środa, 29 czerwca 2011

Płociczno. Tatar Kazimierz Węgrzyn: Byłem w tych stronach pierwszy



Z Kalisk jedzie się do Cieciorki, z Cieciorki przez lasek. Za laskiem zapiera ci dech - oto przed oczyma otwiera się niezwykły pejzaż...
(14 lipca 2004 r.)


Przed kościołem, przykrytym dziwacznym dachem w kształcie ostrej pilotki z okresu radzieckiej rewolucji, postawił swoje ranczo Jan Neugebauer. Ma tu domek, sklep, kozy, na które rok temu jak na psy gwizdała jego żona, organizuje w weekendy występy muzycznych zespołów. Z tym ciekawym człowiekiem jeszcze sobie porozmawiamy, ale innym razem, bo teraz szczęśliwie trafiliśmy na Tatara Kazimierza Węgrzyna.

Pan Kazimierz, ubrany w strój ze skóry, akurat odpoczywa pykając sobie z tatarskiej fajki. Odpoczywają również tatarskie koniki.

Kazimierza Węgrzyna doskonale znamy z osieckich Ciemnogrodów, organizowanych przez Pierwszego Kowboja RP Wojciecha Cejrowskiego. Węgrzyn otwierał te imprezy barwnym orszakiem.






- Tatar bez konia to najsmutniejszy widok, bo Tatar z koniem to jedność - zaskakuje nas ładnym zdaniem pan Kazimierz.

- Jak pan się tu, w Dunajkach, znalazł?

- Szukałem dobrego terenu na Pomorzu. Kiedy jechałem na Starą Kiszewę, stanąłem nagle na drodze. Ujrzałem piękny widok na całą dolinę, teren, który można uznać za namiastkę stepu. Zostajemy tu - powiedziałem sobie w duchu.

Od tamtego czasu minęło już 20 lat. I tyle lat Węgrzyn już tu mieszka. Zimą prawie jak na bezludziu, bo we wsi jest tylko trzynaście rodzin.





Rozmawiamy o modzie na konie.

- Byłem w tych stronach pierwszy, który miał jakieś stadko - zauważa z odrobiną dumy Węgrzyn. - Oczywiście mieli w Stadzie Ogierów w Starogardzie, ale zamknięte dla osób chcących pojeździć rekreacyjnie. Dwadzieścia lat temu koń traktowano jako narzędzie pociągowe, a nie do rekreacji. Teraz mam 25 koni.

- I pan na nich zarabia. Ale - tak mówią - słabo się pan promuje. Szyld w Cisach z numerem komórki, tutaj też. Na szyldzie tatarski półksiężyc. To mało.





Pan Kazimierz uważa, że to wystarczy. Promują sami ludzie opowiadając o nim jeden drugiemu. Promuje dobra robota.

- Żeby coś dobrze robić, trzeba lubić to co się robi, ale żeby TO robić, trzeba dodatkowo tę robotę kochać - następny prawie aforyzm.

Przy drewnianym stole siedzi Beata Białowąs.

- Przyjechałam specjalnie do pana Kazimierza aż z Krakowa - mówi. - Usłyszałam o nim od koleżanki. Nie ma lepszego człowieka od koni i rozmów. Konie są tatarskie, wspaniale ułożone. Wyczuwają, jak ktoś potrafi jeździć. Mój 4-letni synek jeździ po półtora godziny dziennie i broń boże nie jest znudzony. Wręcz się dopomina. Poza tym są tu przepiękne tereny. Dla mnie to raj. Nie spodziewałam się, że zastanę tu takie miejsca, jakie pokazał mi pan Kazimierz. Będę polecać pana Kazimierza i jego dzieci (dzieci też ma niesamowite).

Z prowincjonalnej, głupiej, kociewskiej ciekawości pytamy, czy wie, gdzie się akurat znajduje, w jakim regionie.
- Oczywiście, wiem, na początku Kaszub.
!!!!





- A te ciekawe miejsca, panie Kazimierzu, gdzie są w naszym powiecie? Czy w kierunku na Wygonin?
- Konie nie wiedzą, co to powiaty.

Teraz gawędzimy z panem Kazimierzem o Ciemnogrodzie, gdzie cztery lata pod rząd redagowaliśmy "Dziennik Ciemnogrodu" (trzy numery w roku). To były czasy...

- Żal mi bardzo Ciemnogrodu. Ta impreza powinna być nadal. Owszem, w powiecie starogardzkim organizuje się sporo imprez, ale nie ma tej kropki nad i. Imprezy gminne i inne powinny być robione nie w jednym czasie, a tą kropką nad i mógł być zlot w Osieku. Ludzie zaczynają za tym tęsknić. Niewiele trzeba, przede wszystkim koordynacji. Brakuje kogoś, kto potrafiłby tych wszystkich ludzi zebrać. Spotykam się z uwagami, że tak powinno być. Impreza nie dla elity, tak jak niektóre, ale dla wszystkich. A teren na taką imprezę? Nasz by się nadawał.

- Czy zgadza się pan, że ten powiat powinien mocniej iść w stronę turystyki?
- Cały czas czeka się na tę turystykę. Buduje się ją małymi kroczkami. Turystyka jak najbardziej. Nasza ziemia jest biedna, ale bogata w piękno. Tutaj można znaleźć łagodność i ciszę. To sama natura.





- Jest teraz taki trend, rzec można amerykański - konie i harleye. Impreza byłaby dla jednych i drugich?
- Harlejowcy często tędy przejeżdżają. Jestem z nimi za pan brat. W końcu dosiad jest ten sam. A niektórzy z nich lubią westernową muzykę.

- Przez te tereny ma przechodzić asfaltowa droga do Starej Kiszewy. Czy to dobry pomysł?
- Zajeżdżą piękno tego miejsca. Nie powinni tego robić.

Kazimierz Węgrzyn pyka z fajki. Jego myśli na dłuższą chwilę zatapiają się w głębokiej przeszłości, kiedy nadmieniamy o Tatarach przesiedlonych w te strony po wojnie. On nie jest z tych.
- Ród Jagiellończyków trzymał trzystu Tatarów jako ochronę przyboczną. Mój prapra......dziad przyszedł z Węgier i służył w ochronie królowej Jadwidze. Był jej głównym, ustnym posłańcem. Nazywał się Jan Węgrzyn.
Tadeusz Majewski

Według tekstu zamieszczonego w magazynie "Kociewiak" - środowe wydanie "Dziennika Bałtyckiego".
14.07.2004 r.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz