy chciałby pan mieć swój portret?
- Nie!
Czy nie dostrzega pan braku galerii sztuki w Starogardzie?
- W zasadzie coś się w tym Starogardzkim Centrum Kultury dzieje.
Ale chodzi o galerię, gdzie każdy z tutejszych artystów miałby na stałe swój kąt, swoje metry.
- O tym musi zadecydować rynek.
Ludzie pracujący w lesie chyba są szczególnie wrażliwi na przyrodę i sztukę, która ją oddaje. Nadleśniczy Nadleśnictwa Kaliska Krzysztof Frydel robi profesjonalne zdjęcia przyrody. Czy pan również fotografuje?
- Od czasu do czasu fotografuję jakieś piękne miejsca. Obcuję z tym na co
dzień, więc dostrzegam piękno. Na przykład o tej porze roku piękne są wrzosowiska. Trudno przy tym przejść obojętnie.
Czy ma pan wielu znajomych, którzy cenią sobie malarstwo?
- (Po chwili zastanowienia) Nie mam takich znajomych.
Czy to, co wisi na ścianie, jest istotne? Czy zwraca pan uwagę na to, co wisi u kogoś na ścianie?
- Faktycznie, jak do kogoś wchodzę, zwracam uwagę. Jest istotne, co wisi na ścianie. Obraz czasami daje upojenie, pobudza do refleksji. Dobrze się z tym czuję.
Tekst i foto M.K.
Na podstawie Tygodnika Kociewiak - środowe wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Foto
1. Nadleśniczy Bronisław Szneider z nowym nabytkiem - pejzażem Barbary Syrkowskiej.
2. Nadleśnictwo w Lubichowie mieści się w bardzo ładnie utrzymanym budynku. Wysłany przez kociewiak opublikowano poniedziałek, 27 wrzesień, 2004 - 12:58

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz