wtorek, 22 lutego 2005

Ziemia - ojcowizna

Na pierwszy rzut oka krajobraz rozciągający się dookoła gospodarstwa, gdzie mieszka Monika Siebner i jej syn Teodor, jest nieciekawa. Krzakory, jakaś woda, niskie wzniesienia, samosiejki. A już dla rolnika to ten pejzaż jest zapewne całkiem zniechęcający. Na oko widać - V klasa i w dół. Ale ostatnio właśnie takie pejzaże bardzo interesują ludzi z miasta. Czy ta ziemia, przez kilka pokoleń należąca do jednej rodziny, zostanie sprzedana?





Nam zostało gonić kota (tytuł prasowy)

Czy te rodzinne hektary zostały? - pytamy pana Teodora, syna pani Moniki.
- Dziadki mieli 26 hektarów. Potem dokupili pół jeziora Rokitno w latach 1984 i 1986 z Funduszu Ziemi. I jeszcze myśmy dokupili ziemi do 32 hektarów. Tak więc gospodarstwo liczy teraz 32 ha i jezioro we współwłasności.

Co to za jezioro? Maleństwo.
- W całości ma 7,78 hektara. Małe, ale to jest tak zwana woda płynąca. Leży w ciągu pięciu jezior - Kleszczewskie, Semlińskie, Błotne i w Lipiej Górze Moczadło. Łączą się rowem melioracyjnym.
Te jeziora były zatruwane przez wielki kleszczewski PGR, a teraz niestety są jeszcze zatruwane przez ścieki z osiedla kleszczewskiego.
- Faktycznie, dwa razy przez te ścieki było śnięcie ryb. Takie przeszliśmy czasy - na siłę produkcja byków, bez odpowiedniej infrastruktury. Ale to się zmieni. Powstaje kanalizacja.

Pan na tym gospodarzy?
- Ja przeszedłem na rentę strukturalną i przekazałem ziemię synowi Mieczysławowi. Można powiedzieć - szachownica ta sama, tylko się imiona zmieniają.
Zadowolony pan jest z tej reny?
- Zadowolony jestem, ale na razie to jest w sferze nadziei, bo jeszcze nie wypłacili. Minimalna ma wynosić 1200 złotych.
A syn już gospodarzy?
- Dzieci są w Niemczech. Wyjechały, kiedy były te przemiany i kiedy Polacy masowo wyjeżdżali. Ale oczywiście wrócą.

Jest pan wiec jakby strażnikiem własności rodzinnej. Co dalej?
- Tak się z synem zastanawiamy, czy zainwestować, uporządkować i czegoś w tych nowych warunkach unijnych nie robić. Są dopłaty. Tu jest ziemia V i VI klasy, IV b jest mało, a IV nie ma żadnej.
Zadowolony pan z wejścia Polski do UE?
- Będzie lepiej albo gorzej, ale bynajmniej tej reszty, co nam jeszcze została w Polsce, nam nie rozkradną.

Kto nie rozkradnie?
- Nie rozkradną złodzieje, Polacy.
No tak, tej reszty...
- Nam zostało gonić kota po krzaku. To nam zostało. Po tym co zaczął Balcerowicz.
Więc z tą ziemią co będzie?
- Pójdzie pod zalesienie. Wykorzystamy jeszcze łąki przy jeziorze jako pastwiska na hodowlę bydła.

Nie lepiej sprzedać? Ziemia teraz jest w cenie. A ta tutaj jest atrakcyjna - lasy, pagórki, oczka, jeziora, które się szybko oczyszczą po PGR-ach.
- O ziemię to pytali. O całe gospodarstwo. Ale oczywiście jej nie sprzedamy. Ja mam zapisane prawo do korzystania z wody i prawo do zamieszkania tutaj.
No ale coś będzie pan tu robił?
- Najwięcej się robi, jak nic nikt nie widzi, jak nikt nic nie wie - żartuje pan Teodor. - W ramach renty nie mogę prowadzić żadnej działalności gospodarczej... Będę chodził na ryby. Na razie są lin, szczupak, okoń, karaś... Dla rodziny to połowię.

Jak tutaj będzie za 20 lat?
- A kto to wie? Człowiek na wsi kiedyś miał nadzieję i się starał. Chlewnie budowaliśmy z pustaków własnej roboty. I co z tego wyszło? Co będzie...
Syn wróci. Wezmę wnuczka na ryby. Będzie ojcowizna.
To słowo staje się niemodne.
- Bo trzeba w sobie mieć szczególną słabość, szacunek do tradycji, do dorobku. Jak się ma takie cechy, to gospodarstwo przekazuje się z pokolenia na pokolenia jak coś świętego.
Not G.T.

Pan Teodor: UE? Będzie lepiej albo gorzej, ale bynajmniej tej reszty, co nam jeszcze została w Polsce, nam nie rozkradną.
Foto T. Majewski

Tygodnik Kociewiak - piątkowe wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz