czwartek, 29 października 2009

Z życia wzięte? "Udali, że nie wiedzą"

- Ile razy mam ci powtarzać, że nie masz tak na mnie patrzeć? Będę sobie wracał do domu, kiedy mi się tylko podoba!

- Znowu jesteś pijany.

- To nie twój interes kobieto, lepiej zejdź mi z oczu, bo ci…!


Jaszcze tylko kilka pustych odgłosów uderzeń, cichy płacz i za ścianą znowu spokój. Po raz kolejny takie odgłosy budzą w środku nocy Tosię - 12-letnią córkę państwa Kruk.

Zwykła szara rodzina. Niby się kochają, ale mają do siebie dystans. Ich rozmowy ograniczają się do zdawkowych pytań i odpowiedzi.

W tej samej klatce mieszka pani Agnieszka z mężem. Kiedyś byli szczęśliwą rodziną, lecz po śmierci ich córeczki wszystko się zmieniło. Mąż pani Agnieszki coraz częściej zaglądał do kieliszka, alkohol zmienił go w potwora, zaczął ją bić. Jej oczy nie były już podpuchnięte od płaczu po stracie dziecka. Teraz puchły od licznych uderzeń.

Oprawca nie krył swoich egzekucji. Co noc cały blok drżał od krzyków i głuchego szlochu. Każdy mieszkaniec o tym wiedział, ale gdy spotykał słaniającą się jak cień bladą, lecz bogato ozdobioną w sińce kobietę, nie próbował porozmawiać, pomóc. Przeciwnie uciekał od widoku jej przekrwionych oczu. A przecież była taka słaba, bezbronna.

Tosia patrzyła na to i nie pojmowała, jak można być takimi wypranymi z emocji i empatii ludźmi. Tak bardzo chciała pomóc, ale nie wiedziała jak. Przecież była tylko dzieckiem z po PGR-owskich bloków, gdzie dzieci i ryby głosu nie mają.

Po kolejnej głośnej nocy nie wytrzymała i postanowiła przerwać swoją małą zmowę milczenia. Rano, gdy tata wyszedł do pracy, skierowała pytanie do mamy, czy nie myślała, żeby powiedzieć policji o tym, co się dzieje u sąsiadów. Mama szybko zareagowała. Krzyczała, że to nie ich sprawa i że nie ma zamiaru na nikogo donosić, bo jeszcze będzie musiała potem po sądach latać. Stanowczo podkreśliła, że Tosia jest za młoda, żeby ją to interesowało.

Dziewczynka nie mogła zrozumieć podejścia swojej matki, dla której temat był już zamknięty.

Tak mijały tygodnie. Za ścianą nadal nie było spokoju. Pani Agnieszka coraz rzadziej pojawiała się w warzywniaku przy bloku, na podwórku, klatce schodowej. Pewnego ranka Tosia obudziła się i zdała sobie sprawę z tego, że spokojnie przespała cała noc. Nie dowierzała sobie, że spała tak mocno, żeby nic nie słyszeć.

Kolejnego ranka sytuacja się powtórzyła. Wszystko ustało, dziewczynka była w szoku, nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy bać.

Po południu do drzwi ich mieszkania zastukał policjant. Przez drzwi swojego pokoju dobrze słyszała rozmowę funkcjonariusza i mamy. Mężczyzna bezbarwnym głosem oznajmił, że pani Agnieszka nie żyje. Jej skatowane ciało nie wytrzymało kolejnych uderzeń i upadków.

Potem sztywno zadał kilka pytań. Mama zaszokowana odpowiedziała tylko: - Nie proszę pana, nic nie słyszeliśmy i nic nie wydało nam się podejrzane, ot, zwykła rodzina.

- Tak myślałem, reszta mieszkańców powiedziała to samo. No nic, muszę się pożegnać. Tylko szkoda, że nikt wcześniej nas nie zawiadomił. Być może gdybyśmy wcześniej wiedzieli, ta kobieta nadal by żyła.

To zdanie niczym strzała ugodziła Tosię i zalała ją falą bólu i goryczy. Przez łzy jak zahipnotyzowana powtarzała słowa policjanta: "Gdybyśmy wiedzieli, ta kobieta nadal by żyła".

Alicja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz