piątek, 25 marca 2011

Patrycja Hamerska. C.d. polemiki nt. Kociewia


Wzajemnie sobą zadziwieni...



Z równie wielkim zdziwieniem, co Michał Kargul czytał mój artykuł dotyczący kongresowej krytyki, ja przeczytałam jego odpowiedź na mój artykuł, która pojawiła się niedawno w mediach pod jakże znaczącym tytułem "Ad vocem słów kilku, bynajmniej nie o kongresie"
Dobrze, że mimo iż znamy się z Michałem Kargulem tak długo, to wciąż na nowo "zadziwiamy się" naszym stosunkiem do regionu i regionalizmu.

Artykuł napisany przez Michała Kargula w "Rydwanie" i poprzedni jego tekst opublikowany w "Tekach Kociewskich" znam bardzo dobrze, mimo iż autor zdaje się powątpiewać w to, czy potrafię czytać tekst ze zrozumieniem. To samo mogłabym zarzucić także Michałowi Kargulowi, który twierdzi, że w artykule "O kongresowej krytyce słów kilka" nie odnoszę się do samego Kongresu, tylko do jego krytyki, ale przecież o tym świadczy już tytuł mojego artykułu "O KONGRESOWEJ KRYTYCE SŁÓW KILKA", a o samym IV Kongresie i jego organizacji pisałam już w poprzednim artykule, który wysłałam także Michałowi Kargulowi. Mam nadzieję, że wyjaśniłam już znaczenie tytułu mojego artykułu na tyle, aby Michał Kargul był w stanie zrozumieć, dlaczego odniosłam się w nim tylko do kongresowej krytyki.

We wstępie do swojego artykułu "Ad vocem słów kilku, bynajmniej nie o kongresie" autor zdaje się nie odróżniać pojęcia "region" od "regionalizmu". W "Rydwanie" czytamy bowiem:
"Jak pisze Jerzy Damrosz, w przypadku regionalizmu nie chodzi jednak o "czystą przestrzeń, ale o przestrzenny układ zaspokajania potrzeb ludzkich", a potem z kolei w artykule "Ad vocem..." możemy przeczytać:
"Podczas gdy osią moich rozważań jest stwierdzenie wybitnego badacza regionalizmu, prof. Jerzego Damrosza, że region "to przestrzenny układ zaspokajania potrzeb ludzkich (...)".

Wydaje mi się, że umiejętność rozróżniania tych obu pojęć jest kluczowa, jeśli chcemy rozmawiać o regionie bądź regionalizmie. Gdyby Michał Kargul właściwie te pojęcia rozróżnił już na samym początku, to zapewne nie napisałby: "Mimo wszystko cieszy mnie zabranie głosu przez Patrycję Hamerską. Choć ze mną polemizuje akurat w temacie naukowej refleksji nad regionalizmem na Kociewiu (...)", bo doskonale wiedziałby, że nie zgadzam się z nim w postrzeganiu wyznaczników regionu i nie odniosłam się w swoim artykule do postrzegania przez autora "Ad vocem" problemu regionalizmu.

Możemy dowolnie żonglować teoriami etnologicznymi, socjologicznymi czy też historycznymi. Sprzeczać się o to, który z naukowców jest większym autorytetem w danej dziedzinie, ale najpierw uporządkujmy podstawowe pojęcia z dziedziny wiedzy o regionie tj. region i regionalizm.

Kontynuując dalej dyskusję na temat wyznaczników regionu to nie przypominam sobie, abym zanegowała obiektywne wyznaczniki regionu. Wprost przeciwnie ─ uważam, podobnie jak wspominany przeze mnie S. Węglarz, że powinno rozpatrywać się je wspólnie i taka też jest tendencja badań we współczesnej etnologii.

Michał Kargul pisze także:
"Autorka (...) nie sprecyzowała, skąd mamy czerpać wiedzę o subiektywnych odczuciach Kociewiaków, skoro nie mamy wyników żadnych badań na temat regionalnej tożsamości jakiejś większej (nie mówiąc już w pełni reprezentatywnej) grupy mieszkańców naszego regionu".
Jest to jedno z tych bardziej "zadziwiających mnie stwierdzeń". Założyłam, że skoro Michał Kargul uzyskał tytuł doktora nauk historycznych i zajmuje się naukowo także Kociewiem, to wie, że powstawały już na temat tożsamości (w tym także tej kociewskiej) liczne prace naukowe, m.in. "Tożsamość mieszkańców pogranicza Kaszub i Kociewia na przykładzie miejscowości Stara Kiszewa" autorstwa Magdaleny Świerczyńskiej, praca prof. Marka Latoszka "Pomorze. Zagadnienie etniczno ─ regionalne", czy też zabrzmi to mało skromnie, ale także moja praca "Tożsamość regionalna mieszkańców Czerska". Autor wspomnianych przeze mnie artykułów zapomniał także o spisie Kociewiaków z 2007 roku, którego ze względu na ochronę danych osobowych nie dokończono. Wówczas tożsamość kociewską zadeklarowało 1278 osób.

Do naszej dyskusji rzeczywiście "wciągnęłam", jak to określił Michał Kargul "Bogu ducha winnych Kaszubów" (chociaż uważam, że akurat Pana Boga w te sprawy mieszać nie powinniśmy), dlatego, że Michał Kargul aż osiem z szesnastu stron swojego tekstu, który ukazał się w "Rydwanie" poświęcił kaszubskiemu regionalizmowi. Takie stanowisko uznałam zatem za w pełni uzasadnione.

Do ciekawszych zarzutów Michała Kargula należy także stwierdzenie (zatem obszar dalszego zadziwiania znacznie się powiększa):
" Wyciągając sprawy kaszubskie Autorka niestety znów sama sobie zaprzecza. Jak rozumiem, twierdzi tutaj, że silny i dość żywy regionalizm kaszubski jest tworem sztucznie wykreowanym przez działaczy. Usprawiedliwia tym podobne działania, jakie miały i mają miejsce na Kociewiu"

Trudno jednak w tym przypadku o polemikę, ponieważ miałam na myśli wyznaczniki regionu i ich kreowanie, a nie regionalizm, jak przypuszczam, takie konstruowanie wypowiedzi pisemnej przez Michała Kargula wynika ze wspomnianego już przeze mnie "bałaganu pojęciowego" (nigdy też nie oceniałam regionalizmu kaszubskiego i tym bardziej nie oceniłam go jako silny, czy też żywy, chociaż "żywy" jest bez wątpienia). Zwróciłam tylko uwagę na powątpiewanie Michała Kargula odnoszące się do "tradycyjności" haftu i stroju kociewskiego" i napisałam, że takie same wątpliwości można odnieść w stosunku do wytworów sztuki kaszubskiej i tamtejszego folkloru, a mino to uważa się na Kaszubach strój i sztukę ludową za ważny wyznacznik tożsamości.

Poza tym nieprawdą jest też stwierdzenie Michała Kargula, jakoby gwara kociewska była bliska chociażby kaszubskiemu dialektowi, ponieważ badania językoznawcze wykazały, że gwara kociewska jest częścią dialektu wielkopolskiego, a nie kaszubskiego. Zostałam zatem w pewien sposób zmuszona do wyjaśnienia tych podstawowych zagadnień związanych z Kociewiem.

Zastanawiające jest także ostatnie zdanie, które pojawia się w artykule Michała Kargula "Ad vocem słów kilku, bynajmniej nie o kongresie", w którym autor nie dokończył rozwiniętej przez siebie myśli a mianowicie:
"Mam tylko nadzieję, że przed następnym, oby rychłym, sięgnięciem po pióro (autorka) zastanowi się, dlaczego organizatorzy jednej z bardziej udanych części IV Kongresu Kociewskiego nie boją się krytycznie spojrzeć na swoje dzieło. Może dlatego, że właśnie oni mają największą świadomość tego, co zostało zmarnowane i w jakich okolicznościach? Może też dlatego, że nauczeni doświadczeniem chcą już planować rok 2015, a nie tylko upajać się własnymi sukcesami z przeszłości?".

Czy aby na pewno "organizatorzy jednej z bardziej udanych części IV Kongresu" (gratuluję tak odważnego stwierdzenia) nie boją się spojrzeć krytycznie na siebie? Otóż w tekście Michała Kargula nie ma ani jednego krytycznego słowa na temat potknięć organizacyjnych Oddziału Kociewskiego Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego, a takowe opisałam w artykule "Refleksje pokongresowe" i z relacji niektórych uczestników tczewskiej części Kongresu wynika, że były.

Co zdaniem Michała Kargula zostało zmarnowane i w jakich okolicznościach? Brzmi to co najmniej tajemniczo. Kto chce planować kongres w roku 2015? Czyżby Oddział Kociewski Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego? Czy Kociewiacy i przedstawiciele kociewskich organizacji wyrazili na to zgodę? Tego typu stwierdzenia i plany wysuwane przez Michała Kargula mogą okazać się bowiem przedwczesne.

Michał Kargul wielokrotnie podkreśla także, że nie ma na Kociewiu organizacji, która reprezentowałaby wszystkie stowarzyszenia kociewskie (przywołuje tu nieistniejącą Więźbę Kociewską). A może Kociewiacy nie chcą zrzeszać się w ten sam sposób co Kaszubi? Może Kongres Kociewski Kociewiacy traktują jak Święto Kociewiaków, a nie czas do planowania polityki regionalnej?

W tej chwili w strukturach Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego działa tylko kilka oddziałów kociewskich. Nie można więc mówić o dużej reprezentacji kociewskiej w ZKP. Tym bardziej, że prezes A. Jabłoński dążył całkiem niedawno do zmiany nazwy tejże organizacji ze "Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego" na "Zrzeszenie Kaszubskie" - o czymś to zatem świadczy. Nie wspomnę już tutaj o propozycji zmiany nazwy województwa z "województwa pomorskiego" na "województwo kaszubskie".

Kociewiacy szanują swoich sąsiadów, ich odmienność, kulturę i tradycję, ale tego samego szacunku oczekują również w stosunku do wartości reprezentowanych przez nich samych.
Jesteśmy na tyle silnym i świadomym swego bogactwa regionem, że będziemy w stanie sami zorganizować kolejne kociewskie kongresy. Jeśli będzie potrzebna nam jakakolwiek pomoc ze strony naszych starszych braci ─ Kaszubów, na pewno się po nią zwrócimy.


Patrycja Hamerska

TEKST MICHAŁA KARGULA - PRZEJDŹ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz