czwartek, 24 marca 2011

Niektórzy powątpiewają w istnienie Kociewia - polemika

Ad vocem słów kilku, bynajmniej nie o kongresie


Z pewnym zaskoczeniem przeczytałem tekst Patrycji Hamerskiej "O kongresowej krytyce słów kilka", w którym Autorka polemizuje z osobami, które według niej zbyt krytycznie podsumowują zeszłoroczny, IV Kongres Kociewski. Zdziwienie to spowodował zwłaszcza fakt, że do przysłowiowej tablicy został wywołany mój artykuł z najnowszego, szóstego numeru "Rydwana", który akurat problematyki zeszłorocznego kongresu dotyka całkiem marginalnie, choćby z tego powodu, że został napisany w lipcu 2010 r. Efekt jest taki, iż mimo tytułu, zarzuty Autorki względem mojej osoby nie za wiele mają wspólnego z samym kongresem z ubiegłego roku. Szkoda zatem, że nie ustosunkowała się do innego mojego tekstu, z czwartego zeszytu "Tek Kociewskich", w którym, jako przewodniczący zespołu przygotowującego część tczewską kongresu, zawarłem swoje, dość krytyczne wnioski (dostępnego bezpłatnie pod tym adresem:

http://www.kaszubi.pl/kbi/download/teki_kociewskie_4.pdf).

Niemniej zarzuty, które Patrycja Hamerska sformułowała w swoim tekście, są na tyle ciężkie, że zmuszony jestem, mimo iż nie dotyczą tytułowego kongresu, się do nich ustosunkować.

Przechodząc do meritum, muszę zacząć od nutki żalu, iż Autorka artykuł w "Rydwanie" przeczytała bardzo niestarannie, wyraźnie go w kilku miejscach nadinterpretując. Na dodatek już pierwszy, poważny zarzut, jakoby moje spostrzeżenia były objawem "zwątpienia w kociewskość regionu", powoduje, że trudno ten głos postrzegać jako merytoryczny. Nie do końca dowiadujemy się bowiem, co się tak naprawdę kryje pod tym sformułowaniem. Chyba nie jest nim próba naukowej systematyzacji pojęcia regionu i wpisania Kociewia jego definicję? Oznaczałoby to, że jakiekolwiek naukowe zajmowanie się stanem regionalizmu na Kociewiu jest zbrodnią przeciwko regionalnemu patriotyzmowi. Nie sądzę by to był pogląd Autorki, a skoro jest to jedyne logiczne wyjaśnienie tego zarzutu, to trudno go nie uznać za mało merytoryczny.

Podczas, gdy osią moich rozważań jest stwierdzenie wybitnego badacza regionalizmu, prof. Jerzego Damrosza, że region to "przestrzenny układ zaspokajania potrzeb ludzkich" (o czym jest parę bitych stron), Autorka sugeruje jakoby cała moja refleksja ograniczała się do skądinąd trafnego, ale dość pobocznego stwierdzenia, iż "trudno jest wyróżnić Kociewie z obszaru Polski zarówno pod względem geograficznym, jak i historycznym". Podpierając się tezami Stanisława Węglarza o znaczeniu czynników subiektywnych w kształtowaniu się regionów, całkowicie nie zauważa przytoczonego modelu powstawania regionów Jerzego Damrosza, w który owe czynniki się w pełni wpisują. Nie mówiąc już o tym, że nie sprecyzowała, skąd mamy czerpać wiedzę o subiektywnych odczuciach Kociewiaków, skoro nie mamy wyników żadnych badań na temat regionalnej tożsamości jakiejś większej (nie mówiąc już o w pełni reprezentatywnej) grupy mieszkańców naszego regionu.

Dalej Autorka nie może się zdecydować, czy Kociewie jako region "ukształtowało się stosunkowo niedawno", czy jednak istnieje od dawien dawna i ciężko grzeszą ci z historyków (w tym pewnie i moja skromna osoba), którzy twierdzą inaczej. Trudno tutaj dyskutować o bezspornych faktach, gorzej, że Patrycja Hamerska całkiem lekceważy wynikające z nich wnioski, które teoretycznie powinny mieć dla niej, jako zwolenniczki poglądu, że "najważniejszym wyznacznikiem regionu jest poczucie odrębności regionalnej, etnicznej i kulturowej jego mieszkańców", pierwszorzędne znaczenie. Skoro dopiero 200 lat temu Kociewie zaistniało, a dziś jest żywym regionem, to zmianę tę spowodować musiały istotne dla naszej regionalnej historii i tożsamości wydarzenia i procesy. Warto zatem pochylić się, także naukowo, nad tymi czynnikami i ich dzisiejszym znaczeniem dla mieszkańców Kociewia. Dla Autorki jednak analiza tej sprawy to "powątpiewanie w istnienie regionu". Trudno tutaj nie oprzeć się wrażeniu, iż powątpiewaniem nie są nawet wnioski z tych rozważań, ale same zajęcie się tym zagadnieniem… Jakby opisanie roli różnych działań wzmacniających, czy nawet kreujących tożsamość kociewską w jakikolwiek sposób szkodziło naszemu regionowi.

Co ciekawe, w krytyce tej nie ma żadnego odniesienia do głównego problemu, opisanego w artykule w "Rydwanie", czyli wpływu trzech pierwszych kongresów na regionalizm kociewski. Czyżby zbyt oczywiste i znane wszystkim, niedawne przecież, wypowiedzi towarzyszące pierwszym kongresom, w których wprost deklarowano, że musimy budować i rozwijać nasz region, zostały przemilczane jako niepasujące do tezy o odwiecznej samoistności Kociewia? Trudno tu zrozumieć meandry zarzutów Patrycji Hamerskiej, bo czytając je dosłownie, o to samo co Michała Kargula można by oskarżyć choćby autorów uchwały I Kongresu Kociewskiego z 1995 r.

Na dodatek Autorka tutaj wciąga do dyskusji Bogu ducha winnych Kaszubów. Nie wiem, czym zawinił sobie niektórym, w tym Patrycji Hamerskiej, Józef Borzyszkowski, ale czy to jakiś grzech, że to on, Kaszub stanął na czele Komitetu Organizacyjnego Kongresu w 1995 roku? Przecież wszedł tam jako przedstawiciel ówcześnie największej organizacji skupiającej Kociewiaków, jakim było bez wątpienia Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, z dziesięcioma kociewskimi oddziałami i kilkuset ich członkami. Jemu, jak i innym Kaszubom, jak choćby Stanisławowi Pestce, winniśmy raczej wdzięczność, że w imię pomorskiej wspólnoty pomogli nam i nas wsparli, a nie udawanie, że ich tutaj nigdy nie było i alergiczne reakcje na każdą wzmiankę o tym. Jakoś górale się nie obrażają na Stanisława Witkiewicza, który im stworzył cały styl zakopiański w budownictwie, a tu belką w oku jest kilku zaangażowanych w nasze sprawy sąsiadów z Kaszub.

Wyciągając sprawy kaszubskie Autorka niestety znów sama sobie zaprzecza. Jak rozumiem, twierdzi tutaj, że silny i dość żywy regionalizm kaszubski jest tworem sztucznie wykreowanym przez działaczy. Usprawiedliwia tym podobne działania, jakie miały i mają miejsce na Kociewiu. Dlaczego zatem takie gromy na moją głowę, że o tym właśnie napisałem? Albo miałem rację i pretensja Autorki powinna być raczej skierowana w stronę zbyt wąskiego potraktowania przeze mnie tematu i ograniczenia się tylko do Kociewia, albo racji nie miałem i wyciąganie tutaj kaszubskiego alibi (trochę według zasady "a u was biją Murzynów") dla takich zjawisk nie ma najmniejszego sensu.

Być może zarzuty te są po prostu wynikiem daleko idącej nadinterpretacji, bo w moje usta Patrycja Hamerska wkłada nawet, jedynie cytowane przeze mnie, słowa badaczy Kociewia, na dodatek zmieniając ich znaczenie. To bowiem dr Anna W. Brzezińska na podstawie swoich badań etnologicznych uznała, że najważniejszymi (czy wręcz jedynymi) wyznacznikami odrębności regionalnej Kociewia jest dialekt, haft i strój. Ani ona, ani tym bardziej ja, nie pisaliśmy o tworzeniu ich na siłę, wręcz przeciwnie, nieco dalej pisałem o dużym zapotrzebowaniu społecznym na "kociewskie symbole", czego dowodem jest nie tylko sukces haftu kociewskiego i stroju regionalnego, ale także hymnu i herbu Kociewia.

Czytając ten artykuł muszę przyznać ze smutkiem, że Autorka przegapiła chyba jedno z najważniejszych jego stwierdzeń, iż nasz region jest ciągle regionem in statu nascendi, co zresztą nie jest niczym wyjątkowym w naszym kraju. Jako specjalistka w sferze badan regionalnych Patrycja Hamerska na pewno ma świadomość, że praktycznie wszystkie, żywe dziś regionalizmy, z podhalańskim na czele, są w dużym stopniu owocem świadomych i celowych działań służących ich kreacji i wzmacnianiu. Różni je jedynie czas i zakres takich działań. Obiektywna słabość dłuższej tradycji historycznej Kociewia tym bardziej każe nam doceniać wszelkie działania mające na celu podtrzymywanie, czy nawet budowę wspólnoty regionalnej. Nie można obrażać się na rzeczywistość i zaprzeczać faktom, że dzisiejsze Kociewie powstało nie tak dawno i ciągle się buduje na naszych oczach. Nikt nie przeprowadził badań, nawet sondażowych, dotyczących tożsamości mieszkańców Kociewia i nawet liczne przypadki regionalnego zaangażowania pojedynczych osób w skali 350-tysięcznej rzeszy mieszkańców naszego regionu, są tylko wartościowymi przykładami, a nie dowodami, na powszechność takiej tożsamości. Autorka w swojej polemice krytykuje LOT, za to, że opiera swoje sądy na niepotwierdzonych badaniami tożsamości regionalnej faktach. Sama jednak żąda by przy opisywaniu Kociewia brać pod uwagę głównie odczucia jego mieszkańców. Skąd mamy je jednak znać, skoro nikt ich nie zbadał? A jak mamy je zbadać, gdy nawet teoretyczne rozważania, które powinny być ich fundamentem, klasyfikowane jako "zwątpienie w region"?

Na koniec po raz kolejny podkreślić należy fakt, że w artykule, który jest formalnie odpowiedzią na krytykę ostatniego Kongresu Kociewskiego, Patrycja Hamerska w ani jednym zdaniu nie odnosi się do zarzutów, jakie wyartykułowałem w tym temacie. Choć swoją ocenę IV Kongresu Kociewskiego zawarłem przede wszystkim w artykule opublikowanym w czwartym zeszycie "Tek Kociewskich", to także w tekście z "Rydwana" znalazło się parę krytycznych (choć w sumie ogólnych) uwag w tej materii. Czy jak rozumiem, nie budzą one sprzeciwu? W takim razie skąd to larum i polemika ze mną w tym miejscu na całkiem inny temat? Naukowe rozważania o regionalizmie kociewskim to jednak nieco inna kwestią, niż krytyczne wnioski z doświadczeń organizacyjnych ostatniego kongresu.

Mimo wszystko cieszy mnie zabranie głosu przez Patrycję Hamerską. Choć ze mną polemizuje akurat w temacie naukowej refleksji nad regionalizmem na Kociewiu, to mam jednak nadzieję, że w materii podsumowania ostatniego kongresu nie ograniczy się tylko do krytyki krytyków, ale zaproponuje także i pomoże wdrażać nowe, skuteczne, i konkretne pomysły, których jak widać nam w 2010 roku zabrakło. Mam tylko nadzieję, że przed następnym, oby rychłym, sięgnięciem po pióro zastanowi się, dlaczego organizatorzy jednej z bardziej udanych części IV Kongresu Kociewskiego nie boją się krytycznie spojrzeć na swoje dzieło. Może dlatego, że to właśnie oni mają największą świadomość tego, co zostało zmarnowane i w jakich okolicznościach? Może też dlatego, że nauczeni doświadczeniem chcą już dziś planować rok 2015, a nie tylko upajać się własnymi osiągnięciami z przeszłości?

Michał Kargul

TEKST PATRYCJI HAMERSKIEJ - PRZEJDŹ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz