niedziela, 8 czerwca 2014

SZTEKLIN WEDŁUG SOŁTYSA WŁADYSŁAWA MATULI 10 LAT TEMU


Władysława Matulę (50 l.), sołtysa Szteklina, znaleźć niełatwo. No bo sołectwo Szteklin to wielkie turystyczne osiedle, a gospodarz Matula mieszka w lesie. Na dodatek drogi tu się krzyżują tak gęsto, że nie wiesz gdzie cię wyrzuci

Władysław Matula nie jest pierwszy raz sołtysem. W latach 90. tylko raz sobie to sołtysowanie "przewalił". Gdyby nie to, byłby sołtysem 18 lat. W Szteklinie - informuje - stałych mieszkańców jest 102 "sztuki". Mało, ale Szteklin to sołectwo "najniezwyklejsze" w powiecie. To wioska rekreacyjna z osiedlami: Leśne, Południowe, Północne, Zachodnie. Około 400 domków zarejestrowanych, ze 200 niezarejestrowanych. Po 5 osób w jednym latem i wychodzi 3000 tysiące. To jest po prostu miasteczko. Sołtys mieszka z dala od nich, za granicą jego pól leży już Zielona Góra.


Porozrzucani

W Szteklinie jest jeszcze ze czterech rolników. Porozrzucani tak, że jeden z drugim nie ma kontaktu. - Oni będą zniszczeni, jak do tej Unii wejdą - uważa pan Władysław. - Pomimo tego, że jest kilku takich, którzy chcieliby się utrzymać.

Takim rolnikiem jest syn sołtysa, Grzegorz, któremu ojciec przekazał gospodarkę. 11,80 ha własnego, z dzierżawami 40. Syn hoduje świnie.



Nikomu się nie śniło

30 lat temu, kiedy Władysław Matula przyjechał ze Śląska do Szteklina, we wsi - wówczas było ze dwudziestu rolników - nikomu się nawet nie śniło, że ich ziemia, podła, VI klasy, stanie się cenna. Moda na Szteklin zaczęła się z 15 lat temu. Wiadomo dlaczego, jeziora, lasy, klimat i blisko do miasta. - 30 lat temu mogłem kupić pół wioski - stwierdza Matula. - Siedem lat pracowałem w kopalni jako przodkowy, to przyjechałem tu z kasą. Byłem górnikiem, a już marzyła mi się gospodarka. Wszystko tu pobudowałem.


Jeszcze przybiegną

Ziemia sołtysa, a raczej jego syna, nie jest już dla mieszczuchów tak atrakcyjna.
- Żeby było kilometr do jeziora, to sprzedałby bez problemu, ale jest z 1,3 km. Na razie tylko przyjeżdżają. Inna sprawa, że niedługo i tak przyjdą, ba przybiegną. Bo dookoła są oczka, a jak nie ma, to wystarczy szpadel wpić i jest woda. - Ja wiem, że nas (rolników) nie będzie. Albo to będzie zalesione, albo rekreacyjne.



Koniki chodzą non stop

Okazuje się, że sołtys ma konie i to rekreacyjne. Cztery, chodzą non stop. Jak trzeba, to dzieciakom kulig w konie robi.

A może, jak pan uważa, że rolników nie będzie, te koniki i usługi turystyczne to sposób na życie?
- W tym jest przyszłość. I w pilnowaniu domków też. I w sprzedaży swoich wyrobów. Nawet mam propozycję co niektórych co do koni. Bryczką przejechać się latem. Ale mnie o to nie chodzi, że on na piwo da. Poza tym Szteklin się starzeje. Dzisiaj przeciętna wieku to około pięćdziesiąt kilka lat. Młodych nie ma. Za 20 lat w Szteklinie nie będzie żadnego rolnika. Nie da rady wyżyć z tego, co się tu uchowa.


Nie chce nam się wierzyć

Wychodzimy na starannie utrzymane podwórze. Jakoś nie chce nam się wierzyć w te złowróżbne słowa. Gospodarstwo wygląda naprawdę imponująco. Sołtys wyprowadza koniki. Ma do nich zamiłowanie. Wzięło się z kopalni, gdzie te podobno najpiękniejsze na świecie zwierzęta tyrały pod ziemią.

Tadeusz Majewski

Na podstawie artykułu w Tygodniku "Kociewiak" (środowe wydanie "Dziennika Bałtyckiego")

Dana publikacji 23.03.2004 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz