Na początku o domu. Czesław Rocławski jest z niego dumny. Został ocieplony i elegancko pomalowany. Dopiero teraz poustawiane w ogrodzie stare maszyny rolnicze odpowiednio się prezentują. - Zbieractwo to biznes dziadka, nie mój - zastrzega się jego zięć, ale po chwili

- Mam centerfugę z Leśnej Jani sprzed wojny - prezentuje swoje domowe i altankowe zbiory pan Czesław. - Urządzenie, które oddzielało śmietanę od mleka. Oryginał. I działa. Mam hełm od jakiegoś chłopa. Zakonserwowałem go. Jedno z żelazek, co prawda ze spaloną duszą, ma ze sto lat. Co jeszcze mam. Lampy, którymi chłopi oświetlali drogę jadąc powozami - naftowe (bez lustra - przedwojenne i z lustrem - powojenne), cep z 1881 roku, w domu na ścianie chomąto. Są też ciężarki do ważenia złota, kałamarz z pałacu w Leśnej Jani, przedwojenny dzwonek, służący do oznajmienia, że idą z kolędą, w drzwiach stare okucia z zamków, na górze kołowrotek. Najbardziej jednak cieszę się z bujanego krzesła sprzed stu lat. Też po panach z pałacu.

Za rok Czesław Rocławski chce zrobić "paniwagen". Co to takiego? Nazwa kombinowana z polskiego i niemieckiego. Po prostu wózek na małego konia.
Skąd u pana taka pasja?
- Mam duszę zbieracza. Czuję, że te przedmioty mają szczególną wartość. Między innymi dlatego, że tak ich mało. Za socjalizmu takie przedmioty były wyrzucane. Szczególnie z pałaców i te poniemieckie.
Tekst i foto M.K.
Na podstawie Tygodnika Kociewiak - środowe wydanie Dziennika Bałtyckiego

Wyżej na zdjęciach odnowiony dom Czesława Roclawskiego i sam pan Czeslaw w ogrodzie - prezentuje "obrotowego" bociana (reaguje na wiatr).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz