czwartek, 4 sierpnia 2005

O 1000 metrów za daleko

Idziemy - udając, że mamy amnezję - według strzałki przy moście. Na początku wsi jest druga strzałka - tym razem w lewo, pokazująca SKLEP KOLONIALNY. I jest - ten sklep. Pod strzałką napis, że następny najbliższy sklep znajduje się w odległości 1200 metrów. Kilkanaście metrów dalej tablica informuje, że do najbliższego sklepu jest... 200 metrów. Co za dziwne podchody?



Matematyka konkurencji

Sklep kolonialny omijamy, bo że jest, widzą nasze oczy. Co z tym drugim? Idziemy. Z 200 metrów. Centrum wsi. Dawny budynek Domu Ludowego, a w nim drugi sklep. Przed sklepem stoi obywatelka.

Proszę panią. Co z tymi liczbami? Przed wsią tablice mówią, że drugi sklep jest 1200 metrów, a jest 200 metrów. Czy, jak pójdziemy następne 1000 metrów, będzie trzeci sklep?

- Będzie las - odpowiada obywatelka.

Pewnie z malinami.

- Że co?

Z malinami, bo mówi się, że ktoś kogoś wyprowadza w maliny.
- No, my tu wiemy, że te napisy to żart... To jest przecież konkurencja.
Wy wiecie, ale jakiś kajakarz spod mostu może iść według oznaczeń i trafić do lasu.

W sklepie pani sołtys

W byłym Domu Ludowym sklep prowadzi pani sołtys, z którą - żeby było ciekawiej - ostry bój o sołtysowy fotel prowadził właściciel sklepu pierwszego, czyli KOLONIALNEGO. To on "oddalił" sklep pani sołtys o 1000 metrów od rzeczywistości. Walka z obszaru politycznego przeniosła się w obszar handlowy.
Pani sołtys, osoba skromna, stoi za ladą i obsługuje. Ludzie zeszli z góry budynku byłego Domu Ludowego, gdzie akurat ksiądz z Borzechowa odprawił mszę. Owieczki muszą zrobić zakupy. Pani sołtys - teraz sprzedawca - nie chce mówić o dziwnej formie konkurencji na metry. Nie chce, bo nie.

Wesela ruszyły
Teresa Bieś pracuje obok sklepu w świetlicy. O dziwo - sobota, gorąc, a dzieciaków i młodzieży pełno.
- Zajęcia trwają po 4 godziny dziennie od 16 do 20 aż do soboty - mówi pani Teresa. - Średnio przychodzi około 15 osób. A na dyskotekę przyjdzie i z trzydzieści. W czasie szkoły zawsze rano wpuszczam dzieci do autobusu.

Czy wieś się rozwija? - pytamy.

- A rozwija się. Nawet wesela w parafii ruszyły (parafia: Osowo, Borzechowo, Radziejewo, Mały Bukowiec). W tym roku przez dwa miesiące było 10 zapowiedzi. Poza tym liczymy na program odnowy wsi.

Czy będzie boisko?
- Jestem w zespole, który opracował projekt - ciągnie świetliczanka. - Chcemy zrobić porządne boisko, z koszem i piłkochwytami, z szatnią, z oświetleniem i ogrodzeniem. Budynek, w którym jesteśmy - były Dom Ludowy - ma być gruntownie odnowiony. Prze budynkiem ma być też wyłożony polbruk. Świetlica ma dostać komputery i Internet. Takie plany. We wrześniu się okaże, czy cos z tego wyjdzie. Trudno będzie, bo na pieniądze liczą też Wda, Osowo i Bietowo Kaliska.

A co latem tu dzieciaki robią?
- Głownie grają w tenisa i w gry komputerowe. Tak dużo przychodzi, bo są też dzieci z osiedli, gdzie mieszkają turyści z Tczewa, Malborka i Elbląga.

A do sklepu chodzą tu, czy do KOLONIALNEGO?
Tu i tam - dyplomatycznie odpowiada pani Teresa. A co pani sądzi o tych mylących napisach?

- Śmieszy to mieszkańców. No bo gdzie sklep, jak sklepu nie ma?
Dzieci mają wczasy
Przy okazji dowiadujemy się, że co biedniejsze dzieci z Osowa miały kolonie w Ocyplu sponsorowane przez gminę. Podchodzą dwaj - Michał i Sebastian. Byli 14 dni. Opowiadają, jak wyjechali do Gdańska, kąpali się w morzu. I o tym, że już stąd pojechało ich sześcioro.
Miło posłuchać o czymś takim we wsi, gdzie od wieków główną "atrakcją" jest zbieractwo jagód.
Wychodzimy przed dom ludowy. Obywatel pyta nas, ile ma lat. (Zdaje się, że jeżeli idzie o wiek, to mężczyźni są bardziej wrażliwi od kobiet.) Wygląda na 60, ale ma przy pasie wielki scyzoryk z rogową rękojeścią, wobec tego dajemy mu żartem 30.
- Mam 76 lat.

No, w to uwierzyć niepodobna!

Obywatel chce wyciągnąć dowód, ale dajemy sobie spokój. Zresztą po chwili potwierdzają inni, że mówi prawdę.
Plan numer jeden
My tu sobie gadu gadu, a ucieka myśl przewodnia reportażu - co z tymi metrami? Napisy mylą, a mówiąc wprost - kłamią. Dla jednych śmieszne, dla innych takie typowo polskie w niemieckim tego określenia znaczeniu. Weźcie się tam w Osowie za budowę pola namiotowego przy Wdzie, a nie za wyprowadzanie siebie i innych w maliny.

Tekst i foto Tadeusz Majewski, Marek Grania

Na podstawie tygodnika "Kociewiak" piatkowe wydanie Dziennika Bałtyckiego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz